fot. Adrian Ślązok/Reporter
Julia Fiedorczuk październik 2019

Jeż na autostradzie: Radosław Kobierski

Poezja Radosława Kobierskiego rozgrywa się w dyskretnych, subtelnie naszkicowanych scenach, których prawdziwość bywa wręcz wstrząsająca.

Artykuł z numeru

Czego szukamy w Kosmosie?

Czego szukamy w Kosmosie?

Poezja Radosława Kobierskiego rozgrywa się w dyskretnych, subtelnie naszkicowanych scenach, których prawdziwość bywa wręcz wstrząsająca. W ostatnich latach nikt chyba nie pisał tak przekonywająco o grozie codzienności, o obcości wpisanej w intymność i czułość. Ostatni tomik Kobierskiego, Coming out (2017), wygrany jest na napięciu między bliskością a dystansem, miłością a wrogością, więzią a więzami, szczęściem a udręką. Intymność / obcość dotyka ludzi żyjących blisko siebie, tworzących związki, budujących rodzinę, ale też samego bohatera tych wierszy: mężczyzny w średnim wieku odkrywającego samotność, na której zbudowana jest indywidualna tożsamość – także płciowa i miłosna.

Sceneria wierszy Kobierskiego to często dom, przestrzeń z jednej strony swojska, z drugiej – trochę przerażająca. Niejednokrotnie obserwujemy bohatera na tle okna lub drzwi, czyli na peryferiach tej przestrzeni. Wewnątrz i na zewnątrz. Na granicy. Jakby uczestnicząc w życiu, jednocześnie pozostawał z boku, obawiając się aktywniejszego w nim uczestnictwa, zarazem tęskniąc za pełnią życia.

W kontekście opisywanych tu napięć przychodzi do głowy znane Freudowskie pojęcie unheimlich, tłumaczone na polski jako „niesamowite”. Unheimlich, jak wyjaśnia ojciec psychoanalizy, odnosi się do tego, co wyszło na jaw, choć powinno było pozostać ukryte; co jest tak bardzo intymnie, poznane, że skrywa się przed świadomością w zakamarkach wypartego – jak niewygodne wspomnienia upchnięte w szufladach starego domu. Napięcie między wnętrzem a zewnętrzem – między tym, co ukryte, i tym, co wychodzi na jaw – wydaje mi się konstytutywne dla całej poezji Kobierskiego (którą można wobec tego rozumieć jako podejmowaną raz po raz próbę coming outu?).

Nie inaczej mają się sprawy w przypadku prezentowanego tu wiersza, choć tym razem poza kontekstem intymnym, rodzinno-sąsiedzkim, mamy do czynienia z zagrożeniem wynikającym z kruchości świata (wzmianki o gęstych popołudniach i wodzie, a także o nadchodzącym końcu porządku odczytuję jako dyskretne nawiązania do kryzysu klimatycznego). Bohaterowie wiersza zajmują się najzwyklejszymi czynnościami: młodzi mają na sobie nieskazitelne lniane ubrania, starsza kobieta siedzi w ratanowym fotelu, dziecko śpiewa, sąsiad pracuje w ogródku. Wszystko jest „na swoim miejscu”, na pierwszy rzut oka jest to scena zgoła idylliczna, poprawny, uporządkowany dom, w którym wszyscy sprawnie odgrywają swoje role. A jednak córki „potrzebują pomocy” – dlaczego?

Fizyczne podobieństwo sąsiada do Ezry Pounda przypomina narratorowi wers z pierwszej Pieśni: „Elpenor, how art thou come to this dark coast?” To Odyseusz („Nikt”, jak przedstawia go Pieśń) wypowiada te słowa, a rzecz dzieje się w zaświatach. Nawiązanie do sceny rozgrywającej się pośród umarłych otwiera opisaną w wierszu sytuację na śmierć: ona, śmierć, jest już obecna, tu, teraz, blisko nas, w nieużytku, z którym walczy mężczyzna, w starej kobiecie (jakiejś matce), a przede wszystkim w tym, który to wszystko widzi i nalewając wody do butelki, myśli o oceanach. Dwa konteksty nakładają się tu na siebie, ekologiczny i literacki. Jak żeglowałoby się Odyseuszowi między wyspami śmieci?

Odyseusz Kobierskiego nie mógłby nigdy wrócić do domu – m.in. dlatego, że nie udałoby mu się z niego wydostać. „Wszyscy jesteśmy na miejscu,” ironicznie konkluduje wiersz, „wszyscy jesteśmy bezpieczni”.

I wszyscy, na tym ciemnym brzegu, rozpaczliwie potrzebujemy pomocy.

 

Radosław Kobierski

Pejzaż sterylny

Ostatnie popołudnia są naprawdę gęste.

Jakbym znalazł się w środku „Trzech sióstr”,

„Letników” lub „Dzieci słońca”. Wewnątrz

Świata białych, lnianych ludzi

Zapatrzonych w nadchodzący koniec

Porządku. Te wszystkie pergole, błyski świateł

Na tarasie, intensywny zapach ogrodu.

Stara kobieta w ratanowym fotelu,

Jakaś matka, być może nawet moja matka

I jej nierozwiązane hasło z krzyżówki.

Śpiew dziecka, być może nawet mojego dziecka,

Dochodzący z pokoju na poddaszu.

Zapamiętałem, co ostatnio powiedziałeś,

Bardzo ważąc słowa, każdą pauzę (w tym

Tę ostatnią, przed wymowną puentą)

„Zawsze chciałem mieć taki dom,

I nigdy nie miałem. Tu wszystko

Jest na swoim miejscu, każda rzecz

Jest dokładnie tam, gdzie być powinna.

A jednak twoje córki potrzebują pomocy”.

Ostatnie popołudnia są naprawdę gęste.

Sąsiad, być może nawet mój sąsiad

Zagląda czasem przez siatkę ogrodzenia.

Od pewnego czasu rozumiemy się bez słów.

Napełniam butelkę wodą z hydrantu

Myśląc „niech oceany będą z tobą”,

A potem długo obserwuję jego walkę

Z nieużytkiem. Cierpliwą i bez skarg.

Jest podobny do Pounda i niemal słyszę –

„Elpenor, how art thou come to this dark coast”?

W krótkich, stanowczych uderzeniach sierpa.

Wszyscy jesteśmy na miejscu.

Wszyscy jesteśmy bezpieczni.

Kup numer