Ilustracja: Ewelina Karpowiak
ks. Eligiusz Piotrowski marzec 2021

Inny Bóg?

Michał Heller jest uczonym kosmologiem i księdzem katolickim. Sam przyznaje, że z tego powodu „ma pewien problem” z własną tożsamością, która zmienia się cyklicznie na trasie Kraków–Tarnów. To napięcie nie tylko ma charakter anegdotyczny, ale również wpływa na naukowe problemy, które się z nim wiążą.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

z Tomaszem Polakiem rozmawia Michał Jędrzejek

Kościelnej maszyny nie da się naprawić

Poniższe rozważanie jest moim małym wkładem w uczczenie Jubilata, z którym spróbuję przy tej okazji jednakże nieco podyskutować. Konfrontacja z wielkimi umysłowościami to wszak niezwykle cenne zajęcie. Michał Heller jest intelektualną marką samą w sobie, a o podobną w polskim Kościele niezwykle trudno. Ksiądz Profesor jest gorącym zwolennikiem dialogu teologii z nauką, co zostało docenione Nagrodą Templetona, stąd też moje refleksje będą dotyczyć kwestii fundamentalnych, kilku konkretów ze styku wiary / teologii i współczesnej nauki, oraz pytań i wątpliwości z tym związanych.

Możliwość wiary w dobie mechaniki kwantowej

Nie ulega wątpliwości, że jeśli teologia chce być nauką – a tkwiący w jej nazwie logos do tego zobowiązuje – musi być wierna rozumowi. Stąd też nie dziwi mnie konstatacja Michała Hellera, że fundujący teologię „akt wiary nie może być irracjonalny” (S, s. 50). Postulatem przezeń stawianym, skądinąd chwalebnym, jest obudzenie w chrześcijańskich myślicielach świadomości, że nauka powinna stanowić ważną część tzw. przedsionków wiary (preambula fidei). A przecież równocześnie „jedną z największych przeszkód w zaakceptowaniu wiary religijnej jest jej obcość we współczesnym obrazie świata” (S, s. 51). Tej obcości ks. Heller, od lat, z wielką gorliwością i mądrością usiłuje zaradzić.

Teoria względności i krocząca tuż za nią (w porządku chronologicznym) mechanika kwantowa postawiły przed ludzkim umysłem nie lada wyzwania. Obie, bez pardonu, wywróciły nasze wyobrażenia na temat materialnej rzeczywistości Wszechświata. Ich uzgodnienie pozostaje wciąż w sferze marzeń, które pragną urzeczywistnić niemałe rzesze fizyków i matematyków. Do tego grona marzycieli należy także czcigodny Jubilat, który wraz z grupą współpracowników od lat pracuje nad modelem unifikacji obu wielkich poglądów na materialny świat, ten widziany w skali makro z jednej strony i ten w skali mikro – z drugiej. Można sobie postawić pytanie, czy współczesne (trwające od stu lat) „przewroty kopernikańskie” powinny mieć wpływ na uprawianie teologii? Metodologiczne rozważania Księdza Profesora prowadzą go w wielu miejscach do problemu relacji nauki i teologii. Na pierwszy plan zdaje się wysuwać silne przekonanie, że teologia winna pilnie uczyć się także od nauk ścisłych i przyrodniczych. Teoria dwóch prawd (czy też – jak się mówi w teologii – dwóch porządków), którą od wieków usiłuje się zasypać rozziew pomiędzy wiarą i nauką, jest wyrazem myślowej niekonsekwencji. „Problem niespójności pomiędzy prawdami religii i prawdami nauki jest bardzo doniosły zarówno z psychologicznego, jak i teologicznego punktu widzenia” (S, s. 90). W takiej perspektywie ks. Heller formułuje swoje teologiczne przekonania, które nierzadko prezentują się jako swego rodzaju chrześcijańska apologetyka. I to może budzić wątpliwości.

W pewnej mierze, jak się wydaje, ks. Heller z racji pierwszego „zawodu” – bycia księdzem – podejmuje się obrony prawa Boga do Jego obecności w dyskursie nie tylko teologicznym, ale i naukowym. Tę obecność stara się przedstawić nie tylko jako uzasadnioną, ale wręcz konieczną. Czyni to na kilku płaszczyznach, wykorzystując wiedzę zdobytą w drugim, naukowym, zawodzie. Nie bez pewnego żalu przyznaje, że „fizyk jest w lepszej sytuacji od teologa. Ma bowiem do dyspozycji środki, które wskazują mu drogę i pilnują, by z niej nie zboczył. Są nimi matematyka i doświadczenie” (S, s. 57). Teologia, która takich środków nie posiada, nie może jednak rezygnować z „naukowej agresywności” (to termin Hellera) wobec problemów, gdyż taka postawa nieustępliwej dociekliwości jest wymaganiem postępu. Także dane mechaniki kwantowej mogłyby wspierać uzasadnienie tez teologicznych. Jednak „nie chodzi o to, by naiwnie (z metodologicznego punktu widzenia) przenosić pewne idee z fizyki do teologii” (S, s. 58). Pokusa jest jednak wielka i dosięga – jak się wydaje – także Autora powyższych przestróg.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Czy bez Boga wszystko wolno?

Wiara religijna odnosi się w sposób oczywisty do Boga. „Bóg – z definicji – jest Bytem Koniecznym, Samoistnym, mającym rację swego istnienia w sobie. Oczywiście można takiego Bytu nie uznawać, ale jeżeli uznaje się Boga, to jest On właśnie takim Bytem” (O, s. 135). Od starożytności jest On przedstawiany jako wieczny, czyli niemający początku ani końca, żyjący poza czasem. Na temat obecności Boga w świecie nauki funkcjonują trzy poglądy. Pierwszy, można powiedzieć: najstarszy, umieszcza Boga u początku wszystkiego i ponad wszystkim. Taka jest wiara i taka jest teologia wielkich religii monoteistycznych, również chrześcijaństwa. Pogląd drugi, mający także wielowiekową tradycję sięgającą starożytności, interpretuje otaczającą nas rzeczywistość, odrzucając wprost „hipotezę Boga”. Trzeci pogląd w żaden sposób się nie zajmuje obecnością czy nieobecnością Boga w nauce; zachowanie tego rodzaju neutralności jest jednak bardzo często niemożliwe.

Pierwszym krokiem do „możliwości wiary dzisiaj” jest – zdaniem Jubilata – odrzucenie pozytywistycznej postawy ludzkiego umysłu negującej „niezrozumiałe”, gdyż to właśnie racjonalność każe uznać „możliwość istnienia czegoś, czego może się nie rozumieć” (S, s. 91). W ten sposób Transcendencja jawi się jako najwyższa Racjonalność. I tu pojawia się – moim zdaniem – mocno kontrowersyjna teza, że odrzucenie Boga prowadzi do skrajnego woluntaryzmu, także na terenie logiki. „Jeżeli Boga nie ma, to wszystko wolno również na terenie logiki” (S, s. 92). To bardzo mocny i głęboko niesprawiedliwy, jak sądzę, zarzut wobec naukowców niewierzących, że mogliby oni – jako ateiści – lekceważyć rozpoznawaną przez ludzki rozum, a niekoniecznie gwarantowaną przez Transcendencję, prawdziwość logicznych zasad.

W ten sposób ks. Heller kroczy apologetyczną drogą poprzednich pokoleń, usiłując usprawiedliwić sensowność „hipotezy Boga”, „dowodząc” jej racjonalności czy wręcz konieczności. Słowo „dowodząc” znalazło się w cudzysłowie nieprzypadkowo, gdyż owo dowodzenie nie ma charakteru niepodważalnego, które przekonywałoby wszystkich, a jednocześnie może być odbierane jako argument ad personam. To z pewnością nie służy dialogowi.

Dlaczego Bóg nie zaniechał dzieła stworzenia?

Wiara w Boga wiąże się nieodłącznie z przekonaniem o Jego stwórczej aktywności, z czego wyprowadza się twierdzenia o Nim samym. Ostatnie definicje kościelne w tym zakresie zostały pomieszczone w katechizmie z roku 1992. Czytamy tam, że „Bóg stworzył wszystko, wszystkim rządzi i wszystko może” (pkt 258), ustalił porządek Wszechświata, jest władcą historii (pkt 269). Jednak zdaniem autorów katechizmu: „ważne jest nie tyle poznanie, kiedy i w jaki sposób wyłonił się kosmos, kiedy pojawił się w nim człowiek”, ile odkrycie sprawczej roli dobrego Boga (pkt 284). Światem nie rządzi „przypadek”, konieczność czy ślepe przeznaczenie (pkt 284, 295), gdyż to Bóg stworzył świat „z niczego” (pkt 296), czyniąc to w sposób uporządkowany (pkt 299) i podtrzymując go w istnieniu (pkt 301). Ma On suwerenny, bezpośredni i konkretny wpływ na świat i bieg historii (pkt 303). Perspektywa religijna nie jest, jak potwierdza to katechizm, zainteresowana perspektywą nauki, choć chętnie karmi się jej argumentacją, jeśli oczywiście ta jest „właściwa”.

Ks. Heller często nawiązuje do katechizmowych twierdzeń wiary, choć ich wprost nie przytacza. Usiłuje wykazać prawdziwość teologicznych zdań odnoszących się do stworzenia, gdyż rzeczą niezmiernie ważną jest – jak mówi – „usprawiedliwienie wszechświata: jego istnienia, jego praw, jego funkcjonowania” (O, s. 159). Argumentem, który podnosi, przemawiającym za boskim początkiem kosmosu, jest matematyczna doskonałość rzeczywistości stworzonej. Czasem pojawia się tylko dyskretna uwaga z jednej strony przestrzegająca przed rozpowszechnionym mitem, „zgodnie z którym matematyczne struktury teorii fizycznych po prostu przenoszą się na strukturę świata” (K, s. 169), z drugiej zaś podkreślająca, że nasza matematyka jest jedynie odbiciem wspaniałej i niedoścignionej „Platońskiej Matematyki”. „Teorie fizyczne wykorzystują do badania świata struktury tworzone w matematyce (małe ‘m’), ale światu należy przypisywać cechy strukturalne określone przez struktury należące do Matematyki (duże ‘M’)” (K, s. 172). Bardzo często w pracach Profesora pojawia się sformułowanie Leibniza: „Gdy Bóg liczy i zamyśla, świat się staje”. Można więc z tego wnioskować, że plan świata jest matematyczny. Co więcej, „skoro świat jest rezultatem Bożego rachunku i przemyśliwań, jest on maksymalnie racjonalny; nie ma w nim nic, co pozostawałoby bez uzasadnienia” (O, s. 198).

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer