Janusz Poniewierski luty 2020

Życzenia dla Kościoła

Jeśli ludzie Kościoła nie zakwestionują „starego” sposobu myślenia i bezpiecznej, wygodnej postawy wobec świata oraz teologii, która już od dawna nie stawia ważnych pytań, będzie to oznaczać, że są ślepi i głusi na „znaki czasu”.

Artykuł z numeru

My, rodzice osób LGBT+

My, rodzice osób LGBT+

Papież przyzwyczaił nas już, że podczas corocznego – organizowanego tuż przed świętami Bożego Narodzenia – spotkania z pracownikami Kurii Rzymskiej mówi rzeczy niezwykle ważne dla całego Kościoła, robi mu rachunek sumienia i wskazuje niezbędne kierunki działania.

Tak było i tym razem, w grudniu 2019 r. I choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że głównym tematem papieskiego przemówienia była coraz bardziej konieczna reforma Kurii, to papieżowi w gruncie rzeczy chodziło o to, by nie tylko ów watykański urząd, ale i Kościół powszechny podjął wysiłek przemiany. Pilnie potrzebne jest – zdaniem Franciszka – nawrócenie, przez które należy rozumieć nie tylko porzucenie grzechów (o tym wiemy od dawna, choć wciąż je popełniamy), lecz także zmianę dotychczasowych sposobów myślenia i funkcjonowania (co dla wielu katolików, a nawet teologów, wcale oczywiste nie jest). Biskup Rzymu mówi w tym kontekście o „nawróceniu antropologicznym” (inne ważne terminy charakterystyczne dla tego pontyfikatu to „nawrócenie duszpasterskie” i, zwłaszcza ostatnio, „nawrócenie ekologiczne”). Trzeba przecież – wreszcie! – poważnie potraktować słowa Jana Pawła II, że „drogą Kościoła” jest (powinien być!) człowiek. „Człowieczeństwo wzywa, stawia wyzwania i prowokuje, to znaczy: wzywa [nas, tj. Kościół] do wyjścia na zewnątrz i nielękania się zmian”.

Oczywiście, papieżowi nie chodzi o odchodzenie od Tradycji, o co oskarżają go niektóre katolickie środowiska. Wręcz przeciwnie: on chce być jej wierny. Franciszek postrzega bowiem Tradycję jako rzeczywistość żywą i dynamiczną (raczej płynący strumień, niż stojącą w cysternach wodę). I widzi w niej „gwarancję przyszłości, a nie strażnika popiołów”. Inaczej mówiąc, idzie mu o to, by „zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy”.

Papież dobrze wie, iż współczesny świat jest „dziś” zupełnie inny, niż był jeszcze „wczoraj”. Znaleźliśmy się bowiem – stwierdza – „w jednym z tych momentów, w których zmiany nie są już linearne, lecz epokowe. [Wytyczają kierunki], które szybko zmieniają sposób życia, odnoszenia się do siebie, komunikowania się i formułowania myśli, relacje między pokoleniami oraz [sposób] rozumienia i przeżywania wiary i nauki”. W tej sytuacji „potrzebujemy innych »map«, innych paradygmatów, które pomogą nam zmienić nasze myślenie i nasze postawy”.

Jeśli zatem ludzie Kościoła nie zakwestionują „starego” sposobu myślenia i „bezpiecznej” (czytaj: wygodnej) postawy wobec świata oraz teologii, która już od dawna nie stawia ważnych pytań – zdaje się mówić obecny biskup Rzymu – staną się ślepi i głusi na „znaki czasu”. Tym samym porzucą człowieka i jego problemy – i zamkną się w swoim świecie jak w teatrze (z jego dekoracjami, stylowymi kostiumami i wyuczonymi na pamięć rolami).

Grudniowe przemówienie papieża Franciszka, pełne odniesień do teologii Johna H. Newmana (zwłaszcza do jego dzieła: O rozwoju doktryny chrześcijańskiej), zawierało również dramatyczne słowa kard. Carla M. Martiniego, wypowiedziane na kilkanaście dni przed śmiercią: „Kościół pozostał dwieście lat z tyłu. Dlaczego się nie otrząśnie? (…)”.

Dwieście lat z tyłu? To, oczywiście, hiperbola, zwrot stylistyczny oparty na zamierzonej przesadzie, niemniej kryje się w niej ziarno prawdy. No bo czy Kościół – przynajmniej w niektórych krajach – nie tęskni za przeszłością? Za „tamtym” bogactwem i za sojuszem z władzą świecką? I czy aby nie powtarza tych samych błędów, które popełnił w przeszłości?

Interesującą w tym kontekście analizę sytuacji Kościoła w Polsce A.D. 2019 przeprowadził ostatnio na zamówienie KAI znany publicysta Tomasz Terlikowski: „Gdybym miał szukać jakiegoś historycznego obrazu, powiedziałbym, że najlepszą analogią jest rok 1939 dla Polski. A dokładniej czas sprzed 1 września. Skąd takie porównanie? Odpowiedź jest prosta, otóż był to ostatni rok »świętego spokoju«, pokrzykiwania o tym, że nie oddamy nawet guzika od munduru i płonnych nadziei, że poradzimy sobie bez potrzeby zmian. Wtedy Polskę zmiotły dwa złowrogie totalitaryzmy, teraz polski Kościół, powtarzając wszystkie błędy sanacji, robi wiele, by zmiotły go własne zaniedbania”.

Podzielam tę opinię. A ponieważ piszę ten tekst w pierwszych dniach stycznia 2020 r., życzę Kościołowi w Polsce, żeby posłuchał papieża Franciszka i zaczął się zmieniać, wchodząc na wskazywaną mu przez świętego rodaka drogę, czyli – do człowieka.

Kup numer