Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański
Janusz Poniewierski maj 2022

Miejsce

Rozumiem względy ekonomiczne i prawo właścicieli do dysponowania swoim majątkiem. Niestety, czasem cierpią przy tym tzw. wartości wyższe – i w jakiś sposób trzeba je chronić. Byłoby dobrze, gdyby ludzie Kościoła, którzy lubią głosić kazania o tym, że trzeba raczej „być” niż „mieć”, starali się o tym pamiętać.

Artykuł z numeru

Tu mówi Ukraina

Myślę dziś szczególnie intensywnie o pewnym miejscu, którego już nie ma.

To miejsce to – istniejąca w latach 1995–2015 w kamienicy przy ul. Kanoniczej 15 w Krakowie (w ramach Fundacji św. Włodzimierza Chrzciciela Rusi Kijowskiej) – kaplica pw. św. Męczenników Borysa i Gleba. W całości (!) zaprojektował ją Jerzy Nowosielski, który dostosował niewielkie pomieszczenie w oficynie (ok. 34 m2 ) do wymogów liturgicznych Kościoła wschodniego, a na ścianach koloru ciemnego indygo zawiesił 14 namalowanych przez siebie ikon.

Jak pisze znawczyni twórczości Nowosielskiego Krystyna Czerni, kaplica była „jednym z najpiękniejszych współczesnych wnętrz sakralnych w Polsce”, a jej – gruntownie przemyślane przez artystę, przywołujące atmosferę katakumb – wnętrze „sprzyjało skupieniu i kontemplacji”.

Opinię tę podzielają ci, którzy się tutaj modlili: „Trzeba tu przyjść, siąść, zatopić się w te granaty, spojrzeć na te jaskrawe ikony, które wynurzają się z cienia. (…) To stwarza nastrój – tam naprawdę, nic innego, tylko się modlić! Tak to działa na wiernych” (Jan Pawlicki; cyt. za: K. Czerni, Nowosielski w Małopolsce. Sztuka sakralna).

Kaplica św. Borysa i Gleba, formalnie greckokatolicka, funkcjonowała jednak poza strukturami kościelnymi – i dzięki temu sprzyjała przekraczaniu rozmaitych konfesyjnych barier. Jej poświęcenia (w 1995 r.) dokonali duchowni trzech Kościołów: kard. Franciszek Macharski (rzymski katolik), bp Jan Martyniak (grekokatolik) i proboszcz krakowskiej parafii prawosławnej ks. Witold Maksymowicz. A przecież Kościół prawosławny w Polsce (i nie tylko tutaj) nie utrzymuje żadnych relacji z grekokatolikami (i vice versa), zaś każda wspólna obecność przedstawicieli obu tych wyznań jest wydarzeniem, którego wagi nie sposób przecenić. Tutaj jednak okazało się to możliwe.

Znaczenie tego miejsca dla pojednania polsko-ukraińskiego, dla dialogu i symbolicznej obecności wschodniego chrześcijaństwa w samym centrum Krakowa docenił również papież Jan Paweł II, który w 1997 r. odwiedził tę kaplicę i się w niej modlił. Jak mówił potem główny organizator papieskiej pielgrzymki bp Jan Chrapek: wizyta Jana Pawła II w Fundacji św. Włodzimierza (i w funkcjonującej tam kaplicy) pokazywała, jakie powinno być „myślenie Kościoła w Polsce”.

Dziesięć lat po śmierci polskiego (i w pewnym sensie krakowskiego) papieża – w marcu 2015 r. – tutejsza kapituła katedralna, będąca właścicielem kamienicy przy ul. Kanoniczej 15, nie przedłużyła umowy dzierżawy z Fundacją. Oczywiście miała do tego prawo. Problem w tym, że ucierpiało na tym niezwykle trudne (i wymagające ogromnej delikatności) dzieło pojednania polsko-ukraińskiego, a i kaplica – będąca wybitnym dziełem sztuki, zaświadczająca o „dwóch płucach” chrześcijaństwa i dająca nadzieję na rozwój dialogu ekumenicznego – de facto przestała istnieć. Szczególnie dzisiaj – w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę – jej brak (jako miejsca, w którym mogłaby trwać ekumeniczna modlitwa w intencji pokoju) odczuwam jako niezagojoną ranę w duchowej przestrzeni naszego miasta.

O szkodach wizerunkowych, jakie poniósł przy tej okazji Kościół rzymskokatolicki, nie chcę nawet wspominać. Zwłaszcza że pomieszczenia w kamienicy zaczęły być wynajmowane kolejnym drogim restauracjom. Ta funkcjonująca obecnie jest na co dzień zamknięta, zaś ewentualnym klientom na stronie internetowej oferuje organizację „szkoleń i eventów firmowych”, kolacji degustacyjnych, urodzin i wesel, a nawet wynajęcie rolls-royce’a z profesjonalnym kierowcą, który „zadba o ich komfort, bezpieczeństwo i wygodę”.

A co z kaplicą? W jej dawnym wnętrzu znajduje się dziś magazyn wina i zaplecze gospodarcze.

Jakikolwiek komentarz do tej sytuacji wydaje mi się zbyteczny.

*

W styczniu 2023 r. przypada 100. rocznica urodzin Jerzego Nowosielskiego. To dobra okazja, by wrócić do kwestii nieistniejącej kaplicy i pomyśleć, jak ją – w innym miejscu, rzecz jasna  – „zrewitalizować”, dać jej drugie życie. Zwracam przy tym uwagę, że – zgodnie z wolą artysty, który uważał, iż „miejsce ikony jest w cerkwi” – to musi być przestrzeń sakralna, a nie sala muzealna.

Jestem realistą i na Kościół krakowski (tj. kurię biskupią, kapitułę katedralną etc.) raczej bym nie liczył. Może znajdzie się jednak jakieś zgromadzenie zakonne – otwarte na dialog z kulturą i z chrześcijańskim Wschodem – które zechciałoby się tym problemem zająć?

Kup numer