fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl
Julia Fiedorczuk czerwiec 2022

Jeż na autostradzie: Edward Pasewicz

Umarł ojciec. Pustka, która po nim zostaje, wypełnia się od razu nowymi treściami, bo choć prawdą jest, że „forma jest pustką”, to jednocześnie i równie nieuchronnie „pustka jest formą”. Tornado obrazuje ten wgląd.

Artykuł z numeru

Moje duchowe miejsce

Czytaj także

Julia Fiedorczuk

Jeż na autostradzie: Emilia Konwerska

Czasem tornado zdarza się i w Polsce, choć u nas mówi się raczej „trąba powietrzna”. Zwykle przyjmuje postać leja kondensacyjnego, węższym końcem dotykającego ziemi, szerszym – podstawy cumulonimbusa, czyli gęstej, utworzonej przez wznoszące prądy powietrza chmury, przyjmującej niekiedy kształt wieży. Tym, co widzimy przy ziemi, są pyły, odłamki, jakieś porwane przez zawirowania skrawki materii. Samo tornado (od hiszp. tornar, „kręcić się”) jest tylko ruchem, energią lepiącą swój kształt z tego, co się akurat nawinie. Choć widząc trąbę powietrzną, bez trudu poznamy, czym jest, jej postać zmienia się z sekundy na sekundę – jest pusta, nietrwała, pozbawiona esencjalnej natury. To samo można powiedzieć o wszystkim, co istnieje, choć w przypadku form bardziej substancjalnych łatwiej to przeoczyć. Mówimy, dajmy na to, „twardy jak kamień”, wyobrażając sobie, że kamień czy skała są wieczne. A jednak, jak pisał mistrz buddyjski Dōgen Zenji (1200–1253), „błękitne góry stale wędrują”. Dopóki człowiek tego nie zrozumie, nie zrozumie także własnego chodzenia po ziemi. Spośród współczesnych poetów wątek ten podejmuje m.in. Gary Snyder w jednej ze swoich najpiękniejszych książek: No Nature (Żadnej natury). Ani u Dōgena, ani u Snydera nie ma nawet szczypty mistycyzmu – obaj odnoszą się do dynamizmu planety, gdzie toczy się nasze życie, podlegające, jak wszystko inne, prawom kosmosu, z których pierwsze i zasadnicze brzmi: wszystko się zmienia. Aluzje do myślenia buddyjskiego pojawiają się u Edwarda Pasewicza od znakomitej debiutanckiej Dolnej Wildy (2001).

Tornado obfituje w określenia nawiązujące do nietrwałości: „trumna z mgły”, „parowanie”, „skraplanie”, „senny koncept”, „popiół”. Domyślamy się dymu z papierosa i z tego drugiego, ostatecznego ognia, o którym mowa w końcówce. Umarł ojciec. Myśli „skraplają się” tak, jak skrapla się para wodna podczas procesów meteorologicznych prowadzących do powstawania chmur, tworzą wieniec; ten, który myślał, wyparowuje. Kształt powołany do życia w tym obrazie przywodzi na myśl grzyb atomowy (stąd Nagasaki). Tornado i wybuch bomby nakładają się na siebie. To miraż, złudzenie optyczne, do którego nie warto się zbytnio przywiązywać, podobnie jak nie warto przywiązywać się do słów: są jedynie narzędziami, znakami wskazującymi na znaczenie, które jest gdzie indziej. Na przykład „popielnica” to duża popielniczka oraz naczynie na prochy, ale „popielica” (różnica jednej głoski) to już rodzaj gryzonia. Popielica szara, trochę podobna do szczura, mieszka w jamie wykopanej w ziemi. W jamie chowało się niekiedy ludzkie szczątki (kultura grobów jamowych, jak czytam, przypadała na 3 w. p.n.e.). Wiersz operuje skojarzeniami, wciąga nas w wir skrawków (obrazów, znaczeń) jak tytułowe tornado.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Umarł ojciec. Pustka, która po nim zostaje, wypełnia się od razu nowymi treściami, bo choć prawdą jest, że „forma jest pustką”, to jednocześnie i równie nieuchronnie „pustka jest formą”. Tornado obrazuje ten wgląd. A dodatkowo jest zjawiskiem gwałtownym – jak utrata bliskiej osoby i to, co się wtedy czuje. Ta część zawirowania, którą podczas trąby powietrznej widać pod chmurą, to podobno tylko jedna dziesiąta procesu, który wtedy zachodzi. Mam wrażenie, że podobnie mają się rzeczy w przypadku tej olśniewającej elegii: to, co widzimy na stronie, to ułamek procesu uruchomionego przez wiersz. Wychodzimy z niego trochę inni.


Edward Pasewicz

Tornado

Stoję przed tym katafalkiem (nigdy go nie było),

ale trumna jest z mgły i popielnik ojca

zamienił się w wilgotną jamkę, i nie mogę dojść,

 

czy lepiej zapalić przed bramą, czy wyjść

ze stypy. Myśli skraplają się i wieniec unosi,

a chłopiec, który go trzymał, wyparowuje.

 

Taki słonecznie senny koncept. Nagasaki i beton.

Groby jamowe, popielnice szare, groby studzienne,

 

popielnice lejkowe, groby embrionalne

i pochówki płoche, porzucone zwłoki,

wszystko się obok mnie kręci, jak zerwane liście

 

na boisku szkolnym, uparcie umierające,

chociaż zaklinałem. Liście nie słuchają.

Zresztą tu słuch zaraz się zasuszy:

 

popiół, popiół dzieci gęgają:

ją spal, ją spal, jego, jego

Kup numer