Marcjanna Fornalska, zdjęcie policji po aresztowaniu
Monika Świerkosz czerwiec 2022

Uchodźczy upór przetrwania

Mimo tradycjonalistycznego tytułu „Pamiętnik matki” jest zapisem politycznego doświadczenia polskiej chłopki, uchodźczyni, rewolucjonistki, wreszcie komunistki i pionierki ruchu robotniczego.

Artykuł z numeru

Moje duchowe miejsce

Czytaj także

Monika Świerkosz

Polskie fantazje kolonialne

Wydany po raz pierwszy w 1960 r. Pamiętnik matki Marcjanny Fornalskiej do końca trwania PRL-u doczekał się aż dziesięciu wydań oraz przekładów na języki: niemiecki, węgierski, łotewski, bułgarski, rosyjski, czeski i słowacki. Ten niewątpliwy sukces czytelniczy książka zawdzięczała nie tylko faktowi, że napisała ją legenda polskiego ruchu robotniczego, ale również temu, że ukazywała ona jednostkowe losy ludzi, o których historia zwykle milczy lub przedstawia jako biernych uczestników dziejów.

Marcjanna Fornalska urodziła się w podlubelskiej wsi w rodzinie popańszczyźnianego chłopa Aleksandra Starzyńskiego. Skrajna bieda, w  której dorasta, ciągłe poczucie niepewności przetrwania są w jej dziecięcym doświadczeniu równie dojmujące jak obraz zrywających się więzi rodzinnych. Młodzi chłopcy wysyłani na fronty kolejnych wojen, młode dziewczęta oddawane na służbę do dworów czy szybko wydawane za mąż, by odciążyć finansowo rodziców. Mała Marcjanna właściwie nie zna swojego licznego rodzeństwa ani matki czy ojca – wszyscy zajęci są wycieńczającą pracą, która w żaden sposób nie poprawia ich bytu. Ona sama jest dzieckiem słabym, chorowitym, nie chodzi do szkoły i właściwie przez całe życie pozostanie półanalfabetką.

Gdy ma już własną rodzinę – męża i  sześcioro dzieci  – rozpoczyna się dla niej okres uchodźczej tułaczki, określanej z rosyjska „bieżeństwem”. Od kilku zaledwie lat historycy badają to zjawisko, będące efektem przyjęcia „taktyki spalonej ziemi” przez wojska carskie wycofujące się po klęsce pod Gorlicami w 1915 r. przed ofensywą armii prusko-austriackiej. Większość podręczników do historii Polski milczy na temat wydarzeń, które rozpoczęły wielki ruch ludności, uciekającej z zachodnich terenów ówczesnej Rosji w głąb kraju. Tymczasem bieżeństwo jest prawdopodobnie pierwszą tak masową migracją ludzi w  erze nowożytnej (szacunkowe obliczenia mówią o ponad 3 mln uciekinierów, głównie kobiet i dzieci, jednak ich liczba może być nawet dwukrotnie wyższa), zaś dla niektórych społeczności, zwłaszcza prawosławnych chłopów, Białorusinów i  Ukraińców, stanowi ono jedno z najtragiczniejszych doświadczeń w historii. Ale w opublikowanym w 2016 r. poruszającym reportażu historycznym Aneta Prymaka-Oniszk przypomniała, że również polskie ziemie dzisiejszej Białostocczyzny, Podlasia, Lubelszczyzny, okolic Łomży, Siedlec i części dawnej Galicji naznaczone są tą bolesną pamięcią o wędrujących leśnymi drogami ludziach, śpiących w polach i lasach, gubiących w uciekającym tłumie swoje dzieci, zwierzęta, skromny dobytek spakowany do przepisowej jednej torby. Jedna trzecia bieżeńców nigdy nie dotarła do celu, umierając w trakcie ucieczki lub w drodze powrotnej do domów po ustaniu (choć na moment) wszystkich konfliktów zbrojnych, w latach 20. XX w.

Tę wycieńczającą drogę do Carycyna (dzisiejszego Wołgogradu w  Rosji) opisuje w  swoich wspomnieniach również Marcjanna Fornalska, należąca do niedużej, 13-procentowej grupy polskich bieżeńców. Co ciekawe, w odróżnieniu od religijno-romantycznych metafor „wielkiego uchodźstwa”, po jakie sięgają najczęściej ziemianie i bogatsi chłopi, sama nie mityzuje cierpienia, które staje się jej udziałem.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer