Ks. Tomáš Halík na ulicach Pragi, styczeń 2014, fot. Ivan Prokop, CTK/PAP
z ks. Tomášem Halíkiem rozmawia Mateusz Burzyk, Michał Jędrzejek kwiecień 2020

Chrześcijaństwo śpi

Niektórzy uważają, że chrześcijaństwo wciąż jest na początku swoich dziejów, inni, że umiera. Ja sądzę, że chrześcijaństwo jest w trakcie sjesty, że śpi. To jednak ważny czas. Odpoczynek umożliwia podjęcie nowych zadań, pozwala pójść głębiej.

Artykuł z numeru

Duchowe  światy Olgi Tokarczuk

Duchowe  światy Olgi Tokarczuk

Dwa lata temu opublikowaliśmy w „Znaku” esej Księdza Profesora pt. Dlaczego popieram Franciszka. W zakończeniu pisał Ksiądz o tym, że papieskie gesty należy uzupełnić o wsparcie teologiczne, że potrzebna jest „intelektualna odnowa chrześcijaństwa”. W jakich obszarach jest ona najbardziej pożądana?

Tomáš Halík: Myślę, że papież Franciszek ma wspaniały profetyczny rys i trafne intuicje. Powinny być one jednak rozwijane w obrębie teologii i włączane w duszpasterską praktykę.

W teologii staram się pracować w ramach dyscypliny, którą nazywam „kairologią”. Chodzi mi o interpretację przemian społeczno-kulturowych. To rodzaj teologii procesualnej, związanej z tym, jak Bóg działa w historii. Jej zadaniem jest odczytywanie „znaków czasów”, w taki sposób, by wzbogacały one naszą teologię społeczną.

 

O jakie „znaki czasu” chodzi?

Papież Franciszek zachęca, po pierwsze, do zwrócenia uwagi na ludzi, którzy są na marginesie. Ja staram się koncentrować na tych, którzy są na obrzeżach tradycyjnej religijności. Współcześnie wielu ludzi odchodzi z Kościoła bądź zachowuje wobec niego dystans. Często nie są to jednak ateiści, ale ludzie poszukujący. Spada liczba tych, którzy identyfikują się z kościelnym nauczaniem. Jednocześnie, mam wrażenie, spada liczba dogmatycznych ateistów. Niektórzy to „apateiści”, czyli ci „apatyczni”, obojętni w kwestiach religii, ale wielu określających się jako „niereligijni” czy „niewierzący” to w rzeczywistości duchowi poszukiwacze. Staram się rozwijać myśl teologiczną, która odzwierciedla ich doświadczenie. Sądzę, że to ważne narzędzie dla dialogu z tzw. niewierzącymi.

Dialog między wiarą a niewiarą nie odbywa się dziś pomiędzy dwoma obozami, lecz toczy się – świadomie bądź nie – w sercach i umysłach wielu ludzi, którzy są simul fidelis et infidelis, jednocześnie wierzący i niewierzący.

 

O nich pisał Czesław Miłosz: „miejcie zrozumienie dla ludzi słabej wiary / ja też jednego dnia wierzę, drugiego nie wierzę”.

Drugą inspiracją, która wypływa z nauczania Franciszka i na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest wspaniała metafora Kościoła jako szpitala polowego. Myślę, że dobry szpital powinien działać na kilku obszarach. Ważne są zarówno diagnoza (temu służyć ma w teologii wspomniana „kairologia”), prewencja (Kościół może wraz z mediami i uczelniami współtworzyć system immunologiczny wobec infekcji moralnych pokroju współczesnego populizmu), jak i terapia czy rehabilitacja. Zwłaszcza w społeczeństwach, które cierpiały z powodu dyktatur i konfliktów zbrojnych, w których jest wiele traum i ran z przeszłości, pojawiają się żądania rewanżu. Kościół może pomóc w uleczeniu tych ran, pogodzeniu ludzi, którzy muszą razem żyć w jednym społeczeństwie. Wierzę, że może to być wielkie zadanie Kościoła, bo w końcu specjalizuje się on w dziedzinie wybaczania i pojednania.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer