70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. P. Podkościelny

Błysk w oku

Wciąż widzę Zbyszka z jego niesforną czupryną i charakterystycznym błyskiem w oku. Dla tych, których do siebie zraził niekonwencjonalnym sposobem bycia, był to – być może – błysk szaleństwa. Dla innych, oczarowanych rozległością jego zainteresowań, mógł to być nawet przebłysk geniuszu.

Był duchem niespokojnym. Nie mógł – nie potrafił? – zagrzać na stałe miejsca. Zmie­niały się więc redakcje pism, z którymi współ­pracował, a on „przelatywał” przez nie niczym meteoryt. Zostawiał po sobie jakiś mniej lub bardziej wyraźny ślad, czasem palił za sobą mosty i wędrował dalej…

Ostatnim stałym miejscem jego zatrud­nienia okazał się Szpital Psychiatryczny im. Babińskiego w Kobierzynie. To chyba dzięki osobistym kontaktom, jakie tam nawiązał, Zbi­gniew Baran – bo o nim mowa – napisał Sobo­wtóra: bardzo dobrze przyjętą sztukę o schizo­frenii. Wystawiono ją (powtórnie) 29 czerwca 2016 r. w siedzibie Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego. Podaję tę datę, bo jest ważna: przed rozpoczęciem spektaklu do zebranych dotarła wiadomość o nagłej śmierci autora dramatu.

Od tamtego dnia minął już rok, a ja wciąż widzę Zbyszka z jego niesforną czupryną i cha­rakterystycznym błyskiem w oku. Dla tych, któ­rych do siebie zraził długimi monologami i nie­konwencjonalnym sposobem bycia, był to – być może – błysk szaleństwa. Dla innych, oczaro­wanych jego wiedzą, pewnego rodzaju wizjonerstwem, pasją i roz­ległością zainteresowań, mógł to być nawet przebłysk geniuszu.

Rozprawy doktorskiej o Klaczce, wieńczącej jego studia z poli­tologii i historii idei, nigdy nie obronił (choć, zdaniem przyjaciół, prawie ją ukończył); zamiast niej wydał książkę Itaka Juliana Klaczki (1998). Wcześniej, dużo wcześniej, zaistniał publicznie jako redaktor miesięcznika „Znak” (i współautor ukazującej się tam Kroniki krakowskiej), sekretarz redakcji „Dekady Literackiej” (i ini­cjator jej dwóch numerów monograficznych poświęconych Europie Środka), członek zespołu „Res Publiki”… Swoistym paszportem do świata kultury okazała się dla Zbyszka zredagowana przezeń praca o Krakowie, który – z wyboru – stał się jego miastem (Kraków – dialog tradycji). Książka, przygotowana z okazji odbywającego się w Krakowie (w 1991 r.) sympozjum KBWE poświęconego dziedzictwu kulturowemu, ukazała się w trzech językach i zawierała teksty m.in.: Chrzanowskiego, Dedeciusa, Kantora, Turowicza, (Andrzeja) Vincenza i (Jacka) Woźniakowskiego.

Kraków… otworzył przed nim wiele drzwi i stał się początkiem przyjaźni, jaka połączyła go z niektórymi autorami tej księgi, np. z Tade­uszem Chrzanowskim. Już po śmierci Profesora Zbigniew Baran zaopiekował się jego spuścizną literacką i fotograficzną. To jego dziełem jest niezwykła, przepięknie wydana książka: Na założenie albumu. Wiersze, przekłady, opo­wiadania, fotografie, listy Tadeusza Chrzanow­skiego. Publikacji listów Chrzanowskiego i Zbi­gniewa Herberta: „Mój bliźni, mój bracie”, nad którymi pracował przez ostatnie lata (mozolnie je odcyfrowując, a potem przepisując na swoim starym, często psującym się komputerze), już nie doczekał.

Imponujący jest biogram Zbigniewa Barana: stypendysta „Kultury”, austriackiego Minister­stwa Spraw Zagranicznych, Goethe Institut, lon­dyńskiej Polonia Aid Foundation Trust… Impre­sario teatru Cricot 2 na Międzynarodowym Festi­walu Franza Kafki w Pradze. Kurator wystawy: Krzysztof Penderecki – Itinerarium. Animator kultury, redaktor, autor tekstów publicystycz­nych. Z jego artykułów – ogłaszanych m.in. na łamach „Kultury” (paryskiej) i „Twórczości”, kwartalnika „Exit. Nowa Sztuka w Polsce” i „Tygodnika Powszechnego” – można by złożyć wiele książek.

Spośród tych, które ukazały się za jego życia, szczególnie ważna jest dla mnie Apokalipsa i nadzieja. Portrety współczesne, tom zbierający rozmowy Zbyszka z twórcami kultury – ludźmi, którzy go „intrygowali i fascynowali”. W wywiadach tych – pisał we wstępie – starał się zwłaszcza „udokumentować postawy odstępcze, inte­lektualny sprzeciw i innowierstwo” oraz „bliską [mu] ideę buntu i przekory”.

Przekory? Trudno mi oprzeć się wrażeniu, iż słowo to nieźle oddaje pewien rys zawodowej biografii Zbigniewa Barana. Czło­wieka, bez wątpienia, wybitnego, a jednocześnie dotkniętego jakimś rodzajem społecznej dysfunkcjonalności sprawiającej, iż wielu z nas nie potrafiło dostrzec i należycie docenić jego talentów.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata