70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nostra aetate – i co dalej?

Czym jest nowa katolicka teologia judaizmu? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, czytając soborową deklarację Nostra aetate i analizując konsekwencje, jakie jej treść niesie dla teologii i naszego stosunku do Żydów i judaizmu.

To brzmi jak banał, niemniej my, katolicy, winniśmy to sobie wciąż na nowo przypominać i uświadamiać: czwarty punkt deklaracji Nostra aetate jest kamieniem milowym w dziejach relacji katolicko-żydowskich. Takie kamienie nie są nigdy jedynie punktami dojścia, ale i punktami wyjścia. Przypominają o celu wędrówki, który nie został jeszcze osiągnięty. Wskazują dalszą drogę – i „mówią”, że warto iść naprzód.

Na przykładzie tej deklaracji dobrze widać, czym jest w Kościele tradycja: źródłem „żywej” (świeżej) wody, a nie cysterną do przechowywania wody stojącej i narażonej na zmętnienie. W tekście tym bowiem – mimo jego niskiej rangi doktrynalnej (to „tylko” deklaracja) – wciąż tkwi ogromny potencjał do zmiany myślenia i działania. Jak napisano w 2015 r. w ogłoszonych przez Stolicę Apostolską „Refleksjach o kwestiach teologicznych odnoszących się do relacji katolicko-żydowskich”: „Nostra aetate (nr 4) słusznie zaliczana jest do tych dokumentów II Soboru Watykańskiego, które były zdolne, by od tej pory w sposób szczególny wpłynąć na nowy kierunek Kościoła katolickiego” (podkreśl. moje – J.P.).

Były do tego zdolne i – przynajmniej w odniesieniu do czwartego punktu Nostra aetate – rzeczywiście znacząco nań wpłynęły i wciąż wpływają. I nie chodzi tu jedynie o ów jednorazowy „przewrót kopernikański”, jakim było nowe spojrzenie na judaizm, ani o zmianę kościelnej praktyki w odniesieniu do Żydów, ale i o to, że w ciągu ostatnich 50 lat Nostra aetate sukcesywnie zmieniała katolicką teologię. Mówił o tym – podczas sesji zorganizowanej w Warszawie przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów (jesienią 2015) – bp Grzegorz Ryś, ukazując głębokie różnice, dzielące komentarze teologiczne, pisane tuż po publikacji Nostra aetate i dużo później. Tekst deklaracji jest oczywiście ten sam – to nasze widzenie staje się coraz wyraźniejsze. Dzięki poniekąd wpisanej w nią zdolności „wpływania na nowe kierunki” myślenia (głównie chrześcijan, ale i Żydów, którzy gotowi są tę deklarację czytać i nad nią medytować) coraz głębiej wnikamy w jej tekst. Zaczynamy dostrzegać takie możliwości interpretacji, o jakich pół wieku temu jeszcze w ogóle się nam nie śniło. W tej sytuacji trudno się dziwić, że autorzy wspomnianych „Refleksji…” widzą w Nostra aetate „nowy impuls dla przyszłości”, „punkt wyjścia do pogłębienia myśli teologicznej, tak aby wzbogacić i zintensyfikować wymiar teologiczny dialogu żydowsko-katolickiego”.

Długa jest lista tematów stricte teologicznych, którymi powinni się zająć (i już się zajmują m.in. w ramach Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów) przedstawiciele obu tradycji religijnych, kontynuując dialog rozpoczęty pół wieku temu. Osobnym zagadnieniem jest dalsza praca nad „oczyszczeniem pamięci”, a także namysł nad możliwościami współdziałania w dziele „naprawy świata” (tikkun olam). To ostatnie dotyczy m.in. troski o środowisko, ale i budowania pokoju między ludźmi, narodami i religiami. Problemem prawdziwie palącym jest w tym kontekście otwarcie się na muzułmanów. Pisał kiedyś Stefan Wilkanowicz, że jednym z najważniejszych wyzwań XXI w. będzie trialog chrześcijańsko-żydowsko-muzułmański. My, chrześcijanie, będąc jedną ze stron owego trialogu, możemy też odgrywać rolę pośrednika pomiędzy potomkami Izaaka i Izmaela. Możemy im pomóc w spotkaniu i nawiązaniu braterskiej rozmowy (bez naszego pośrednictwa takie spotkanie mogłoby okazać się dla obu stron zbyt trudne. To zatem kwestia odpowiedzialności).

Ważny postulat, dotyczący dalszego oddziaływania tej deklaracji na Kościół, zgłosił niegdyś niemiecki teolog Hanspeter Heinz. Jego zdaniem zasadnicze jest pytanie o to, „co Bóg, poprzez judaizm, chce powiedzieć naszej własnej religii” (tj. chrześcijaństwu). Bo rzetelny dialog nie może polegać na „polityce” i strategii, ale powinna być w nim obecna świadomość, że mogę być przez drugiego obdarowany.

