70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zgłębiając tajemnicę Kościoła

Czym jest nowa katolicka teologia judaizmu? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, czytając soborową deklarację Nostra aetate i analizując konsekwencje, jakie jej treść niesie dla teologii i naszego stosunku do Żydów i judaizmu

O relacjach chrześcijańsko-żydowskich mówi dopiero pkt 4 deklaracji Nostra aetate. Jej autorzy postanowili bowiem zacząć od tego, co w życiu człowieka najbardziej fundamentalne: od dręczących go pytań egzystencjalnych (pkt 1) i „zmysłu religijnego” przenikającego różne kultury. Z szacunkiem – choć bardzo ogólnie – wspomina się zatem o religiach naturalnych, krótko omawia hinduizm i buddyzm (pkt 2), by nieco więcej miejsca poświęcić jednej z wielkich religii monoteistycznych, jaką jest islam (pkt 3).

Wszystkie wymienione i tak bardzo się od siebie różniące religie łączy to, że są wobec chrześcijaństwa całkowicie zewnętrzne. Inaczej jest w przypadku judaizmu – i soborowy dokument różnicę tę dostrzega i podkreśla. Pkt 4 deklaracji rozpoczyna więc fraza niezwykła: „Zgłębiając tajemnicę Kościoła, (…) Sobór pamięta o więzi, jaką został duchowo złączony lud Nowego Przymierza z potomstwem Abrahama”. Warto przyjrzeć się bliżej już pierwszej części tego zdania, mówiącej o „zgłębianiu tajemnicy Kościoła”. Interpretację tych słów i ich dookreślenie znajdziemy w − przyjętym dziewięć lat później (1974) przez watykańską Komisję ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem – dokumencie zatytułowanym „Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie deklaracji soborowej Nostra aetate nr 4”. Czytamy tam, że: „Problem stosunków między Żydami i chrześcijanami dotyczy Kościoła jako takiego (…). Problem ten nie traci więc znaczenia nawet w tych regionach, gdzie nie ma wspólnoty żydowskiej”.

Oznacza to, iż dialog chrześcijańsko-żydowski nie jest / nie powinien być sprawą jedynie pasjonatów, jak np. dialog z esperantystami (a tak, niestety, bywa nieraz traktowany), ani też nie dotyczy tylko chrześcijańsko- -żydowskich „stosunków dobrosąsiedzkich” (czyli miejsc, w których religie te ze sobą współistnieją i mogą współpracować na rzecz „naprawy świata”). Stanowi natomiast ważną kwestię eklezjologiczną, dotyka samego rdzenia Kościoła, jest niezwykle istotny dla jego tożsamości. Rozumiał to papież Jan Paweł II, który zagadnienie to wielokrotnie komentował i wyjaśniał. Np. w Moguncji (1980), kiedy powiedział, że „spotkanie między Ludem Bożym Starego Przymierza (…) a Ludem Nowego Przymierza jest zarazem dialogiem wewnątrz naszego Kościoła”. Albo w trakcie rzymskich obchodów 25. rocznicy uchwalenia Nostra aetate (1990): „Refleksja Kościoła nad swoją misją i naturą wiąże się nierozłącznie z refleksją nad plemieniem Abrahama i naturą ludu żydowskiego. Kościół jest w pełni świadomy, iż Pismo Święte świadczy, że Żydzi, ta wspólnota wiary i strażnicy tradycji liczących tysiące lat, stanowią nieodłączną część »misterium« objawienia i zbawienia”.

Refleksja ta, dodajmy, ma również ogromne znaczenie dla wewnątrzchrześcijańskiego ruchu ekumenicznego. Mówią o tym cytowane już „Wskazówki i sugestie…”: „Problem stosunków między Żydami i chrześcijanami (…) posiada także wymiar ekumeniczny (…) [i] przyczynia się do poszukiwania jedności w Chrystusie, kamieniu węgielnym”. W Polsce ten aspekt relacji chrześcijańsko-żydowskich szczególnie mocno podkreśla w swych publikacjach Jan Grosfeld, dla którego stosunek do judaizmu jest warunkiem drogi do jedności chrześcijan. Trudno w tym miejscu nie zauważyć, że – na mocy decyzji kolejnych biskupów Rzymu – instytucja prowadząca dialog chrześcijańsko-żydowski na szczeblu Kościoła powszechnego działa w ramach Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, a nie Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.

Kiedy się to wszystko dogłębnie przemyśli, nie sposób nie zgodzić się ze zdaniem ojców Soboru, iż Kościołowi nie wolno zapomnieć o tej szczególnej duchowej więzi łączącej „lud Nowego Przymierza z potomstwem Abrahama”, chrześcijaństwo z judaizmem. Do jej opisania posoborowi papieże używają często określeń zaczerpniętych z życia rodzinnego. „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i, w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi” – powie więc Żydom Jan Paweł II (1986). I choć w słowach tych pobrzmiewa być może jakaś ostrożność („w pewien sposób”, „można by powiedzieć”), nie znajdujemy jej już w późniejszych wypowiedziach tego papieża, nazywającego Żydów expressis verbis „starszymi braćmi w wierze”. Z kolei Benedykt XVI wolał określać ich raczej jako „ojców w wierze”, bo − jak mówił − „zwrot ten jeszcze wyraźniej ukazuje naszą wzajemną relację”.

W tym kontekście podnosi się nieraz zarzut niesymetryczności owego stosunku braterstwa / synostwa. No bo skoro Żydzi są według nas, chrześcijan, naszymi „starszymi braćmi” (albo „ojcami”) – powiadają krytycy dialogu z judaizmem – to czy my, chrześcijanie, jesteśmy dla Żydów „braćmi młodszymi” („synami”)? Owszem, znam Żydów, np. rabina Michaela Schudricha, którzy nazywają chrześcijan swymi „młodszymi braćmi”. Znam i takich, którzy są chrześcijaństwu głęboko wdzięczni za to, że dzięki niemu cały świat mógł poznać Boga Izraela i Biblię hebrajską. Oczywiście nie jest to postawa powszechna. Nie można jednak zapominać, że lud żydowski, wybrany przez Boga jako pierwszy, dla zrozumienia swej tajemnicy nie potrzebuje wcale chrześcijaństwa, tak jak ono koniecznie potrzebuje judaizmu. Że – innymi słowy – ta relacja z definicji musi być niesymetryczna. Trochę podobnie rzecz ma się z islamem, przyznającym się do dalekiej więzi z chrześcijaństwem („Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, muzułmanie oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają” – Nostra aetate, pkt 3), gdy tymczasem ono bez islamu doskonale potrafi się obejść.

Mówiąc o Żydach jako „starszych braciach w wierze”, warto pamiętać, iż nie chodzi tu jedynie o chronologiczne pierwszeństwo Abrahama i Mojżesza przed Jezusem, czyli o to, że są oni „starsi”, bo „pierwsi”. To „starszeństwo” bowiem ma daleko idące konsekwencje, również praktyczne. „Nasza postawa wobec religii żydowskiej ma być postawą najwyższego szacunku (…). Gdy chodzi o sam naród żydowski, katolicy powinni mieć [dla niego] nie tylko szacunek, ale również wielką braterską miłość” (Jan Paweł II, 1986). A także, dodajmy, pewien rodzaj pokory, jaka w normalnych wspólnotach winna charakteryzować relacje „młodszych” ze „starszymi”.

Jaka jest istota tej – będącej źródłem zagubionego przez wieki braterstwa – duchowej więzi Izraela z Kościołem? Odpowiadając na to pytanie, autorzy Nostra aetate mówią przede wszystkim o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa i o pierwszym Przymierzu – „Przymierzu nigdy nieodwołanym” – opisanym w Księdze zwanej przez chrześcijan Starym Testamentem. I przywołują fundamentalny dla tej kwestii List św. Pawła do Rzymian, stwierdzając, iż „Kościół karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów (por. Rz 11, 17‒24)”.

Do argumentów tych trzeba będzie jeszcze wrócić i je rozwinąć. Choćby po to by – za św. Janem Pawłem II – móc z pełnym przekonaniem powtórzyć, że treść Nostra aetate nie jest jedynie duszpasterską wskazówką (którą można by puścić mimo uszu), ale „nauczaniem, którego należy się trzymać i które trzeba przyjąć (…) jako wyraz wiary, jako natchnienie Ducha Świętego, jako słowo Bożej Mądrości” (1985). Deklarację o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich kończy protest przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji i skierowane do chrześcijan wezwanie, by traktowali każdego człowieka jak brata (pkt 5) – wszyscy przecież jesteśmy „dziećmi jednego Boga”.

Cdn.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata