Ilustracja: Ewelina Karpowiak
Tomasz Szarek marzec 2021

Granice matematycznego świata

Muszę przyznać, że w mojej filozoficznej edukacji większą rolę niż dzieła klasyków odegrały eseje Michała Hellera.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

Agnieszka Zalewska

Nauka zostawia miejsce na wiarę

Wypełniam wprawdzie przesłanki zawarte w popularnej kiedyś w Stanach Zjednoczonych definicji inteligenta, według której jest nim ktoś, kto potrafi odróżnić kondensator od Arystotelesa, ale szerokość horyzontów Księdza Profesora to dla mnie niedościgniony ideał. Michał Heller porusza się niezwykle sprawnie w dwóch pozornie od siebie odległych obszarach ludzkiego poznania: filozofii i naukach ścisłych. Właśnie za sprawą zainteresowania, które już w dzieciństwie żywiłem do nauk ścisłych, zetknąłem się po raz pierwszy z nazwiskiem Profesora. Przeczytałem z zapałem, choć pewnie bez należytego zrozumienia, notkę w Encyklopedii fizyki współczesnej poświęconą kosmologii autorstwa Michała Hellera. Znacznie później odkryłem, że autor hasła prowadzi twórcze badania nie tylko na polu kosmologii, lecz także filozofii, w tym przede wszystkim filozofii nauki. Jak również to, że jest katolickim księdzem, który swoją posługę duszpasterską rozpoczynał w sąsiedztwie mojego rodzinnego Sędziszowa Małopolskiego, mianowicie w parafii w Ropczycach.

Pierwszym ważnym dla mnie tekstem Hellera filozofa było Usprawiedliwienie Wszechświata – niewielkich rozmiarów książeczka wydana przez Znak w roku 1984. Odszukałem ją u siebie na półce i potwierdziłem przechowane w pamięci przekonanie, że była to wówczas dla mnie, kilkunastoletniego pasjonata nauki, książka niezwykle ważna. Świadczą o tym liczne podkreślenia i zapiski poczynione na jej marginesie.

Sięgałem po kolejne książki Profesora i dziś bez cienia kokieterii mogę wyznać, że to one właśnie, obok prac Józefa Życińskiego, skłoniły mnie do podjęcia studiów filozoficznych. Łączyłem te studia z pracą naukową w dziedzinie matematyki, dlatego tak ochoczo sięgałem po filozoficzną eseistykę Hellera. Imponuje mi jego szerokość zainteresowań obejmująca zaawansowane obszary tak mi bliskiej matematyki. Profesor potrafi o tym mówić z dużą swadą; w pamięci zachowałem jego recenzję fachowego podręcznika Analysis, Manifolds and Physics napisaną w taki sposób, że u czytelnika natychmiast zrodziła ona potrzebę sięgnięcia po tę bardzo techniczną pracę. Historia ta nie wyczerpuje wpływu Michała Hellera na moje matematyczne wybory. Czytając w jednym z jego esejów o zagadnieniu brachistochrony, a więc krzywej najkrótszego spadku, po której stacza się ciało pod działaniem siły ciężkości, sięgnąłem z kolei po podręczniki rachunku wariacyjnego. Myślę, że nie tylko ja; jestem przekonany, iż dla całej rzeszy pasjonatów nauki teksty Michała Hellera stanowiły inspirację i zachętę do pracy naukowej. Konkretne wskazówki znaleźli oni np. w Uwagach o etyce i metodyce pracy naukowej – eseju zwieńczającym pasjonującą pracę zatytułowaną Moralność myślenia.

Podzielam przekonanie, które wielokrotnie wybrzmiewało w wypowiedziach Michała Hellera, że matematyka to nauka humanistyczna, a jednym z najbardziej zadziwiających fenomenów poznawczych jest jej skuteczność w opisie zjawisk fizycznych. No i jako matematyk wiem, że – jak podpowiada tytuł jednej z książek Profesora – w przestrzeniach Banacha można odnaleźć prawdziwe szczęście.

Możemy zaobserwować dziś jednak nadzwyczajny rozwój nauk, które dość skutecznie opierają się matematyzacji. Wskazać tu można z pewnością nauki o życiu: medycynę, biologię i psychologię. Doskonale zdaję sobie sprawę, że pogląd, iż matematyka nic nie może wnieść do zrozumienia fenomenu życia, to teza zbyt mocna, którą łatwo poddać falsyfikacji, wskazując chociażby na osiągnięcia biomatematyki.

Zachęcony jednak przez redakcję „Znaku” do zadania kilku pytań profesorowi Hellerowi, zastanawiam się, czy uważa on, że ekspansja matematyki do innych dziedzin wiedzy w dalszym ciągu przebiegać będzie tak skutecznie jak dotychczas. A także czy postępująca i zawężająca się specjalizacja w naukach, która nierozerwalnie wiąże się z jej ogromną skutecznością, zostawi miejsce dla filozofii. Zgodnie z rozróżnieniem poczynionym przez samego Hellera mam tu na myśli nie tyle ,,filozofię nauki”, która zyskała sobie status pełnoprawnej dyscypliny filozoficznej już w czasach pozytywizmu Koła Wiedeńskiego i wzbogaca naszą refleksję metodologiczną, ile o refleksję wypływającą niejako z głębi samych nauk empirycznych. Innymi słowy, chodzi mi o analizy filozoficzne, na które zdobywają się przedstawiciele nauk szczegółowych. Dlaczego nasuwają mi się tego typu wątpliwości? Mam tu na względzie przede wszystkim racje pragmatyczne; postęp nauki pociąga za sobą daleko idącą specjalizację. Z kolei chmura wiedzy, przez którą musi się przebić uczony, zanim odnajdzie się w twórczy sposób w uprawianej przez siebie dyscyplinie, powoduje, że na filozoficzną refleksję zwyczajnie nie starcza sił i czasu. Do tego dodać należy odśrodkowe, scjentystyczne tendencje, które programowo lekceważą poznanie filozoficzne. Skutkiem tego uczony mędrzec wypierany jest przez wysokiej klasy specjalistę, w naukach doświadczalnych zastępuje go z kolei sprawny eksperymentator. Dochodzi do tego nasilający się irracjonalizm i populizm, które dziś można zaobserwować chociażby w ruchach antyszczepionkowców czy w szerzących się teoriach spiskowych. Przyszłość maluje się więc w czarnych barwach.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Zapytany przez redakcję też o kwestie, które w moim subiektywnym odczuciu nie znalazły w rozważaniach Hellera zbyt dużo miejsca, a które mnie samego bardzo interesują, muszę zwrócić uwagę na dwa zagadnienia. Po pierwsze, kwestie związane z samymi podstawami matematyki i rewolucją, którą przyniosły odkrycia Gödla i z nimi związana porażka problemu Hilberta. Michał Heller jest autorem oryginalnej koncepcji pola formalnego, która mogłaby pomóc w przezwyciężeniu ograniczeń systemów aksjomatycznych, ich niezupełności bądź sprzeczności. W tym ujęciu matematyka miałaby być ujmowana całościowo, a wielka rola przypadłaby w udziale teorii kategorii. Choć mam dość sceptyczny stosunek do samej teorii kategorii, wynikający zapewne z moich predylekcji matematycznych, to byłbym żywo zainteresowany dalszym twórczym rozwinięciem tej koncepcji.

Drugim ważnym dla mnie tematem, któremu Michał Heller poświęcił niewiele miejsca w swoich esejach, są dokonania intensywnie rozwijającego się dziś nurtu anglosaskiej filozofii analitycznej. Mam tu na myśli filozofów tej klasy co Alvin Plantinga czy Brian Leftow. Swoją drogą, nie znalazłem nigdzie – może niedokładnie szukałem – opinii Michała Hellera na temat możliwości zastosowania nowoczesnej logiki, w tym przede wszystkim logiki modalnej, w badaniu zagadnień klasycznego teizmu.

Zdaję sobie sprawę, jak bardzo niestosownie brzmią powyższe uwagi. Komentarze i sugestie, czym powinien zająć się w swojej pracy naukowej ktoś inny, zwłaszcza gdy dotyczą uczonego tej klasy co Michał Heller, mogą uchodzić za przejaw arogancji. No cóż, pozostawiam je, licząc na wielkoduszność Księdza Profesora.

Kup numer