 

W Polsce – mówi żydowski intelektualista Paweł Śpiewak – dialog chrześcijaństwa z judaizmem jest szczególnie trudny, „gdyż w naszym kraju nie ma już prawie Żydów. (…) Kościół w Polsce znajduje się w sytuacji, którą określiłbym jako potrzebę znalezienia sobie partnera do rozmowy. Nie może się on oglądać na stronę żydowską, ale musi sam podjąć pewien wysiłek samokształcenia i samowiedzy na temat judaizmu bez względu na to, ilu jest Żydów w naszym kraju. (…) Musi on, w dużym stopniu w osamotnieniu, zajmować się judaizmem, tym bardziej że w jego łonie, jak na razie, brak jakiejś idei, która pozwoliłaby pchnąć istotnie ten dialog do przodu”. I dalej: „Kościół w Polsce nie może się bać trudnych problemów, ale z odwagą je podejmować. Najważniejsze jest czytanie i egzegeza Biblii. (…) Chodzi nie tylko o wspólne oddawanie czci Bogu, ale o intelektualne wgłębianie się w teksty, w ich sens wraz ze znajomością historycznych egzegez i kontekstów kulturowych. Przed nami dużo pracy, ale warto ją podjąć”.

Chrześcijańskim krytykom dialogu najłatwiej wskazywać winy leżące po stronie żydowskiej (m.in. niedostateczną znajomość nauczania Kościoła, obojętność, brak zainteresowania dialogiem – ze strony większości Żydów). Trzeba jednak uderzyć się przede wszystkim we własne piersi i po naszej stronie dostrzec te same winy i zaniedbania.

Kluczowy jest zatem wgląd we własne sumienia, walka z wciąż zakorzenionym w naszych środowiskach antysemityzmem, głębsza niż dotąd wiara w to, że – jak powiedział kiedyś Pius XI – „duchowo wszyscy jesteśmy Semitami”, a bez Abrahama i Mojżesza nie byłoby Jezusa.

A także świadomość, że bez względu na to, ilu Żydów zasiada z nami do dialogu, jest on potrzebny – ba, niezbędny! – samemu Kościołowi, ażeby zrozumiał sam siebie.

Myśląc o katolickiej recepcji deklaracji Nostra aetate, musimy więc podjąć dialog katolicko-katolicki (i wewnątrzchrześcijański, bo w sytuacji, w której zamiera w Polsce ekumenizm, warto go ożywić, poszerzając o dialog na temat Pierwszego Przymierza. Moim zdaniem, głęboko prawdziwa jest teza postawiona przez Jana Grosfelda, iż „dialog z judaizmem jest elementem jedności chrześcijan, ponieważ bez korzeni nie ma jedności”). Trzeba, by nauczanie zawarte w Nostra aetate (i wciąż rozwijane przez Kościół) stało się wreszcie przedmiotem rzetelnej formacji w seminariach duchownych i na fakultetach teologicznych. A kto (tak jak niektórzy profesorowie katolickich uczelni w Polsce) mówi, że wykład o relacjach chrześcijańsko-żydowskich i o Zagładzie to niezrozumiałe „uprzywilejowanie jednego narodu”, zamyka oczy i uszy na to, co „Duch mówi dziś do Kościoła”. I tu nie chodzi wcale o tzw. poprawność polityczną, ale o sam rdzeń eklezjologii. Dzięki Vaticanum II (i temu, co – również dzięki św. Janowi Pawłowi II – uczy na ten temat Kościół) wiemy już, że przymierze Boga z Abrahamem i jego dziećmi nie zostało nigdy odwołane. Czy wolno nam zatem pominąć (albo relatywizować, odnosić jedynie do Kościoła) słowo samego Boga: „Będę błogosławił tym, którzy ciebie [Izraela, który jest Ludem Bożym] błogosławić będą, a tym, którzy tobie [Izraelowi] będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi” (Rdz 12, 3)?

W dzisiejszej Europie, w Polsce (i, niestety, także w naszym Kościele lokalnym) wzrastają nastroje antysemickie, antyislamskie, antyimigracyjne… Musimy wobec nich zająć stanowisko, jakie dyktuje nam Ewangelia. Tak, abyśmy w przyszłości za to (i towarzyszące tym postawom milczenie) nie musieli się wstydzić i prosić o wybaczenie.

Koniec.

_

Poprzednie odcinki cyklu zostały opublikowane w nr. 717, 718, 721, 725, 726, 728, 729, 731 i 733 miesięcznika „Znak”. Można je nabyć w formie drukowanej lub elektronicznej na stronie www.miesiecznik.znak.com.pl

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter