70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. P. Podkościelny

Cietrzew i ziarenka złota

Dziełem jego życia jest Bolesław Chrobry. To nie „tylko” opowieść o czasach piastowskich, w które wszedł głęboko, rekonstruując nawet język, jakim mogli mówić poddani króla Bolesława. To raczej „suma” jego przemyśleń o człowieku, Polsce, mechanizmach rządzących historią. Oraz o moralności – także tej politycznej.

Współpracownicy Antoniego Gołubiewa (ur. 1907) zapamiętali go jako mędrca, filar środowiska „Tygodnika Powszechnego” i Znaku, autora tekstów uznawanych za programowe. Takich choćby jak: esej Dlaczego jestem katolikiem? („Znak”, 1951), pisana po Październiku ’56 deklaracja ideowa Dlaczego bierzemy udział w sprawach politycznych? („TP”, 1957) czy pierwsza książka opublikowana przez nowo powstałe Wydawnictwo Znak – Listy do przyjaciela. Gdy chcemy się modlić (1959).

Gołubiew budził wielki szacunek, choć pierwsze wrażenie, jakie sprawiał, nie zawsze było korzystne. Pewien wyrafinowany i elegancki dżentelmen opowiadał o nim z niejakim zdziwieniem, które szybko przekształciło się w fascynację: „(…) w masywne cielsko, byle jak odziane, wrzucał mnóstwo śliżyków i innych smakołyków (…), a po całym dniu pracy łupił z zapałem w brydża. Nie mówił żadnym obcym językiem – tym bardziej zadziwiać mogły olśniewające jego przemyślenia tyczące na przykład polityki mocarstw”. Słuchanie go wymagało ogromnej cierpliwości. Wypowiadał się bowiem „z trudem. Sapał, milkł, przerywał sobie, robił dygresje, kołował – wspomina ks. Adam Boniecki. – Do tego mówił chwilami dosyć niewyraźnie i cicho. Początkowo wydawało się, że rodzące się w boleściach słowa i zdania są potwornie banalne, oczywiste, ale po chwili zaczynały się pojawiać ziarenka złota”. Z tego względu porównywano go nieraz do cietrzewia, „takiej wielkiej puszczańskiej kury, która grzebie w ziemi i wygrzebuje wielki kopiec piasku”. W piachu, w którym grzebał Pan Antoni, zwany przez przyjaciół Tolem, zwykle roiło się od grudek cennego kruszcu.

Nie były to „szkiełka” błyskotliwej erudycji, ale ziarna prawdy. W ich szukaniu Gołubiew był uczciwy aż do bólu. Tkwiła w nim istna obsesja prawdy. Hanna Malewska zapamiętała jego niepokój towarzyszący pisaniu tekstów: niemal nigdy nie był pewien „czy to przylega [już] do prawdy, czy jeszcze trzeba drążyć głębiej”. Nic dziwnego, że skory zwykle do kpin Kisiel w swoim Abecadle pominął milczeniem różne jego śmiesznostki i mówił o nim tonem śmiertelnie poważnym: „wielki człowiek, bardzo głęboki”.

Z wykształcenia i pasji był historykiem. On dzieje nie tylko znał, ale rozumiał i czuł. Według Stanisława Stommy, z którym przyjaźnił się od lat szkolnych, to „»czucie historii« miało dwa wymiary. Z jednej strony plastyczna wizja historii, odtwarzanie zdarzeń i odnajdywanie ukrytych jej motorów. Z drugiej – moralne czucie historii. To ostatnie niezwykle silne. Każde wydarzenie historyczne, nad którym się zastanawiał, wartościował etycznie”. W tym właśnie tkwiło źródło jego zaangażowania w życie publiczne: „Dramat historii współczesnej (…) stawał się jego dramatem, nie było przed tym ucieczki”.

Wydał wiele ważnych książek, ale zarówno on sam, jak i krytycy za dzieło jego życia uznawali wielotomową powieść Bolesław Chrobry. Gołubiew pisał ją przez 35 lat. Zaczął jeszcze przed wojną. A potem – na Wileńszczyźnie i podczas długiej wędrówki do Krakowa – chronił ów bezcenny dlań rękopis przed zniszczeniem, kradzieżą czy konfiskatą, „tak jakby chronił cząstkę siebie, kawałek własnego życia”. Bo Chrobry nie był tylko opowieścią o czasach piastowskich, w które wszedł głęboko, rekonstruując nawet język, jakim mogli mówić poddani króla Bolesława. To była raczej „suma” jego przemyśleń o człowieku, Polsce, mechanizmach rządzących historią. Oraz o moralności – także tej politycznej.

Antoni Gołubiew, realista, widzący, że „każdy z nas jest tylko włóknem w wielkim drzewie, nitką w osnowie, drobiną w ogromnym i skomplikowanym organizmie”, był jednocześnie marzycielem. „Jego marzeniem, wciąż się przebijającym [również na kartach powieści] była polityka o wielkich wymiarach moralnych” (Stomma).

Nie doczekał czasów Solidarności ani zmieniających mapę Europy owoców pontyfikatu Jana Pawła II. Zmarł 27 czerwca 1979 r., kilkanaście dni po zakończeniu pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski i dokonanym na krakowskich Błoniach „wielkim bierzmowaniu dziejów”, którego istotę (w swej wizji marszu całego narodu ku „jakiemuś celowi mistycznemu”, wielkiej moralnej odnowie) w pewnym sensie przewidział.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata