70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański

Człowiek z darem widzenia

Była w nim wewnętrzna prawość. I – z gruntu franciszkańska – dobroć. Pamiętam jego uśmiech, dobre oczy i budzącą zaufanie twarz: oblicze człowieka wiarygodnego.

Szanujące się pisma miewają dziś własnych dyrektorów artystycznych. Kiedyś ich funkcje wykonywali redaktorzy techniczni i graficzni, będący nierzadko wybitnymi artystami. I tak np. w dawnym „Tygodniku Powszechnym” prozaicznym, jak mogłoby się zdawać, łamaniem numeru zajmowali się znakomici graficy Eugeniusz Olszak i Stefan Papp czy świetny malarz i witrażysta Jerzy Skąpski (1933–2020).

Do historii polskiej sztuki Skąpski wszedł przede wszystkim jako twórca witraży (wiele z nich zaprojektował wraz z żoną Marią Roga-­Skąpską, zmarłą w 1984 r.). Jego prace można dziś oglądać w wielu kościołach w Polsce (m.in. w nowohuckiej Arce Pana) i za granicą. Swego czasu (mam tu na myśli okres, w którym znaczna część księży umiała jeszcze odróżnić piękno od religijnego kiczu) niezwykle cenili je ludzie Kościoła w Polsce. I nic dziwnego. Bo jak mówi historyk sztuki, dyrektor pijarskiego Centrum Wiara i Kultura w jego rodzinnym Hebdowie, ks. Eugeniusz Grzywacz, prace Jerzego Skąpskiego „pozwalają odczuć prawdziwe sacrum, (…) wyciszają i przybliżają do Boga”.

Nazywano go nieraz Mehofferem naszych czasów. Działo się tak zapewne także z powodu monumentalności niektórych jego dzieł (z tego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na znajdujący się w kościele w Jaworznie witraż o powierzchni 177 m2). Inni – zapewne ze względu na bogactwo wyobraźni, kolorystykę i umiejętność widzenia i ukazywania „świetlistości, cudownej barwności zaświatów” (cyt. za o. J.A. Kłoczowskim) – obdarzali go mianem polskiego Chagalla.

Do redakcji „Tygodnika” Skąpski trafił na początku lat 60. ubiegłego stulecia. Najpierw pojawiał się tam jako student, uczestnik spotkań dyskusyjnych. Wkrótce zadebiutował jako ilustrator, a kiedy zwolnił się etat redaktora technicznego, złożył ofertę pracy, choć odradzał mu to ponoć sam Jerzy Turowicz, który obawiał się, że obowiązki związane z łamaniem pisma opóźnią jego rozwój artystyczny.

Tak się na szczęście nie stało, choć obecność w stosującej wówczas ołów drukarni nie najlepiej wpłynęła na jego zdrowie. Jak wspominał po latach: „Praca była nerwowa i niezdrowa. Poprzedni techniczni z przepracowania zapadali na gruźlicę, co i mnie po kilku latach pracy dopadło. Spędziłem dłuższy czas na leczeniu, do drukarni już nie wróciłem”. Zajął się wówczas organizacją archiwum fotograficznego, tworzył ilustracje do tekstów. Z czasem jego formalne związki z „Tygodnikiem” zaczęły się rozluźniać, do końca jednak, jak sądzę, czuł się członkiem szeroko rozumianego środowiska „TP” i „Znaku”. A dopóki żył Jan Paweł II, dwa razy w roku rysował kartki świąteczne, wysyłane następnie z Krakowa do Watykanu. (Skoro mowa o papieżu, warto wspomnieć, że to właśnie Jerzy Skąpski był autorem biskupiego herbu Karola Wojtyły – krzyża z umieszczoną pod nim literą M).

Pamiętam jego ciepły, przyjazny uśmiech, dobre oczy i budzącą zaufanie twarz. Wspominam też próby podjęte kiedyś przez właścicieli pewnej prywatnej telewizji, przygotowującej blok audycji poświęconych życiu Ewangelią. Nie znali Skąpskiego, ale zobaczyli go na jakiejś fotografii i uparli się, że to właśnie on powinien dla nich pracować – bo ujrzeli w nim człowieka wiarygodnego, kogoś, komu nie sposób nie zaufać.

Była w nim wewnętrzna prawość. I – z gruntu franciszkańska – dobroć. Pan Jerzy nie odmawiał, ilekroć zwracała się doń Fundacja im. prof. Aleksandrowicza, prosząc, by przekazał swój obraz na aukcję, z której dochód przeznaczony był na pomoc chorym na białaczkę. Rozumiał ludzi dotkniętych cierpieniem i współczuł im. Jego witraże zdobią krakowską Klinikę Hematologii i kaplicę w Hospicjum św. Łazarza. On sam był kawalerem Rycerskiego i Szpitalniczego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy, którego reguła wymaga życia zgodnego z zasadami wiary i miłosierdzia wobec potrzebujących.

Jedną z pierwszych książek, opracowanych przezeń graficznie dla wydawnictwa Znak, był benedyktyński mszalik na niedziele i święta. Ukazało się aż pięć wydań (pierwsze w 1964), towarzyszyły one procesowi wdrażania w Polsce posoborowej reformy liturgii – i choćby z tego tylko powodu znaczenie tej publikacji było wtedy ogromne.

Jerzy Skąpski przyłożył się do tego z wielką pieczołowitością, a na koniec podał do druku nazwiska wszystkich osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie, włącznie z metrampażem, który mu potem powiedział, że po raz pierwszy w życiu ktoś zauważył i docenił jego pracę.

Cały Pan Jerzy. Człowiek z darem widzenia.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter