70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

27.07.2019 Warszawa, pl. Defilad. Demonstracja Solidarni z Białymstokiem. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Moje dziecko jest

Dzieci, które dokonują coming outu przed swoimi rodzicami, boją się odrzucenia, braku wsparcia, niezrozumienia. Z kolei rodzice najczęściej nie są na taką wiadomość przygotowani, nie wiedzą, jak powinni zareagować, obawiają się o przyszłość dzieci. Coming out to nie tylko ujawnienie czy konfrontacja, ale także rewizja tożsamości rodzicielskiej.

Nie ma jednego dobrego przepisu na coming out, choć istnieje jeden najlepszy przepis na przyjęcie tej wiadomości ze strony bliskich – akceptacja. Rodzice, których dzieci dokonały przed nimi coming outu, najczęściej przechodzą długą drogę w kierunku wsparcia, zrozumienia i akceptacji odmienności swoich pociech. Stale towarzyszy im jednak strach. Dziś podsycany przez język nienawiści, pogardę płynącą ze strony niektórych hierarchów kościelnych i polityków oraz rosnące nastroje homofobiczne w społeczeństwie.

L
Radosław, Szczecin, 61 lat
– Nasza córka wyoutowała się przede mną i żoną dwa lata temu, miała wtedy 24 lata. To najmłodsze z trójki naszych dzieci. Dziś wiem, że przez jakiś czas testowała nasze postawy homofobiczne, prowokowała rozmowy, po których mogliśmy się domyślić, że jest jakiś problem. Teraz oczywiście nie użylibyśmy takiego słowa, w tamtym czasie jednak tak to postrzegaliśmy. W bliższym otoczeniu nie mieliśmy do czynienia z sytuacją, że dziecko nie spełnia heteronormy. Później okazało się, że tych dzieci jest więcej, że homofobia powoduje, iż wszyscy się w jakimś sensie ukrywają.

Córka miała problemy z wchodzeniem w kontakty romantyczne z chłopakami. Próbowała, ale zawsze to było nieudane, ona była niezadowolona. Mnie i żonę niepokoiły jej stany depresyjne. Widać było, że jest z jakiegoś powodu nieszczęśliwa, że coś ją dręczy, nie pozwala żyć radosnym życiem nastolatki. Dwukrotnie wcześniej przeszliśmy przez okres dojrzewania naszych dzieci. Próbowaliśmy na różne sposoby podchodzić ją w rozmowach, wymyślać scenariusze, jak ją ożywić, społecznie rozruszać, by miała więcej znajomych, by „lepiej” funkcjonowała.

Córka zaczęła napomykać, że może ona jest biseksualna, że nie czuje pociągu do chłopaków, że ją denerwują. To były pierwsze sygnały, poza tym wykazywała także duże zainteresowanie tematami feministycznymi, związanymi z osobami z różnych mniejszości, dużą wrażliwość na wszelkie objawy niesprawiedliwości społecznej, wykluczania, poniżania. W tyle głowy pojawiała się myśl o homoseksualności, ale ona nigdy nie była na głos wypowiedziana, nawet nie próbowaliśmy jej podejmować. Kiedy zaczęła podnosić temat biseksualności, więcej z żoną na ten temat rozmawialiśmy, a po jakimś czasie córka powiedziała, że jest homoseksualna.

Z naszej strony reakcja była typowa dla rodziców w takim momencie, czyli wyparcie. Że dziecko nie wie, o czym mówi, ona jeszcze nie rozumie siebie, że to jej przejdzie, minie.

Córka studiowała w Warszawie, nasze kontakty były rzadsze, nie mieliśmy też głębszego wglądu w jej życie studenckie. Uczyła się dobrze, studia szły zgodnie z planem, otaczała się głównie koleżankami. Na ostatnim roku studiów dostała się na wymianę studencką, wyjechała na semestr za ocean i przy którejś z rozmów na Skypie powiedziała z przekonaniem, że jest lesbijką. Okazuje się, że to typowy model zachowania. Kiedy dziecko się usamodzielni, jest daleko od rodziców, wówczas nabiera odwagi, by im o tym powiedzieć. Odległość sprawia, że może się wyłączyć, kiedy już to powie.

Po coming oucie córki znaleźliśmy się z żoną w trudnym momencie. Ona zrzuciła z siebie jakiś kamień, ale teraz my musieliśmy sobie z nim poradzić.

Kiedy córka miała stany depresji, smutku, ciągłej niewiary w siebie, próbowaliśmy szukać pomocy, chodziła na psychoterapię, ale gdy dowiedzieliśmy, co jest tego przyczyną, to już wiedzieliśmy, o czym rozmawiać. Nasza córka była przygotowana, miała większą wiedzę. Zaproponowała nam udział w Akademii Zaangażowanego Rodzica organizowanej przez Kampanię Przeciw Homofobii. Zgodziliśmy się na to, to był dla nas najważniejszy moment, który pozwolił się nam wszystkim z tym uporać. Spotykaliśmy się w weekendy w grupach zapłakanych i przeżywających ten temat rodziców. Prowadząca zajęcia Katarzyna Remin usiłowała nad nami zapanować i wytłumaczyć, co się dzieje w naszej rodzinie. W czasie tych zjazdów, prócz otwarcia się, poznania innych ludzi, będących w podobnej sytuacji, znaleźliśmy się w grupie, której nie musieliśmy się bać, nie było stresu mniejszościowego. Akademia Zaangażowanego Rodzica dała nam ogromne wsparcie, dużą porcję rzetelnej wiedzy medycznej, społecznej, statystycznej.

Każdy z nas ma wdrukowaną homofobię, społecznie, kulturowo. Nagle stajemy się członkami mniejszości. Dziecko wychodzi z szafy, a my do niej wchodzimy. Przez jakiś czas córka walczyła z tym samotnie, nikt nie udziela takiemu dziecku pomocy czy wsparcia, a my, jako rodzice, byliśmy do tego kompletnie nieprzygotowani. Kiedy próbowaliśmy się czegoś dowiedzieć, to byliśmy zalewani takimi informacjami, że od samego ich tonu można popełnić samobójstwo. Wiele prac naukowych jest nieaktualnych. My wpadliśmy w depresję i smutek, dociekaliśmy dlaczego, dlaczego my, skąd to się wzięło, jaki popełniliśmy błąd. Na początku myślisz, że jesteś z tym sam.

Po jakimś czasie zaczęliśmy otwierać się na bliższych znajomych, których oceniliśmy, że nie są homofobami. Robiliśmy coming outy jeden po drugim, żeby oszczędzić tego córce. Jej rodzeństwo zaakceptowało ją modelowo. Czuła się niepewnie, chcąc dokonać coming outu przed dziadkami (moimi rodzicami). Towarzyszył nam duży lęk, jak oni zareagują. I tu zdumienie było największe, bo okazało się, że jest tak samo jak z rodzeństwem. Moi rodzice, z którymi nigdy nie rozmawialiśmy na tego typu tematy, mają je głęboko przemyślane i przerobione. Ich znajomi mieli nieheteronormatywne dzieci. Dla nich ten temat był oczywisty. Oni mają między 80 a 90 lat. Okazało się, że dla mojej mamy czymś naturalnym są małżeństwa jednopłciowe oraz to, że dwie kobiety adoptują dziecko. Miała trudność z dopuszczeniem takiej myśli o dwójce mężczyzn, a wtedy mój ojciec bronił prawa gejów do adopcji dzieci. Jeśli chodzi o matkę mojej żony, to nawet nie podejmowaliśmy próby, ponieważ w ostatnim okresie swojego życia znalazła się pod silnym ideologicznym wpływem o. Rydzyka. Nie dawało się z nią w ogóle na ten temat rozmawiać, jak też na wiele innych.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter