Boris Konstantinowitsch Bilinski, Public domain, via Wikimedia Commons
Monika Świerkosz luty 2022

Kobieta maszyna

 Już od czasów pierwszych mechanicznych lalek widać, że technologia traktowana jak fascynujący, tajemniczy Inny naznaczona została żeńskością i, podobnie jak kobiety w społeczeństwie, musiała zostać poddana kontroli mężczyzn.

Artykuł z numeru

Uchodźców w dom przyjąć

Czytaj także

Dariusz Rosiak

Jaszczury to też ludzie

Lubię robić literackie wycieczki w przeszłość choćby po to, żeby zobaczyć w  niej motywy, które w często zaskakująco przekształconej formie powracają we współczesnej wyobraźni. Ciekawym polem dla tej lustrzanej zabawy okazuje się literatura science fiction, głównie dlatego że odsłania jednocześnie historyczne i  uniwersalne fundamenty kultury. To dzięki tej literaturze najlepiej widać, do jakiego stopnia nauka i wiedza pozostają zawsze „dziećmi swoich czasów”, zaś lęki, pragnienia i fantazje dziedziczymy po odległych przodkach.

W  przeciwieństwie do Frankensteina Mary Shelley, który na stałe wpisał się w naszą wyobraźnię kulturową, inna perełka literatury science fiction została niemal zupełnie zapomniana. To pochodząca z  1886  r. Ewa jutra (L’Eve future) hr. Augusta de Villiers de I’Isle-Adama. Piszę „niemal”, bo powieść, która urzekła Mallarmégo, Verlaine’a, Anatola France’a oraz Borgesa i do dziś uznawana jest za arcydzieło okresu symbolizmu, w pośredni sposób przeniknęła do samego rdzenia nowoczesności. Stało się tak za sprawą kultowego filmu Fritza Langa Metropolis (1927), do którego scenariusz napisała jego żona Thea von Harbou, pastiszując i kompilując kilka znanych utworów literackich. Ta „Królowa Kiczu” – jak ją nazywano, nie zawsze zresztą złośliwie  – z  powieści Villiersa zaczerpnęła motyw sobowtórowej „sztucznej kobiety”, która okazuje się ostatecznie źródłem zguby i dla świata, i dla mężczyzny. Jeśli więc intryguje was ciągle podkreślany i najczęściej niszczycielski związek kobiet i maszyn (czy szerzej: technologii) – silnie eksplorowany przez XX-wieczną popkulturę – to właśnie w Ewie jutra możecie zobaczyć korzenie tego nieoczywistego splotu.

Sam motyw jest oczywiście tak stary jak opowieści o Pigmalionie i Galatei czy stwarzaniu kobiety z żebra Adama, ale przynajmniej od pewnego momentu  – gdy do gry o „rząd dusz” nad wyobraźnią (i, dodajmy, portfelami) ludzi włączyła się nauka – ujawnił on dodatkowe sensy. Już od czasów pierwszych mechanicznych lalek widać, że technologia traktowana jak fascynujący, tajemniczy Inny naznaczona została żeńskością i, podobnie jak kobiety w społeczeństwie, musiała zostać poddana kontroli mężczyzn. Trzeba było wytworzyć ambiwalentny, twórczo-destrukcyjny obraz maszyny, która zagraża ludzkości, by uzasadnić konieczność zapanowania nad nią. Czy to nie zastanawiające, że technologiczne utopie i dystopie odzwierciedlają najczęściej świat męskich faustycznych pragnień i frustracji, choć zwykle w centrum stawiają obraz kobiecego ciała i problem tzw. kobiecej natury, kojarzonej z kłamstwem, pustką, piękną iluzją?

