Ilustracja: Ewelina Karpowiak
Jan Woleński marzec 2021

Otwartość na odmienne poglądy

Mimo że jestem ateistą, zgadzam się z ks. Hellerem w wielu kwestiach związanych ze stosunkiem religii i nauk.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

z Janem Woleńskim i Jackiem Prusakiem SJ rozmawia Mateusz Burzyk

Skąd się bierze wiara?

Poznałem Michała Hellera osobiście w 1982 r. Nazwisko było mi oczywiście znane wcześniej z publikacji dotyczących kosmologii i filozofii nauki. Pracowałem wtedy na Politechnice Wrocławskiej i w stanie wojennym miałem kłopoty. Zostałem zaproszony przez Józefa Życińskiego z referatem na seminarium Ośrodka Badań Interdyscyplinarnych, które prowadził razem z Michałem Hellerem. Posiedzenia odbywały się kościele św. Katarzyny w Krakowie. Przewodniczył Heller i rozpoczął spotkanie takimi słowami: „Witamy Jana Woleńskiego, który nie wiadomo, gdzie pracuje i czy jeszcze w ogóle pracuje” – ostatecznie skończyło się tylko na próbach wyrzucenia mnie z uczelni, ale sytuacja była groźna. Gdy wspomniałem Życińskiemu o tym, że niedługo mogę być bezrobotny ze wszelkimi tego konsekwencjami (przebąkiwano o specjalnym obozie na Żuławach dla rzekomo uchylających się od pracy), odpowiedział: „Nie martw się, będziesz uczył w naszym seminarium duchownym”. Gdy zapytałem, co ateista mógłby tam robić, odparł „Przecież nie będziesz uczył teologii, tylko metodologii”. Heller zapewne wiedział o tym i stąd jego zagajenie.

W 2011 r. ukazała się Encyklopedia filozofii polskiej wydana przez filozofów z KUL-u. Jest to obszerne dwutomowe opracowanie zawierające informacje o filozofach polskich od średniowiecza do czasów obecnych. Nie ma w niej hasła o Hellerze, najbardziej znanym polskim filozofie katolickim, co jest nie lada skandalem. W czasie konferencji z okazji jego 75. urodzin powiedziałem: „Michale, redaktorzy Encyklopedii filozofii polskiej przyjęli takie kryteria, że nie załapaliśmy się na osobne hasła”. Heller roześmiał się i rzekł: „No to, Janie, trzeba to będzie opić”. I tak stało się, aczkolwiek w raczej umiarkowanej formie, przynajmniej ze strony Michała.

Kiedyś Centrum Kopernika zorganizowało Festiwal Nauki, a w jego ramach dyskusję na temat stosunku religii i nauki. Prowadzący powiedział w podsumowaniu, że wszyscy uczestnicy panelu zgodzili się w sprawie potrzeby pierwiastka religijnego w nauce. Zaprotestowałem, mówiąc, że ja jestem akurat odmiennego zdania oraz że nie należy niewierzącym przypisywać stanowiska kryptoteistycznego, co jest częste u polskich hierarchów katolickich, a także niektórych filozofów związanych z tą denominacją religijną, gdy argumentują, że ateiści są niekonsekwentni, gdyż naprawdę wierzą w Boga, o ile są uczciwi, natomiast jeśli upierają się przy tym, że nie wierzą, to źle używają rozumu. Po zakończeniu obrad dwie panie gwałtownie zaatakowały mnie za to, co powiedziałem o biskupach. Michał był nieopodal i słyszał wymianę zdań. Jedna z tych dam zapytała: „A co ksiądz profesor na to?”. Odrzekł: „Cóż, przyznaję rację profesorowi Woleńskiemu”. Gdyby wzrok mógł zabić, Michał już by nie żył po tym, jak obie damy zjadliwie na niego spojrzały.

Przytoczyłem te zdarzenia, ponieważ ilustrują one ważne cechy osobowości Hellera. Po pierwsze, wielką życzliwość wobec innych. Po drugie, otwartość na poglądy odmienne, także radykalnie różne od własnych. Ilustracją tego może być zaproszenie Daniela Dennetta, jednego z tzw. nowych ateistów, do wygłoszenia odczytu (o świadomości, a nie krytyce religii) w Auditorium Maximum UJ. Wystąpienie to okrutnie oburzyło małopolską kurator oświaty, grzmiącą, że Belzebub pojawił się na UJ-ocie. Po trzecie, wielkie poczucie humoru, widoczne w związku z historyjką o Encyklopedii filozofii polskiej.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Ta anegdotka ma głębszy sens, gdyż ilustruje konflikt pomiędzy Hellerem (a ogólniej środowiskiem krakowskich filozofów przyrody, skupionych wokół Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie) i tomistami z KUL-u (z tego kręgu wywodzili się redaktorzy Encyklopedii…) Heller hołdował neotomizmowi jako student (uczył się na KUL-u), ale potem zmienił zapatrywania. Docenia historyczną rolę Tomasza z Akwinu, jednak nie akceptuje jego dowodów na istnienie Boga.

