Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański
Janusz Poniewierski maj 2021

Więcej niż skandal

W polskich kościołach normą stało się dodawanie do rytuału mszy różnych elementów pobożnościowych. I nikogo to nie dziwi. Ale już skorygowanie ewidentnego błędu w modlitwie za Żydów okazuje się niemożliwe do przeprowadzenia.

Artykuł z numeru

Za wyborem i życiem

Czytaj także

Janusz Poniewierski

Odważmy się marzyć

Osobliwa jest historia polskiego tłumaczenia wielkopiątkowej modlitwy za Żydów, zamieszczonej w Mszale rzymskim z 1970 r. W intencji jej autorów miała ona odzwierciedlać soborowy przełom w  kościelnym myśleniu o Żydach i zerwanie z teologią przedstawiającą ich jako naród kiedyś wprawdzie wybrany, dziś jednak przez Boga odrzucony.

Warto wiedzieć, że modlitwa ta ma długą tradycję, która sięga czasów starożytnych. Aż do 1970 r. była ona – mniej lub bardziej delikatnie sformułowaną – prośbą o nawrócenie ludu Starego Przymierza i przyjęcie przezeń chrześcijaństwa (przez stulecia mówiło się zatem o „wiarołomstwie” Żydów i ich „zaślepieniu”). W nowej, posoborowej wersji nie ma już mowy o  (wyrażanym expressis verbis) nawróceniu Żydów, jest za to prośba, by „wzrastali w miłości Jego imienia i w wierności Jego przymierzu” oraz „zasłużyli na dojście do pełni odkupienia”.

Jak mówi abp Henryk Muszyński, były przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem, „łaciński [tj. oryginalny] tekst tej modlitwy jest bardzo piękny i poprawny”. Błędów teologicznych nie zawierają również jej oficjalne tłumaczenia na najważniejsze języki europejskie. Niestety, nie da się tego powiedzieć o przekładzie polskim.

Błąd najistotniejszy dotyczy zwrotu populus acquisitionis prioris („lud wcześniejszego [pierwszego] wybrania”); w polskiej edycji Mszału… frazę tę przełożono jako „lud, który niegdyś był narodem wybranym”. Nie jest to bynajmniej kwestia jedynie językowa. Przeciwnie, błąd ten zakłada fałszywą wizję Boga, który rzekomo nie jest wierny Przymierzu (bo przecież skoro Żydzi „niegdyś” byli narodem wybranym, to dziś najpewniej już nim nie są), pozostaje w sprzeczności z Biblią (por. np. Rz 11, 1–2. 29) i nauczaniem Kościoła katolickiego (por. Nostra aetate, 4).

Teologowie, łacinnicy i ludzie zaangażowani w dialog katolicko-żydowski zauważyli to już dość dawno. Nic dziwnego zatem, że z apelami o zmianę brzmienia tej modlitwy zwracało się do Konferencji Episkopatu wiele instytucji (m.in. Polska Rada Chrześcijan i Żydów) i osób. W 2001 r. w artykule Sabotaż teologiczny jej polski przekład miażdżącej krytyce poddał ks. Stanisław Musiał. Abp Muszyński w 2008 r. publicznie przyznał, że „kilkakrotnie zwracał na to uwagę członkom Komisji Liturgicznej Episkopatu – jak do tej pory bezskutecznie”.

Nawiasem mówiąc, podobny błąd translatorski popełnili również Włosi. Początkowo bowiem także i oni opowiedzieli się za „narodem niegdyś wybranym”, by już w kolejnych wydaniach Mszału… zastąpić tę frazę „zwrotem może nawet jeszcze piękniejszym niż łaciński oryginał: (…) »lud pierworodny Twojego przymierza«” (cyt. za komentatorem Radia Watykańskiego Aleksandrem Kowalskim).

W 2009 r. problem tłumaczenia modlitwy za Żydów został wreszcie postawiony na posiedzeniu plenarnym KEP w Łomży. Z informacji przekazywanych wówczas przez media zdaje się wynikać, że nowy przekład („naród pierwszego wybrania”) nie wzbudził kontrowersji, a poprawkę uznano za oczywistą i konieczną.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

I  tu zaczęły się przysłowiowe schody. Bo biskupi  – zamiast wprowadzić tę korektę na własną odpowiedzialność – poprosili o zgodę watykańską Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Ta zaś odpowiedziała, że nie ma w zwyczaju zatwierdzać poszczególnych modlitw Mszału…, oczekuje na nowe tłumaczenie całej księgi (chodzi o III edycję z 2002 r.) – i wtedy dopiero będzie gotowa ją zaakceptować. Od tamtego posiedzenia KEP minęła już ponad dekada, a my wciąż tkwimy w punkcie wyjścia.

Żeby było jeszcze dziwniej, Mszał… pozwala biskupom na dużą samodzielność. We wprowadzeniu do omawianej modlitwy możemy przeczytać, że: „W poważnej (…) potrzebie ordynariusz miejsca może pozwolić na dodanie specjalnej intencji lub ją nakazać”. Korzystając z tego uprawnienia, począwszy od 2020 r. (dodajmy: w odpowiedzi na sugestię kurii rzymskiej), wielu biskupów zdecydowało się dodać modlitwę „za udręczonych pandemią”, a w jednej z diecezji modlono się nawet za ofiary katastrofy smoleńskiej (w 2020 r. Wielki Piątek przypadał bowiem 10 kwietnia).

Jak widać: da się. I wcale nie potrzeba do tego pieczęci Watykanu.

Co więcej, w polskich kościołach, przy milczącej zgodzie biskupów, normą stało się dodawanie do rytuału mszy św. różnych elementów pobożnościowych (np. modlitwy do Michała Archanioła czy modlitwy za Ojczyznę). I nikogo to nie dziwi.

Ale już skorygowanie ewidentnego błędu w modlitwie za Żydów okazuje się niemożliwe do przeprowadzenia.

Chyba rzeczywiście miał rację ks. Musiał, kiedy pisał o „sabotażu teologicznym” i uważał to za coś „więcej niż skandal”.

Kup numer