Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański
Janusz Poniewierski lipiec-sierpień 2022

Zmaganie o uczciwość

Do końca życia pozostała katoliczką, choć nie kryła swego rozczarowania Kościołem jako instytucją i była wobec niego mocno krytyczna. Kiedy pytano ją, dlaczego wciąż w nim trwa, odpowiadała, że chce i próbuje go zmienić.

Artykuł z numeru

Rzeczy, które kochamy

Czytaj także

Janusz Poniewierski

Umywanie rąk

Imponujący, choć w Polsce praktycznie nieznany, jest dorobek amerykańskiej teolożki Rosemary Radford Ruether (1936–2022), jednej z pionierek teologii feministycznej, myślicielki, która budowała jej zręby. Opublikowała kilkadziesiąt książek, m.in. rozprawę mariologiczną o Maryi i „kobiecej twarzy” Kościoła oraz fundamentalną pracę o seksizmie przenikającym tradycyjną teologię chrześcijańską (Sexism and God-Talk).

Radford Ruether – analizując różne „miejsca” i źródła teologiczne (również te najbardziej podstawowe, takie jak Biblia) zawłaszczone przez seksistowski i patriarchalny język – domagała się oczyszczenia chrześcijaństwa ze wszystkiego, co odmawia przyznania kobietom pełni ludzkiej godności. Była to, jej zdaniem, konieczność, bo – jak pisała – „idolatrią jest twierdzenie, że mężczyźni są bardziej niż kobiety »na podobieństwo Boga«” (co de facto leży u podstaw teologii pozwalającej na udzielanie święceń jedynie mężczyznom).

Józef Majewski, autor wprowadzenia do myśli Rosemary Radford Ruether, w Leksykonie wielkich teologów XX/XXI wieku określa jej twórczość mianem teologii wyzwolenia (w tym wypadku chodzi przede wszystkim o wyzwolenie od seksizmu i mentalności patriarchalnej, odrzucenie kulturowej dominacji mężczyzn).

Radford Ruether weszła do historii chrześcijaństwa jako współtwórczyni teologii feministycznej, warto jednak zauważyć także inne obszary jej twórczości. Na przykład ważne prace na temat ekoteologii (Gaia and God), chrześcijańskich (wręcz teologicznych!) korzeni antysemityzmu (Faith and Fratricide [Wiara i bratobójstwo]) czy – badanych na przykładzie konfliktu izraelsko-palestyńskiego – związków religii z nacjonalizmem. Nie sposób też nie odnotować jej zaangażowania w obronę praw człowieka oraz udziału w demonstracjach i marszach antywojennych (zwłaszcza przeciwko wojnie w Wietnamie), nierzadko kończących się jej aresztowaniem.

Momentem przełomowym dla całego jej życia okazało się lato 1965 r., które spędziła w Missisipi jako wolontariuszka-współpracowniczka ruchu na rzecz praw społeczności afroamerykańskiej. Po latach przyznawała, że to właśnie wtedy uświadomiła sobie, iż jej powołaniem jest stać po stronie wykluczonych i zmarginalizowanych. Protestować przeciwko wszelkiej niesprawiedliwości.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Pisał kiedyś ks. Józef Tischner, że „to, o czym myśleć trzeba, nie przychodzi u nas z kart książek, lecz z twarzy zaniepokojonego swym losem człowieka”. I dalej: „O jakości filozofii decyduje jakość bólu ludzkiego, który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzać”. Podobne słowa na temat własnej twórczości teologicznej mogłaby, jak sądzę, sformułować również Rosemary Radford Ruether.

Do końca życia pozostała katoliczką, choć nie kryła swego rozczarowania Kościołem jako instytucją i była wobec niego mocno krytyczna (dała temu wyraz już w swojej pierwszej książce The Church Against Itself [Kościół przeciwko sobie]). Odkąd została wyrzucona z pracy w szkole katolickiej (za artykuł o antykoncepcji), mawiała ponoć, że ten, kto chce zachować wolność, nie powinien pracować dla żadnej katolickiej instytucji.

Kiedy pytano ją, dlaczego wciąż – mimo wszystko – trwa w Kościele rzymskim, odpowiadała, że chce i próbuje go zmienić. A to jest możliwe jedynie od wewnątrz.

Czytaj także

Umywanie rąk

W Polsce ukazała się, jak dotąd, tylko jedna jej książka: W domu i na całym świecie – zapis korespondencji prowadzonej przez młodą wówczas teolożkę z Tomaszem Mertonem. Listy te robią duże wrażenie przede wszystkim ze względu na obecną w nich pasję szukania prawdy – i niedające spokoju pytanie o własną uczciwość intelektualną. O to, „czy można naprawdę być jednocześnie rzymską katoliczką i osobą uczciwą”.

Warto czytać Rosemary Radford Ruether. I trzeba wreszcie zacząć ją w Polsce tłumaczyć i wydawać. Jej wiara – nieustannie szukająca zrozumienia i nieuciekająca od trudnych pytań – mogłaby dziś pomóc wielu ludziom.

PS Żałuję, że w odpowiednim momencie, w marcu br., nie odnotowałem 100. rocznicy urodzin Stanisławy Grabskiej (1922–2008), autorki nie tak istotnej, rzecz jasna, dla dziejów teologii (i nie tak radykalnej) jak Radford Ruether, ale także odważnej i mądrej.

Kup numer