fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Maciej Biskup OP. Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Jestem z Tobą

Abp Marek Jędraszewski powinien być świadomy, że wypowiadając z ambony słowa o „tęczowej zarazie”, może ludziom zasugerować, że są one czymś więcej niż tylko jego opinią. Dlatego postrzegam je jako nadużycie urzędu – co, niestety, zdarza się hierarchom także w innych przypadkach, jak np. tuszowanie pedofilii czy przemocowe relacje z podlegającymi im księżmi.

Przez swoje kazania i internetowe komentarze dał się Ojciec poznać jako otwarty duszpasterz. Ludzie mogą przyjść i w zaufaniu porozmawiać o swoich życiowych doświadczeniach. W ciągu 20 lat kapłaństwa musiał Ojciec spotkać także osoby LGBT+ oraz ich rodziców.

Jestem księdzem nie dla siebie, ale dla ludzi. Gdy chcą się ze mną czymś podzielić, słucham ich. I rzeczywiście osób homoseksualnych, przychodzących do mnie do spowiedzi, która przybierała formę długiej i szczerej rozmowy, nie brakowało. Rodziców było mniej, ale w ostatnim roku miałem trzy takie spotkania.

Z czym te osoby przychodziły? Czego u Ojca szukały?

Gdy rodzice słyszą różne wypowiedzi ludzi Kościoła i odnoszą je do własnego dziecka, to – mówiąc delikatnie – czują ból. Nie wymagali ode mnie wiele. Przede wszystkim oczekiwali obecności, która polegać będzie na słuchaniu, byciu z nimi, a nie od razu na przemawianiu, ocenianiu i podsuwaniu gotowych odpowiedzi.

Szukali Kościoła, który w postawie będzie podobny do nich samych – okaże się ludzki i ewangeliczny zarazem.

Przyzna się nawet do bezradności, zwłaszcza że chodzi o temat, który od strony naukowej wciąż jest badany. Jednak to oczekiwanie postawy mniej pouczającej nie dotyczy tylko stosunku do osób LGBT+.

W polskiej praktyce kościelnej niemal zawsze stawia się wiernym warunki. Uderzyło mnie, że po przemocy, jaka w katolickiej oprawie dokonała się w lipcu zeszłego roku podczas Marszu Równości w Białymstoku, przewodniczący episkopatu, potępiając akty agresji, nie mógł też nie przypomnieć o wymaganiach wobec osób LGBT+ i grzechu śmiertelnym, który może być ich udziałem.

Mieliśmy wówczas też inne wypowiedzi – spontaniczne i, jak sądzę, nieprzypadkowe. Myślę o słowach, jakie podczas łódzkiej pielgrzymki na Jasną Górę wypowiedział kard. Konrad Krajewski. Przywołał radę udzieloną mu przez papieża Franciszka, aby zawsze zastanowić się, co na naszym miejscu zrobiłby Jezus. Mówił, że zamiast stanowczego „nie” i wzywania wiernych do mobilizacji, zaprosiłby uczestników marszu do katedry i rozmowy. W podobnym duchu wypowiadał się abp Grzegorz Ryś.

Niemniej rzeczywiście retoryka pouczania włącza się często automatycznie. Jeśli chcemy okazywać ludziom szacunek i traktować ich poważnie, to nie możemy bez przerwy bębnić o tym samym. Człowiek się od tego powtarzania nie zmienia. Spójrzmy na Ewangelię. Gdy Jezus spotyka Zacheusza, zwierzchnika celników, człowieka bardzo bogatego, nie poucza go, nie moralizuje. Jego słowa brzmią zaś tak: „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19, 5b), czyli mówi: chcę być u ciebie, jestem z tobą. Oto wzór duszpasterskiego towarzyszenia.

Proszę opowiedzieć coś więcej o spotkaniach z tymi trzema rodzicami.

To były trzy matki. Przyszły do mnie każda w różnym czasie, dwie już po wypowiedzi abp. Marka Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”. W przypadku jednej z kobiet wiedziałem, że jej najstarsze dziecko – córka, jest lesbijką. Wspólnie z mężem mają z nią dobre relacje – może nie bardzo intensywne, bo mieszka w innym mieście, ale nauczyli się rozmawiać, są na bieżąco. Znając temat, ci rodzice doszli do wniosku, że ich młodszy syn może być gejem. Sami więc sprowokowali z nim rozmowę, ale nie po to, żeby go przycisnąć do muru, ale raczej, by uchronić przed sytuacją, gdy musiałby zmagać się z samotnością i z tym, czy dokonać coming outu czy nie. Przygotowali się do tej rozmowy z największą empatią i delikatnością, wiadomo, że z nastolatkami w ogóle łatwo się nie rozmawia. Chłopak się rozpłakał, przyznał, że czuje się gejem, ale był wzruszony, iż znalazł takie zrozumienie ze strony rodziców.

Rodzice byli mądrzejsi o doświadczenie ze starszą córką.

To są też ludzie bardzo otwarci, zaangażowani w Kościele i społecznie w pomoc bezdomnym. Ich podejście wynikało ze sposobu postrzegania świata – chrześcijaństwa, które wymaga przede wszystkim od siebie, a nie od drugiego.

A pozostałe przypadki?

Jedna z dwóch pozostałych mam jest psychoterapeutką, więc pewnie była nieco lepiej przygotowana, gdy syn poinformował ją, że jest gejem. To osoba czująca i obserwująca. A mimo wszystko osobiście mocno jego coming out przeżyła. Jej podejście do syna jest bardzo pozytywne, aczkolwiek wiedząc, jaka jest w Polsce atmosfera wokół tematu, obawia się o swoje dziecko.

To jedna z przyczyn trudności akceptacji jakiejkolwiek inności dziecka – rodzice mają świadomość potencjalnego ostracyzmu. Chcą dziecko uchronić.

W trzecim przypadku reakcją matki było pierwotnie doszukiwanie się u siebie i męża błędów w wychowaniu. Może to odruch naturalny? A może wynikał z tego, że wcześniej coś takiego usłyszała? Z podobnymi opiniami o genezie homoseksualizmu można się, niestety, spotkać. Ten etap u niej minął, szybko zrozumiała, że tu nie chodzi o nią, że nie może się dłużej koncentrować na sobie. Liczy się to, by pomóc dziecku, być z nim.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter