70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie lękajmy się stanąć w prawdzie

Głównym zarzutem wobec Kościoła nie jest to, że zdarzają się księża pedofile. Problem polega na tym, że instytucja kościelna chowa i chroni sprawców, zamiast pomóc ofiarom.

Głośna książka holenderskiego dziennikarza Ekke Overbeeka Lękajcie się o pedofilii w polskim Kościele przypomina mi nieco – zachowując, rzecz jasna, proporcje – publikacje Jana Tomasza Grossa poświęcone polskiemu antysemityzmowi. Oczywiście, jak najdalszy jestem od porównywania problematyki podjętej przez obu badaczy. Chodzi mi raczej o przełamywanie przez nich tematów tabu, o − również metodologiczną − odwagę budowania syntez i wyciągania wniosków, wreszcie o reakcję opinii publicznej na ogłaszane przez nich wyniki badań. Z reguły wywołują one święte oburzenie i uruchamiają rozmaite mechanizmy obronne, na czele z wyparciem − usunięciem problemu ze świadomości (także społecznej, a nie tylko indywidualnej).

Łatwo jest spostponować książkę Overbeeka. Pokazać, że została napisana z pozycji zewnętrznego badacza problemu, a nie „z wnętrza” Kościoła, i w związku z tym pełno w niej antyklerykalnych uprzedzeń i stereotypów. Że jej autorem powinien być raczej socjolog (najlepiej gdyby był jeszcze katolickim duchownym), a nie dziennikarz, w dodatku niekatolik i cudzoziemiec, nierozumiejący polskiej specyfiki i religijności. Dalej: że opiera się ona na wątpliwych − bo zanonimizowanych i w związku z tym łatwych do zakwestionowania − źródłach. Wreszcie: że Kościół w Polsce nie ma sobie aż tak wiele do zarzucenia, bo przypadki występowania pedofilii wśród duchownych nie przekraczają średniej krajowej. A tak w ogóle to pedofilski skandal był wprawdzie możliwy w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej, ale nie tutaj – w kraju, który wydał świętego papieża. Bo przecież „Polonia semper fidelis” – i dlatego pedofilia u nas „nie przejdzie”.

Czy na pewno? W kontekście powyższych zastrzeżeń autor cytuje opinię wybitnego katolickiego psychoterapeuty ks. Hansa Zollnera, profesora Gregorianum i przewodniczącego komitetu organizacyjnego rzymskiego sympozjum poświęconego pedofilii (2012 r.): „Nie ma podstaw, by przyjąć, że w Kościele polskim nie było przypadków nadużyć seksualnych. Jednak skala tego zjawiska pozostaje nieznana”.

Oczywiście, można się spierać co do rozmiarów przestępstwa pedofilii w naszym Kościele. Episkopat na przykład, ustami swego rzecznika, ogranicza to zjawisko do liczby 27 księży do tej pory za czyn ten prawomocnie skazanych; Overbeek z kolei (pokazując mechanizmy, dzięki którym wiedza o uwikłaniu ludzi Kościoła w grzech pedofilii stawała się – i w Ameryce, i w Europie − coraz bardziej jawna) twierdzi, że to tylko wierzchołek góry lodowej, z którą kiedyś trzeba będzie się zmierzyć.

Odłóżmy jednak na bok liczby: owych 27 skazanych w ciągu dziesięciu lat i owe setki, których istnienia domyśla się Overbeek. W końcu to nie one stanowią o istocie problemu.  Jakkolwiek by liczyć – powiada bowiem holenderski dziennikarz − trzeba mieć na uwadze trzy rzeczy.

„Po pierwsze, głównym zarzutem wobec Kościoła nie jest to, że bywają w nim pedofile, tylko to, że Kościół ich krył i nierzadko nadal kryje. Ludzi o skłonnościach pedofilskich można znaleźć również w innych zawodach (…). Problem polega jednak na tym, że instytucja kościelna chowa i chroni sprawców, zamiast pomóc ofiarom. (…)

Po drugie, nie trzeba tragedii rozmiarów Irlandii, aby problem był poważny. Pedofil, który ma szansę swobodnie działać, może zostawić za sobą dziesiątki, a w skrajnych przypadkach nawet kilkaset ofiar (…). Wystarczy więc »parę« przypadków w Kościele, by wyrządzić poważne szkody, zwłaszcza jeśli przypadki te nie są od razu karane i trzymane z dala od dzieci. Niewielu [sprawców] trzeba do tragedii wielu [ofiar].

Po trzecie, osoba duchowna reprezentuje więcej niż samego siebie. Tam, gdzie duszpasterz jest sprawcą, tam dziecko jest krzywdzone podwójnie. Ksiądz uchodzi za człowieka nadzwyczajnego. Zatem szkody, które może wyrządzić, nabierają również nadzwyczajnego wymiaru”.