Widzimy to dokładnie w Ewie jutra. Bohaterami powieści są 42-letni Thomas Alva Edison  – natchniony, genialny elektryk i wynalazca, zwany „czarodziejem z Menlo Parku”, oraz lord Ewald – szlachetny, bogaty i  melancholijny młodzieniec, którego głęboki zawód miłosny pozbawił chęci życia. Obsesją pierwszego są zjawiska elektromagnetyczne, zwłaszcza dźwiękowe, oraz ich rejestrowanie, utrwalanie i przesyłanie na odległość, obsesją drugiego – wielkie kobiece oszustwo polegające na maskowaniu braku duszy i inteligencji przez fizyczne piękno. Obu mężczyzn łączy nie tylko braterski duch przyjaźni, która w przeszłości pozwoliła Ewaldowi wydobyć Edisona z nędzy, lecz również poczucie, że świat jest zupełnie inny, niż nam się wydaje, że to, co widzimy, jest tylko zewnętrzną formą. O  ile jednak młody lord, odkrywając wszechobecną sztuczność kobiet, traci wiarę w  sens życia, o  tyle genialny wynalazca właśnie w sztuczności pokłada nadzieję na odnowę etyczną świata.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Sztuczna Ewa”  – zwana w  powieści Andreidą lub Miss Hadaly – w zamierzeniu stanowić ma doskonalszą wersję kochanki Ewalda, która okazała się pustą pięknością, marzącą o sławie śpiewaczki celebrytki. Eksperyment Edisona ma stworzyć kobietę, która zachowując posągową, boską formę Venus Victrix (Wenus Zwycięskiej), obdarzona zostanie głębią intelektualną i etyczną, niepospolitym rozumem i oryginalnością. Villiers ustami Edisona z niezwykłą wręcz drobiazgowością i zapałem dzieli się szczegółami dotyczącymi technologicznych aspektów wytwarzania Andreidy. Za pomocą fachowych terminów opisuje etapy powstawania jej ciała będącego połączeniem metalowej zbroi (złoto i namagnesowane opiłki żelaza), przewodzącej membrany (wibracje, impulsy), obracającego się walca i miękkiej ektodermy (z cieplikami). W brawurowy sposób miesza wiedzę naukową o osiągnięciach technicznych XIX  w. (mikrofon, elektromagnetyzm, fotografia) z mistyczną wyobraźnią (czwarty wymiar, fluidy, substancja promienista) swoich czasów.

Pozostając sztuczną, Andreida ma być na każdym poziomie doskonałą imitacją natury i samych mężczyzn – intelekt nabywa, powtarzając słowa poetów, filozofów i naukowców nagrane na złotym odbiorniku ukrytym w swoim wnętrzu. Tym, co ją ożywia, jest miłość ukochanego, bez której pozostaje tylko zbiorem mechanicznych elementów. I choć na końcu powieści Villiers wprowadza drugą postać kobiecą, Sowianę, przejmującą do pewnego stopnia kontrolę nad Miss Halady, technologiczna utopia sprowadza Andreidę do pięknego obiektu obdarzonego „męską duszą”, „kobiecym fluidem” i pełną zależnością. Oczywiście fantazja ta jednocześnie nie może przynieść mężczyznom wybawienia od ich problemów – wręcz przeciwnie – nie będę jednak zdradzać, na czym fabularnie polega fiasko tego eksperymentu. Nowoczesnego Fausta ery elektromagnetycznej „wieczna kobiecość” nie zaprowadzi już ku niczemu wyższemu.

Z  tego również bierze się niebywały mizoginizm powieści Villiersa, który tylko momentami łagodzi antyfeministyczne tyrady swoich bohaterów. Kończą się one wręcz nawoływaniem do – całkiem dosłownego  – zabijania „złych kobiet”, choć są też wymierzone przeciwko racjonalizmowi, filozofii „zdrowego rozsądku” i  pragmatyzmu, którego nowoczesne kobiety okazują się rzeczniczkami. Może dlatego Ewa jutra czytana była jako dzieło romantyczne, wizjonerskie, zaś jego autor postrzegany był jako „marzyciel szyderca”, wyprzedzający swoje czasy tragiczny idealista, naukowy fantasta, obdarzony niepospolitą wyobraźnią i brawurą. Czy podobnie kultowy status mógłby osiągnąć bliźniaczy tekst kobiecy, ufundowany na tak otwartej mizoandrii?


August de Villiers de I’Isle-Adam

Ewa Jutra

tłum. Ryszard Engelking, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2015, s. 372

Kup numer