Kardynał Stanisław Dziwisz (fot. Biuro Prasowe, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons)
Janusz Poniewierski czerwiec 2022

Umywanie rąk

W oświadczeniu kardynała nie ma ani słowa na temat ofiar pedofilii; nie ma przyznania, że zawinił „system kościelny”, dbający bardziej o własną reputację aniżeli o dobro człowieka; nie ma śladu poczucia winy, iż hierarchom Kościoła zabrakło wrażliwości moralnej i współczucia dla skrzywdzonych.

Artykuł z numeru

Moje duchowe miejsce

Czytaj także

Karol Kleczka

Jesień Kościoła w Polsce

Niezwykle lakoniczny jest komunikat Nuncjatury Apostolskiej w Polsce, dotyczący kard. Stanisława Dziwisza, publicznie oskarżanego o tuszowanie przestępstw pedofilii i nadużyć seksualnych wobec nieletnich w Kościele w czasie, gdy był metropolitą krakowskim (tj. w latach 2005–2016). To zaledwie dwa zdania, w tym jedno naprawdę istotne: „Analiza zebranej dokumentacji pozwoliła ocenić te [jego] działania (…) jako prawidłowe i w związku z tym Stolica Apostolska postanowiła dalej nie procedować”. Jakiekolwiek uzasadnienie powyższej oceny uznano za zbędne. Zgodnie zresztą ze starą formułą: Roma locuta, causa finita.

Warto zwrócić uwagę na pierwsze zdanie komunikatu zawierające dookreślenie, że przedmiotem postępowania były „niektóre przypadki związane z działaniami kard. Dziwisza”. Zdumiewa, że nie użyto tutaj słów takich jak „pedofilia” (nie ma też „tuszowania”, „zaniedbań” etc.). Poza tym, nie wiadomo, jakie „przypadki” wzięto pod uwagę. Czy znalazła się wśród nich np. głośna w ostatnich latach sprawa proboszcza z Międzybrodzia Bialskiego w diecezji bielsko-żywieckiej?

Nie jestem prawnikiem i nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy tak sformułowany komunikat nie będzie już odtąd służył za „dowód niewinności” w każdej sprawie – również w tych „przypadkach”, którymi nie zajmowała się komisja powołana przez papieża Franciszka.

Odłóżmy jednak na bok wszelkie podejrzenia, przyjmując, że watykańskie śledztwo było przeprowadzone rzetelnie (dawniej nie miałbym co do tego wątpliwości). Oznaczałoby to, iż w świetle prawa kanonicznego kardynałowi nie można dziś niczego zarzucić i nie grożą mu żadne kary kościelne. Bo – jak pisze Marcin Przeciszewski, powołując się na analizę prawną, dokonaną przez związanego z Ordo Iuris dra Michała Skwarzyńskiego z KUL-u – przed 2019 r. „metropolita krakowski nie miał obowiązku zawiadomienia Stolicy Apostolskiej o zaniechaniach biskupa z innej diecezji, wchodzącej w skład jego metropolii”. I dalej: „Mógł, co najwyżej, poprosić [tego] biskupa o interwencję w sprawie [podlegającego mu] księdza”.

Można by zapytać, czy rzeczywiście o to poprosił. I czy wykorzystał inne środki perswazji wobec biskupa Rakoczego – swego kolegi z roku, a potem bliskiego współpracownika w Watykanie?

Kardynał nie miał obowiązku… To jednak wstrząsająca konstatacja w odniesieniu do przedstawiciela instytucji tak często i chętnie odwołującej się do powinności moralnej, do sumienia, do serca.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Tłumaczę sobie (właściwie wmawiam), że taki jest język prawników, a sam kardynał na pewno postrzega całą tę sytuację w świetle Ewangelii i przez pryzmat teologii moralnej. Zna przecież kategorię „grzechu zaniedbania” i dobrze wie, iż zapewnienie ewangelicznego młodzieńca o przestrzeganiu przykazań okazało się w oczach Jezusa niewystarczające (por. Mk 10,17–22). Sięgam zatem do jego oświadczenia, wydanego tuż po ogłoszeniu komunikatu Nuncjatury, i widzę, jak bardzo się myliłem. Nie ma tam bowiem ani słowa na temat ofiar; nie ma przyznania, że najprawdopodobniej zawinił „system kościelny”, dbający bardziej o własną reputację aniżeli o dobro człowieka; nie ma śladu poczucia winy, iż hierarchom Kościoła zabrakło wrażliwości moralnej i współczucia dla skrzywdzonych. Są za to wyrazy wdzięczności za „odpowiedzialne” odniesienie się do „niezasłużonych i bolesnych” zarzutów. Jest (a raczej: było) wielkoduszne wybaczenie „wyrządzonej krzywdy” (słowa te pojawiły się w tekście opublikowanym 22 kwietnia przez KAI, później jednak je wykreślono). A także troska o „przywrócenie pokoju ducha wszystkim osobom, które czuły się dotknięte posądzeniami”, z jakimi spotkał się emerytowany arcybiskup.

Mnie oświadczenie kard. Dziwisza pokoju ducha nie przywraca. Przeciwnie. Oglądałem bowiem wywiad Piotra Kraśki i telewizyjny reportaż Marcina Gutowskiego, czytałem książkę Don Stanislao – i stwierdzam, że opublikowane teraz dokumenty kościelne pozostawiają bez odpowiedzi wiele postawionych (zwłaszcza przez Gutowskiego) pytań.

Daleki jestem od utożsamiania Kościoła z Panem Bogiem i utrata zaufania do hierarchii nie oznacza dla mnie „nieba w płomieniach”. Gdyby jednak poproszono mnie, abym w Kościele (pojętym szerzej aniżeli tylko jako instytucja) znalazł Tego, który umarł za człowieka, szukałbym Go raczej po stronie płaczących ofiar aniżeli umywających ręce przedstawicieli władzy kościelnej.

8 maja 2022 r.

Kup numer