fbpx
fot. Wydawnictwo Filtry
fot. Wydawnictwo Filtry
Mateusz Burzyk Luty 2024

Geopolityka Jana Pawła II

Wbrew tytułowi głównym bohaterem „Nie naszego papieża” wcale nie jest Jan Paweł II. Z książki dowiadujemy się raczej o tym, o czym za jego pontyfikatu się nie mówiło – szczególnie w Polsce.

Artykuł z numeru

W kulturze ciągłej terapii

O Kościołach w Ameryce Łacińskiej i sytuacji społeczno-politycznej, z którą poszczególne episkopaty mierzyły się w Salwadorze, Kolumbii, Meksyku i Chile. I o tym, jak zalecenia Kurii Rzymskiej kierowanej przez JP2 sprzyjały tamtejszym dyktatorom i bogaczom. Wreszcie o czarnych charakterach, jak ks. Marcial Maciel Degollado czy kard. Alfonso López Trujillo. Rzut oka na indeksy opublikowanych u nas wcześniej biografii Wojtyły wystarczy, by przekonać się, że te dwa nazwiska nie pojawiają się w nich w ogóle lub sporadycznie. Z jednej strony rodzi to pytanie: czy tylko z tej przyczyny, że kiedy pisano je pod koniec pontyfikatu, nikt o tym jeszcze nie wiedział? Z drugiej strony prowadzi to do wniosku, że czytając Nie naszego papieża, warto złapać proporcje – książka ta nie stanowi ani wyczerpującego, ani reprezentatywnego obrazu papiestwa JP2. Choć jednocześnie jest prawdziwa. Jak to możliwe? Wlekły, który z całą pewnością nie jest napastliwy wobec Wojtyły i ludzi wierzących, pisze we wstępie: „Zdaję sobie sprawę z dobrych stron tego pontyfikatu, opowiadam jednak o jego wielkich błędach”. A te wielkie błędy ujawniały się na kontynentach amerykańskich – w krajach, które w roku 2000 „były domem dla połowy wszystkich katolików”.

I rzeczywiście, opisane zostały sprawy, z których nie można JP2 i jego administracji wytłumaczyć. Choćby te dwie. Dlaczego utrzymywano przywileje dla uzależnionego od morfiny Degollado, który wykorzystał ponad 100 małoletnich (w tym własne dzieci), mimo że o pierwszym przypadku dokonanego przez niego molestowania przełożeni wiedzieli już w latach 50.? Jak to możliwe, że mimo ostrzeżeń na przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Rodziny (Trujillo piastował ten urząd przez 18 lat) mianowano manipulatora i wroga biednych, a także osobę oskarżaną o wykorzystywanie seminarzystów i przemoc wobec męskich prostytutek?

Dziedzictwo

Próby odpowiedzi prowadzą w ślepą uliczkę – zgadywanie, co lub ile Wojtyła wiedział. Spór obrońców i krytyków papieża może się toczyć na tym polu bez końca. Dlatego konstruktywna i trzeźwa wydaje mi się zmiana perspektywy, którą w rozmowie z Mirosławem Wlekłym na temat jego książki zaproponował Paweł Mościcki: nie koncentrować się na stanie wiedzy papieża, ale na skutkach, do jakich doprowadził jego pontyfikat. Swoim następcom JP2 zostawił Kościół, w którym doszło do wyhamowania zmian i dyskusji zainicjowanych przez Vaticanum II, obsesyjnie skupiony na seksualności, uwikłany w skandale obyczajowe i finansowe, a także ich tuszowanie, współpracujący z niedemokratycznymi reżimami, Kościół z kiepską obsadą personalną. Przyglądając się tym zmianom, Mościcki zwrócił w podcaście Inny Świat uwagę na analogię pomiędzy działaniem ruchów społecznych na świecie i w Kościele. Lata 60. to czas rewolucji młodzieży na Zachodzie oraz Soboru i jego kontynuacji np. w postaci konferencji w Medellin, gdzie zrodziła się teologia wyzwolenia. Lata 80. i kolejne stanowiły okres kontrrewolucji z konserwatystami na czele mocarstw jak Reagan czy Thatcher i współpracujący z nimi Jan Paweł II. Prowadzi to do ciekawego wniosku: o ile często interpretowano JP2 jako niemalże superbohatera, który zmienił bieg historii, o tyle z tej perspektywy widać, jak bardzo okazał się uwarunkowany przez czas, w jakim żył, i że idealnie wpisał się w konserwatywny klimat epoki.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się