Na specjalną wzmiankę zasługuje użytek, jaki Heller zrobił z Nagrody Templetona, wyróżnienia bardzo prestiżowego, przyznawanego za badania w zakresie stosunku nauki i religii – otrzymał je, jako pierwszy i jak na razie jedyny Polak. Otóż cała pokaźna suma została przeznaczona na organizację wspomnianego już Centrum Kopernika afiliowanego przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest to placówka promująca badania, głównie z pogranicza nauki i filozofii, mająca własne, coraz bardziej liczące się wydawnictwo.

Mimo że jestem ateistą, zgadzam się w wielu kwestiach z Hellerem w sprawie stosunku religii (wiary, teologii) i nauki. Podzielam jego krytykę nowego ateizmu, ale z innych niż on powodów. Otóż uważam, że nie da się udowodnić nieistnienia Boga. Nie dowodzi się negatywnych zdań egzystencjalnych, w tym przypadku tezy „Bóg nie istnieje”, poza dwoma wypadkami, mianowicie gdy wynikają one z innych zdań nieegzystencjalnych (np. zdanie: „Nie istnieją duże kwadratowe koła”, wynika ze stwierdzenia, że nie istnieją kwadratowe koła) lub można wykazać, że skoro dane pojęcie jest sprzeczne, to nie istnieje jego desygnat. Nowy ateista może argumentować, że pojęcie Boga jest sprzeczne, ale teista ma w zanadrzu rozmaite odpowiedzi, np., że standardowe rozumienie sprzeczności nie stosuje się do Bytu Boskiego lub, że jest On na tyle niepoznawalny, iż człowiek nie jest uprawniony do badania niesprzeczności w tym wypadku. Inna droga ateisty polega na przyjęciu założenia, że istnieje tylko to, co może być stwierdzone przez nauki empiryczne (teza naturalizmu ontologicznego). Sam jestem skłonny do akceptacji takiego stanowiska, ale rozumiem tych, którzy negują to, że nauki empiryczne oferują ostateczne kryterium istnienia. Wprawdzie można wyprowadzić zdanie „Bóg nie istnieje” z przesłanek „Istnieje tylko to, co jest stwierdzalne przez nauki empiryczne” i „Bóg nie może być stwierdzony przez nauki empiryczne”, jednak trudno to uznać za dowód, który przekona teistę.

Heller ma rację, że nauka i filozofia zawsze były związane ze sobą oraz że zawsze tak będzie. Dodaje do tego teologię, lecz to uważam za nietrafne. Nie z powodów historycznych, ale merytorycznych. O ile trudno sobie wyobrazić naukę nieprowokującą do refleksji filozoficznej, o tyle podobna relacja nauki i teologii wydaje się wątpliwa, ponieważ teologiczne zaangażowanie nauki czy też naukowe zaangażowanie teologii opiera się na osobistym przeświadczeniu badacza. Inaczej mówiąc, dla człowieka wierzącego (jeśli nie dla każdego, to przynajmniej dla pewnego typu pojmowania wiary) jest to oczywiste, ale dla niewierzącego jest zgoła inaczej.

To prowadzi do problemu stosunku religii i nauki. Heller odrzuca koncepcję NOMA, tj. dwóch wykluczających się magisteriów, a to znaczy, że uznaje zasadność naukowych argumentów na rzecz istnienia Boga – np. jednym z argumentów jest odwołanie się do matematyczności świata, chociaż Heller nie uważa go za wystarczający, bo wynika z niego tylko istnienie realności ponadempirycznej, a nie Boga. W tym kontekście ja preferuję mówienie o matematyzowalności świata. To ostatnie znaczy, że rzeczywistość można opisać matematycznie, co nie implikuje, że jej byt jest taki jak przedmiotów matematycznych. Wedle mojego poglądu NOMA jest powrotem do teorii dwóch prawd, choć wolę mówić o dwóch różnych językach, nauki i religii, wzajemnie nieprzekładalnych. Jeśli przyjmuje się taką koncepcję Boga jak w chrześcijaństwie, tj. bytu radykalnie odmiennego od rzeczywistości, o której traktuje nauka, trudno uznać, że taki ontologiczny obiekt można określić w języku nauki, nawet częściowo. Odnośna naukowa argumentacja za istnieniem Boga musiałaby polegać na tym, że twierdzenia nauki i tezy teologii pozostają w jakichś wzajemnych relacjach wynikania logicznego lub przynajmniej indukcyjnej konfirmacji. Różność języków zdaje się to wykluczać.

Muszę jednak dodać, że lektura pism Michała powinna skłonić ateistę do poważnego traktowania religii, jako odpowiedzi na istotne pytania egzystencjalne i filozoficzne.

NOMA w moim rozumieniu tego nie wyklucza. Niewierzący nie ma powodu, aby uznać filozoficzne i etyczne argumenty teistów za z góry bezpodstawne i zasługujące tylko na ironiczne wzruszenie ramion. To, że nie zgadzam się np. z katolickim wyjaśnieniem pochodzenia i natury zła, nie znaczy, że mam odmówić poważnej dyskusji nad nim.

Kup numer