Prof. Barbara Józefik, FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA
z Barbarą Józefik rozmawia Urszula Pieczek luty 2020

Wymiary troski

Wcześniejsze doświadczenie buduje warunki do coming outu. Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest poczucie bezpieczeństwa w relacji z rodzicami. Wynika ono z wzajemnego zaufania, otwartości oraz partnerstwa.

Artykuł z numeru

My, rodzice osób LGBT+

My, rodzice osób LGBT+

Podczas zajęć z teorii gender i queer, które prowadziłam dla szkół średnich, poruszaliśmy temat coming outu. Ku zdziwieniu mojemu, ale również rówieśników i rówieśniczek, jedna z licealistek zdecydowanym tonem stwierdziła, że coming out to gest głęboko niesprawiedliwy. Powiedziała, że nie wyobraża sobie sytuacji odwrotnej, w której osoby heteroseksualne tłumaczą się rodzicom ze swojej orientacji seksualnej. To bardzo celna uwaga.

Tak, coming out to sytuacja dużej nierówności. Kultura, w której żyjemy, jest heteronormatywna. Co za tym idzie – oczekujemy zachowań z nią zgodnych. Osoba, która się w niej nie odnajduje, bo jest np. homoseksualna, poddana zostaje presji, spotyka się z pytaniami dotyczącymi tego, czy będzie odtwarzała oczekiwania kultury i rodziny („czy masz już chłopaka / dziewczynę?”, „kiedy się z kimś zwiążesz?”). W pewnym momencie trzeba – ale czy na pewno? – się skonfrontować. To sytuacja opresji przekonań, w której mniejszość musi – znów: czy na pewno? – powiedzieć: „Moje plany życiowe są inne”. Moment konfrontacji z wartościami wyznawanymi przez grupę większościową jest coming outem.

Załóżmy, że ta konfrontacja jest konieczna – jak zatem coming out powinien przebiegać?

Mówi się, że ta konfrontacja, wyznanie muszą być przygotowane, powinno się też uwzględniać koszty. Coming out nie zawsze bywa najlepszą decyzją – do tego należy mieć odpowiednie środowisko i wsparcie. Czy osoba, która się skonfrontuje, będzie mogła się schronić, jeśli okaże się, że środowisko jest wrogie?

Czyli to w największym stopniu kwestia zaufania.

Wcześniejsze doświadczenie buduje warunki do coming outu. Z perspektywy psychologicznej kluczowe jest poczucie bezpieczeństwa w relacji z rodzicami. Wynika ono z wzajemnego zaufania, otwartości oraz partnerstwa.

Dzieci są bystrymi obserwatorami i szybko orientują się, o czym można w domu bezpiecznie rozmawiać. Na przykład często rodzice dowiadują się po czasie, od osób z zewnątrz, o problemach w szkole. Dzieci nie mówią, bo nie oczekują, że otrzymają wsparcie. Innymi słowy – opowiadają o trudnościach wtedy, kiedy się go spodziewają. Wzajemne zaufanie tka się przez całe życie. Jeśli dziecko czuje się rozumiane, wtedy dzieli się swoimi problemami. Z kolei jeśli słyszy: „Jak mogłeś!”, „To okropne”, lub jest zawstydzane, karane, to uczy się, że pewne sprawy lepiej trzymać dla siebie, ponieważ mówienie o nich namnaża problemy. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w rodzinie są przemoc i agresja. To nie jest odpowiednie środowisko do coming outu, dlatego często osoby z takich rodzin się ukrywają. Nam może się wydawać, że to kłamstwo, ale ono stanowić może przecież mur ochronny. Innymi słowy – mamy jakieś ważne potrzeby, nie możemy ich ujawnić, w związku z czym mówimy co innego, by mieć dla siebie przestrzeń. A przecież rodzice też często wolą nie pytać.

Co zmienia ta konfrontacja?

To zależy, w jakiej rodzinie (i kulturze) się odbywa. Dla rodziców, którzy orientują się wcześniej, że ich dziecko jest nieheteronormatywne, będzie to moment wypowiedzenia tego, co przypuszczali, uznania, akceptacji i dalszego wspierania. Dla innych rodziców coming out okazuje się rodzajem dramatu życiowego. W doświadczeniu zawodowym niejednokrotnie spotkałam się z sytuacjami, gdy coming out stanowił cezurę całkowicie zmieniającą życie rodziców. I oczywiście życie młodego człowieka.

Częściej, tak wskazują badania, coming outy odbywają się przed matkami niż ojcami. Matki też szybciej zauważają inny (niż heteroseksualny) rozwój dziecka. Z czego to wynika?

To stereotypowe, ale nawet w psychologii mówi się, że matka obdarza bezwarunkową akceptacją, a ojciec jest wymagający i pilnujący normy. Może w praktyce dzieci częściej rozmawiają z matkami?

Coming out przed matką jest chyba bardziej charakterystyczny dla homoseksualnych chłopców. Dla ojców to cięższa sytuacja. Jeśli miałabym odwołać się do klinicznych, terapeutycznych doświadczeń, to mam poczucie, że trudniejsza akceptacja homoseksualności chłopca wynika przede wszystkim ze względów kulturowych. Bardziej uderza w relację ojciec–syn.

Podczas rozmów w gabinecie często usłyszeć można, że ojcowie w przeszłości odczuwali pewien niepokój, naciskali wręcz, by syna wychowywać surowo, „po męsku”, bo wydawało im się, że w ten sposób „ochronią” go przed homoseksualnością. Pojawiały się także oskarżenia wobec matek, że np. ich bliskość sprawiła, iż syn jest homoseksualny.

Rozmawiałam kiedyś z kobietą mieszkającą w tradycyjnym wiejskim środowisku. Przyjechała po konsultację w sprawie 21-letniego syna. Wiedziała, że jest gejem (jej mąż też, ale nie rozmawiał na ten temat), chciała jednak spytać, czy „to” można leczyć. Kiedy odpowiedziałam, że nie, i wyjaśniłam, jak się rozumie homoseksualność, przyznała, że tak czuła i że akceptuje syna. Jej podstawowym lękiem było jednak to, by w środowisku, w którym żyje, które wyśmiewa i lekceważy osoby homoseksualne, a czasami jest im otwarcie wrogie, nic mu się nie stało.

Jakie emocje, prócz lęku, towarzyszą rodzicom?

Wstyd przed znajomymi i dalszą rodziną. Przede wszystkim jednak lęk – „żeby coś dziecku się nie stało”. Pojawia się też strach o to, czy orientacja odmienna od heteroseksualnej nie utrudni życia, pracy zawodowej, nie skaże na samotność. Emocje te najczęściej wynikają z troski. Rodzice są świadomi stosunku do osób nieheteronormatywnych, spodziewają się, że dziecko nie spotka się z akceptacją. Matka, o której mówiłam przed chwilą, podkreślała, że wolałaby, żeby jej syn mieszkał w mieście, bo bała się, że na wsi ktoś mu coś zrobi. „Ma sympatię, niech sobie układa życie, ale nie chcę, żeby się mu coś stało” – mówiła. Pojawia się też potrzeba mimikry.

Czyli?

Nie ma wystarczającego wsparcia społecznego dla związków jednopłciowych. Chodzi mi o ten moment w debacie publicznej, gdy mówi się, że skoro już ktoś taki jest, to niech będzie, ale niech się nie afiszuje, nie przyznaje.

Słynne „tak, ale”.

„Nie możemy nic zrobić z czyjąś odmiennością, ale nie chcemy, żeby była widoczna”. Niech w życiu publicznym naśladuje większość.

Potrzebujemy olbrzymiej rewizji nastawienia w postrzeganiu osób nieheteronormatywnych w kulturze. Musi się bardzo wiele zmienić w przestrzeni społecznej. Kościół jest wciąż instytucją wyznaczającą pewne standardy myślenia, określającą, co jest dobre, a co złe. Pojęcia „grzechu” czy życia „wbrew naturze” to bardzo mocne kategorie. I niektórym trudno być wobec nich w opozycji. Oczywiście czasem dzieci mówią: „Jeśli nie zaakceptujecie mnie, mojego partnera, to ja znikam, nie będę się z wami kontaktował”. Ten rodzaj szantażu emocjonalnego wpływa także na rodziców, na to, czy sytuacja się układa.

Dużo miejsca poświęciłyśmy doświadczeniu nastolatków, a co z osobami dorosłymi, często bardzo dojrzałymi? 

Ten proces zawsze jest indywidualny. Jeden z poglądów mówi dziś o płynnej orientacji, która trzymana jest „w ryzach” przez proces socjalizacji. Na przykład Susie Orbach, psychoanalityczka, pisarka, feministka, żona Jeanette Winterson, mówi o sobie „post-heterosexual”. Spotykam się z przypadkami, kiedy osoba mająca żonę / męża, aktywna seksualnie, mająca romanse, odkrywa, że pociągają ją osoby tej samej płci. To dla niej samej jest często bardzo trudne, zaskakujące. Zmusza do konfrontacji z najbliższymi: rodzicami, mężem / żoną, często dziećmi (sytuacja coming outu się wtedy odwraca). Mam wrażenie, że to zmiana w kulturze, bo zauważam więcej takich przykładów niż 20 lat temu, są one częściej opisywane i dyskutowane. Może istniały wcześniej, ale były w ukryciu. Koniec końców, zawsze chodzi o adaptację do zmiany.

Jak wygląda proces akceptacji?

Czy zauważa Pani jakiś schemat? Może być podobny do opisu faz, jakie obserwujemy w sytuacji utraty.

Utraty?!

Tak, utraty rodzicielskich oczekiwań. Rodzice doświadczają swego rodzaju żałoby po wariancie dziecka, który sobie wyobrazili. Wiąże się to z tym, że wcześniej delegowali na dzieci swoje oczekiwania. To zresztą naturalne, bo trudno ich nie mieć.

Informacja o czymś, co skutkuje istotną utratą, niesie ze sobą fazę szoku i zaprzeczania faktom („to taka moda”, „on / ona jest pod czyimś wpływem”, „to nic trwałego”, „w naszej rodzinie tego nie było”), następnie fazę konfrontacji – tu pojawiają się złość, pretensje, analizowanie, szukanie przyczyn i winnego, wzajemne oskarżenia rodziców („jak to się mogło stać?”, „ktoś go / ją uwiódł”, „to wszystko przez ciebie, przez twoje wychowanie, twój brak zaangażowania”). W żałobie mówi się też o etapie targowania się (próbujemy coś zrobić, żeby odwrócić tę sytuację), później o fazie smutku (rodzice uświadamiają sobie utratę), na końcu przychodzi akceptacja. Taki proces musi rozciągać się w czasie. Jego intensywność zależy od tego, czy rodzice są zaskoczeni tą informacją, czy się jej spodziewali (rodzice, którzy mają kilkoro dzieci, szybciej zauważają odmienny od heteroseksualnego rozwój dziecka).

Bezrefleksyjne przyjmowanie, że dziecko będzie odtwarzało wzorzec życia rodziców, także powoduje problemy z akceptacją. Bez zadania sobie pytań, jakie będzie moje dziecko, pomyślenia, że może być inne niż ja, że kieruje nim inny system wartości, rodzicom może być trudno. A wielu z nich w ogóle się nad tym nie zastanawia, zakładając, że dziecko będzie takie jak oni. Dla tych rodziców coming out stanowi rewolucyjną zmianę. Zwłaszcza jeśli są to osoby o bardzo konserwatywnych poglądach. To burzy fundament ich życia.

Inaczej jest w przypadku rodziców, którzy mieli mniej konkretnych wyobrażeń, delegacji i częściej rozmawiali z dzieckiem, widzieli, że ono się różni, nie rzutowali na niego swoich planów. Taka postawa może pomóc przejść ten proces, rodzice częściej wtedy widzą, że dziecko jest szczęśliwe, i to przynosi im radość.

Jakie konsekwencje przynosi brak akceptacji?

Brak akceptacji, ale także świadomość niemożności ujawnienia się to bardzo duży czynnik ryzyka dla prób samobójczych, depresji, izolacji społecznej, wycofania.

Zagraża on rozwojowi. Jeżeli młody człowiek czuje, że jego tajemnicą jest orientacja seksualna albo tożsamość płciowa, o których nie może otwarcie mówić, to żyje w podwójnej realności. Wewnątrz jest kimś innym niż na zewnątrz. Trudno wtedy jemu samemu zaakceptować, że jego rozwój przebiega w określony sposób. Konsekwencją jest duże wewnętrzne cierpienie. Nie można być otwartym, kiedy trzeba cały czas się chronić przed zagrażającym nam światem.

Nie mogę nie zapytać o Kościół i jego rolę w procesie akceptacji. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy z ambony o środowisku LGBT+ mówi się w pogardliwy sposób.

To też pytanie, na ile osoba wierząca jest samodzielna w interpretowaniu doktryny, odczytywaniu religijnego przekazu. Jeżeli ktoś jest zależny od nauki Kościoła, jej wykładni przez biskupów, będzie w olbrzymim kłopocie, ponieważ odniesie wrażenie, że odmienna od heteroseksualnej orientacja przynosi utratę dotyczącą także wymiaru duchowego, perspektywy życia po śmierci. Oczywiście są księża otwarci, stawiający surowej interpretacji doktryny znak zapytania. Wychodzą z założenia, że miłość bliźniego to akceptacja czy otwarcie na innego. Zadają pytania, nie etykietują. Wyobrażam sobie, że w przypadku osób, które są bardzo religijne, pomoc duchowa jest absolutnie kluczowa. Może mieć ogromne znaczenie, nawet jeśli rodzice korzystają z psychoterapii. Niezależnie od niej uważam, że w pewnych sytuacjach rozmowa z mądrym księdzem jest niezbędna.

W doświadczeniu klinicznym spotykałam się z ogromną trudnością akceptacji decyzji syna o tranzycji płciowej. Pracowałam z rodziną, której wydawało się to wręcz niemożliwe. Kluczowa zmiana nastąpiła po tym, jak matka skonsultowała się z księdzem, który poprosił o fotografię tego chłopca i powiedział, że jego zdaniem to córka, że on na tym zdjęciu ją widzi i że matka powinna zaakceptować syna jako córkę. To wręcz niezwykła sytuacja pokazująca, jaką moc przyniosła akceptacja ze strony księdza, jego zdanie na ten temat. Matka przyjęła całe zdarzenie dosłownie jako wyzwanie idące od Boga. Wyobrażam sobie, że właśnie dla takich osób nauka Kościoła jest bardzo ważna i może je doprowadzić do rozpaczy postawą pogardy, oskarżeń i odrzucenia. Myślę, że dla rodziców musi być straszne słyszeć, że ich dziecko znalazło się w grupie, której podczas mszy odmawia się godności ludzkiej.

Wydaje się, że coming out to moment sprawdzianu na bezwarunkową i bezinteresowną miłość, którą deklarują rodzice. 

Kulturę, w której żyjemy, cechuje binarność. Jesteśmy określeni jako kobieta / mężczyzna ze zdefiniowaną orientacją seksualną. Rodzice także są wtłoczeni w system oczekiwań kulturowych. Dla bardzo wielu z nich to, że dziecko jest homoseksualne, wiąże się z poczuciem wstydu i sytuacją, w której oni sami kwestionują swoje kompetencje wychowawcze. Zaczynają się pytania, czy oni zrobili coś nieprawidłowego, czy to jest jakoś związane z nimi. To odnosi się do bilansu życiowego dotyczącego rodzicielstwa, a jest ono jednak podstawową rolą, wiąże się z całym projektem życiowym związku, dzieci, perspektywy wnuków. Informacja np. o homoseksualności dziecka uderza więc w podstawowy fragment tożsamości związanej z byciem rodzicem.

Za konfrontacją dziecka i rodziców idą kolejne coming outy. Często rodzice mówią o tym, że kiedy ich dziecko wyszło z szafy, to oni się do niej schowali do momentu konfrontacji z przyjaciółmi i dalszą rodziną.

Kręgi się poszerzają. Mówi się, że jest coming out osobisty (osoba przyznaje przed sobą, że np. fascynuje się osobami tej samej płci), prywatny (kiedy mówi o tym bliskim), później się tę informację upublicznia bądź nie. Tak samo jest w przypadku rodziców. Mogą oni dopuszczać tę myśl, dzielić się z bliskimi, potem powiedzieć w przestrzeni społecznej albo milczeć. Często ogromnym problemem jest poinformowanie dziadków. Rodzice mówią: „My jakoś to już zaakceptowaliśmy, ale nie mogę powiedzieć tego moim rodzicom, to by ich zabiło”, „Boję się, że mój ojciec dostanie zawału”. W gruncie rzeczy często bywa odwrotnie, dziadkowie są w stanie przyjąć tę informację, ponieważ patrzą na wnuka / wnuczkę z innej perspektywy. Wtedy okazuje się, że lęk rodziców, który z ich perspektywy jest realny, w rzeczywistości jest sytuacją łatwiejszą do zaakceptowania. Nie wiąże się z tym odrzucenie czy dramat, choć oczywiście też tak może być. To za każdym razem są indywidualne sytuacje.

Barbara Józefik

Prof. dr hab., psycholożka kliniczna, psychoterapeutka i terapeutka rodzinna, kierowniczka Pracowni Psychologii i Psychoterapii Systemowej w Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ oraz Ambulatorium Terapii Rodzin

Kup numer