fot. Anna Rezulak/KFP/Reporter
Julia Fiedorczuk marzec 2021

Jeż na autostradzie: Barbara Klicka

A gdyby – trzymając się tej przestrzennej metafory – odwrócić topografię i założyć, że prawda jest ulokowana na wierzchu? W naskórku, nie w trzewiach?

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Więcej niż jedna niewiadoma

Pisząc kilka lat temu o pierwszym po długiej przerwie tomie poetyckim Barbary Klickiej (same same, 2012), zwróciłam uwagę na zarejestrowane w wierszach doświadczenia kobiecego ciała: ciała pragnącego, ciała chorującego i wreszcie ciała mówiącego / piszącego, bo przecież nawet najbardziej bezpośrednie przeżycie staje się ludzkie dopiero wtedy, kiedy daje się opowiedzieć. Klicka zwraca na to uwagę w wypowiedziach metapoetyckich, podkreślając, że wiersze są zrobione ze słów, że nie buduje się ich z emocji, tylko ze znaczeń i brzmień, i z całej złożoności ich wzajemnych związków. Słowa krążą między mówiącymi ciałami jak powietrze, woda czy inne niezbędne do życia substancje i nawet jeśli są nasze, pozostają cudze. Ubierając się w zdania, zawsze się trochę przebieramy, bo język, w tym język poetycki, to maskarada. Co jednak nie oznacza, że gdzieś indziej – poza, przed językiem, po języku – istnieje autentyczność. Autentyczność to skutek uboczny maskarady, to miraż na powierzchni gry, w której nikt nie jest do końca wolny, bo reguły tej gry ustalają się w trakcie grania. Przywykliśmy myśleć, że prawda – np. prawda o człowieku, o uczuciach, prawda psychologiczna czy egzystencjalna – znajduje się „w głębi” (duszy / umysłu). A gdyby – trzymając się tej przestrzennej metafory – odwrócić topografię i założyć, że prawda jest ulokowana na wierzchu? W naskórku, nie w trzewiach?

bo już naprawdę – tytuł wiersza wrzuca nas od razu w środek rzeczonej gry, a „prawda” jest jednym z jej elementów. Tytułowa fraza nie sugeruje poważnego dyskursu filozoficznego, raczej zupełnie codzienną rozmowę, w której ktoś (poetka?) wyraża swoją irytację. Ciekawe, że „prawda” działa tu jak łagodne przekleństwo, przywołanie interlokutora / interlokutorki do porządku, a jednak właśnie o niej tu mowa, dlatego do wymienionych wcześniej cech poezji Klickiej dodałabym teraz jeszcze jedną: jej nacisk na pracę myślenia. Jest to zresztą ten aspekt twórczości kobiet, który w jej odbiorze przeważnie bywa pomijany – w patriarchacie myślenie jest zarezerwowane dla mężczyzn.

Adresat wiersza – kolektywni „państwo” – chcą, żeby było „o świecie” i chyba właśnie to żądanie wywołuje wyczuwalną irytację. No bo gdzie ten świat? Albo inaczej: czy da się, żeby nie było o świecie? Seria następujących w kolejnej części metafor na różne sposoby ukazuje nieciągłość między wnętrzem a zewnętrzem, między „ja” i nie-„ja”. Czy ślimaka pełznącego po żwirze – obraz co najmniej niekomfortowy – można oddzielić od niewygodnego podłoża, czyli od, nomen omen, „skorupy” (ziemskiej)? Czyż pełznący ślimak nie jest częścią świata, w którym / po którym pełznie? Czy głos nie przynależy do wypowiadanych zdań? Aluzja do Celana wprowadza poważniejszy rejestr: czy ten, kto krzywdzi, może pozostać komfortowo oddzielony od ofiary i od krzywdy? Zarazem ta akurat celanowska fraza, podobnie jak tytułowe „bo już naprawdę”, weszła do powszechnego użytku i właściwie stała się kliszą oderwaną od swojego potwornego źródła. Komiksowa jest także starsza kobieta z ondulacją i pudlem, oklepał się tytuł Cèline’a, a także ponure afekty Kierkegaarda. Wierszowy kostium zbudowany jest ze zmodyfikowanych sloganów, z rozpoznawalnych, obiegowych fraz, na których poetka odciska swój podpis. Jednak pytanie zostaje zadane „naprawdę” i całkiem „serio”: jeśli podstawowym doświadczeniem podmiotowym jest cierpienie, to czy można wydzielić podmiot ze świata albo czy da się wyodrębnić jakiś zewnętrzny, obiektywny świat z doświadczanego bólu?

„Ja” i nie-„ja”, być może to są niewiadome, o których mowa w końcówce wiersza, i które można zamienić miejscami – jak w dodawaniu, bez wpływu na wynik. Jedno jest pewne – „ja” i świat, choć ciasno ze sobą splecione, nie są sklejone na miłość.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

*

bo już naprawdę

Barbara Klicka

 

bo już naprawdę

Państwo by chciało o świecie, więc pytam: a to co? Powiesz ślima-

kowi, kiedy pełznie po żwirze: tu się kończysz, tu się zaczyna skorupa?

Ziemska, żeby nie było. I starej kobiecie z pudlem, która jej ondulacja?

No, dalej. A tym, co kopią groby w powietrzach, że

ani razu nie naprószyli w krwiobieg? I nadawcom newsików, neuronom,

pokojom po końce w nocy, drżeniu?

Dodawanie jest przecież przemienne, to się przydaje przy równaniach

z więcej nawet niż jedną niewiadomą. Na przykład kiedy po dniu pełnym

wiatru wracasz piechotą i serio przychodzi do głowy:

świat tak mało jest o kochaniu, że w drugą stronę też

Kup numer