Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański
Janusz Poniewierski grudzień 2021

Biskupi u progów

Jeden z biskupów usłyszał w Rzymie głos niesłusznej, jego zdaniem, krytyki pod adresem Kościoła w Polsce; drugi krytykowany się nie poczuł, przeciwnie: wizyta w Watykanie umocniła go w przeświadczeniu, że urzędnicy Kurii Rzymskiej chwalą drogę, którą od lat podąża nasz Kościół.

Artykuł z numeru

Przyjemność w czasie niepokoju

Czytaj także

Karol Kleczka

Jesień Kościoła w Polsce

Wizyta ad limina apostolorum to cykliczne spotkanie episkopatu danego kraju z papieżem i zwierzchnikami urzędów watykańskich. Jej celem jest umocnienie więzi z biskupem Rzymu, przedstawienie sprawozdań podsumowujących stan poszczególnych diecezji, rozmowa na temat problemów, z jakimi mierzą się Kościoły lokalne. Z powodu pandemii dotychczasowy rytm tych spotkań został zakłócony, stąd też zaproszenie polskich biskupów do Rzymu wydało się niektórym wystosowane w trybie nagłym. Pojawiły się głosy, że chodzi o wezwanie na dywanik. Oczekiwano nawet, że – tak jak stało się to w 2018 r. z biskupami chilijskimi – do dymisji poda się cały episkopat, a przynajmniej że zasugeruje mu to papież. Nawiasem mówiąc, według sondażu agencji Kantar nadzieję taką żywiła aż połowa ankietowanych.

Nic takiego się nie wydarzyło, jednak od jednego z księży usłyszałem, że jego ordynariusz faktycznie oddał się do dyspozycji papieża, a ta dymisja nie została przyjęta. Ale może to tylko plotka?

Z relacji wielu biskupów wynika wręcz, że żadnego „dywanika” nie było (bp Galbas: „Jeśli tak miałby wyglądać dywanik, to życzę każdemu takich wezwań”), choć już np. abp Ryś mówi: „Czy to był dywanik, tego nie wiem, była to jednak poważna rozmowa na temat problemów”, jakie przeżywa dziś Kościół.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Ze względu na liczebność polskiego episkopatu wizyta w Watykanie odbywała się w czterech grupach (4–29 października). I choćby z tego tylko powodu niełatwo tu o syntezę. Zdaniem rzecznika Konferencji Episkopatu do najważniejszych tematów poruszanych w rzymskich dykasteriach należały m.in.: osłabienie wiary Polaków, metody ewangelizacji (szczególnie ludzi młodych), rola świeckich, relacje Kościół–państwo, „zachwiany autorytet biskupów”, formacja duchowieństwa, kryzys rodziny, a także migracja, zwłaszcza w kontekście sytuacji na polskiej granicy, oraz wykorzystywanie seksualne nieletnich przez duchownych.

Ten ostatni problem wracał w trakcie wielu spotkań, choć – jak podkreśla KAI – nie dominował. Niemniej w pamięci wielu Polaków na długo pozostanie wypowiedź abp. Gądeckiego skarżącego się na drastyczność kar kanonicznych, nakładanych na hierarchów winnych tuszowania przestępstw molestowania seksualnego. (Według KAI przewodniczący KEP mówił o „niedociągnięciach, uchybieniach czy zapomnieniu” [!] biskupów. Warto w tym kontekście zauważyć, że obecny wtedy w Rzymie abp Dzięga, wobec którego toczy się w Watykanie postępowanie wyjaśniające, kilkanaście dni później wcielił się w rolę narodowego kaznodziei, wygłaszającego w TVP orędzie na dzień Wszystkich Świętych).

Jak przyznał potem abp Gądecki, kard. Ouellet z Kongregacji ds. Biskupów „był trochę tym [jego] głosem zaskoczony”. A tydzień później, zwracając się do kolejnej grupy biskupów, kardynał-prefekt mówił o potrzebie „zmiany mentalności”, która powinna na pierwszym miejscu stawiać wrażliwość i cierpienie osób poszkodowanych.

Interesująca wydaje się równoległa lektura wypowiedzi poszczególnych biskupów na temat ich wizyty ad limina. Oto np. abp Gądecki czuł się w Watykanie jakby niezrozumiany i musiał korygować „obraz lansowany przez media liberalne (…), jakobyśmy [my, tzn. Kościół w Polsce] byli powiązani z jedną partią polityczną”; z kolei abp. Jędraszewskiego mile zaskoczyło „przekonanie [urzędników Kurii Rzymskiej, jak mniemam] (…), że Kościół w Polsce jest płucem, którym oddycha cały Kościół europejski”.

Jeden usłyszał zatem głos niesłusznej, jego zdaniem, krytyki pod adresem Kościoła w Polsce; drugi krytykowany chyba się nie poczuł, wręcz przeciwnie: dostrzegł „wielkie oczekiwanie skierowane w naszą stronę”, a także „trochę takiej bożej zazdrości o to, co u nas nazywa się pobożnością ludową”. „Czujemy się przekonani – mówił – że tą drogą (…), którą od lat idziemy, wciąż powinniśmy dalej podążać”.

Inna rzecz, iż urzędnicy watykańscy – co przyznaje np. abp Ryś – nierzadko faktycznie „zaczynali spotkanie od stwierdzeń, że Kościół w Polsce jest silny (…). Dobrze to usłyszeć, ale potem trzeba porozmawiać o tym, jak jest rzeczywiście”.

Brak miejsca nie pozwala mi już na podjęcie problemu uchodźców, niemniej z relacji płynących z Rzymu wynika, że był to temat istotny. Dający polskim hierarchom do myślenia. Jak stwierdził potem jeden z nich: „Czasami w tej kwestii brakuje biskupom głosu prorockiego”. I dalej: „Nasz głos nie jest dość ewangeliczny i zdecydowany”.

Najwyższy czas to zmienić.

7 listopada 2021 r.

Kup numer