Nic dodać, nic ująć.

*

Książka Overbeeka składa się z dwóch wyraźnie wyodrębnionych części − i nie umiem powiedzieć, która z nich jest bardziej wstrząsająca. Może ta druga (Ofiary mówią), złożona z dwunastu relacji − świadectw osób, które zdecydowały się na to, by dziennikarzowi o swoich kontaktach z księżmi opowiedzieć? A mówią one między innymi:

− O molestowaniu, nie tylko seksualnym, ale i psychicznym: „Nie mam do niego żalu o to, co mi robił fizycznie, tylko o to właśnie, co mi psychicznie robił. I z tym się do tej pory nie mogę uporać. (…) To było urabianie, oswajanie ze sobą, łamanie bariery. (…) On mnie nawet bił (…) i robił mi takie zamieszanie, że bił i tulił, bił i tulił”.

− O budzeniu poczucia winy: „Żyłem w przeświadczeniu, że to wszystko moja wina”; „Cały czas pokutuje myślenie, że ofiara też jest winna, bo w jakiś sposób brała w tym udział”; „Powiedział [mi] na przykład, że go w tym momencie szatan opętał. Że ja jestem tego źródłem”.

− O ewidentnej krzywdzie i niszczących skutkach molestowania: „Wtedy skończyło się dla mnie dzieciństwo”; „Jestem po trzech próbach samobójczych, po ciężkiej depresji”; „Popadłem w alkoholizm”; „Nie potrafiłem okazywać uczuć (…). Byłem takim wyprutym, pustym stworzeniem”; „Miałam napady agresji w kościele, napady epileptyczne”.

− O tzw. kłamstwie klerykalnym, które używa tego, co święte, „nadaremno”: „B. łączył sacrum z profanum. Był na tyle spaczony, że modlił się ze mną i potem brał mnie do łóżka”; „Z sali katechetycznej zabierał mnie do swojego pokoju i tam kończył sprawę ze mną, w trakcie lekcji religii. Tak uczyłem się wiary”; „On mnie w konfesjonale pytał, czy bym do niego nie przyszedł (…)”; „Kazał mi przysięgać na życie i zdrowie moich rodziców, że nigdy, przenigdy nikomu nie zdradzę, co tu się wydarzyło. (…) Wierzyłam, że jeśli tę przysięgę złamię, to może rzeczywiście coś się stanie, że mama umrze (…)”;

− O instytucji kościelnej, dla której najważniejsze w tej sprawie wydaje się milczenie: „Oni między sobą o wszystkim wiedzą. Tylko zachowują się jak typowa struktura mafijna, stosują zasadę omerty, milczenia”; „Rozmawiałem osobiście z biskupem. Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że powiedział, jak ważne jest milczenie”.

− Wreszcie o przekonaniu, że władza Kościoła jest wielka i lepiej problemu molestowania „nie ruszać”: „[W Kościele] Problemy robią z różnymi rzeczami. [Mówią] Że ten parafianin jest niedobry, bo chodzi się gdzieś skarżyć – i potem utrudniają różne czynności parafialne (…): chrzest, komunię, pogrzeb, ślub”; „Jakby coś było nie tak (…), to proboszcz mógłby odmówić a to pochówku, a to komunii, a to bierzmowania. I taka osoba, która by się skarżyła, czułaby się jak trędowata (…). Tak jakby straciła twarz”.

Kiedy czytałem te fragmenty książki Overbeeka, dźwięczały mi w uszach słowa Jezusa, zapisane w Ewangelii: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6). Kto by stał się powodem grzechu… Kto by zgorszył… Nie znam prawdziwszego opisu zgorszenia niż ta oto relacja zamieszczona w książce Lękajcie się: „Nie mogę powiedzieć, że coś złego mnie spotkało [aż] do tamtego momentu. To był pierwszy raz, kiedy życie pokazało mi, że świat potrafi być zły. I zrobił to ksiądz. To jest najgorsze. Ksiądz, który uczył mnie religii. Nie obcy człowiek, który gdzieś tam wciągnął mnie w krzaki (…). Nie! Ja poszłam do niego (…) z zaufaniem, że idę do księdza”.

*

Nie wykluczam jednak, że czytelnika mocniej poruszy część pierwsza pracy Overbeeka (Polska milczy). Część, dodajmy, bardziej teoretyczna, próbująca opisać powody, dla których zjawisko pedofilii w Kościele w Polsce wciąż jeszcze skrywa zasłona milczenia. I pokazująca, jak z tym problemem radzą sobie inni (Amerykanie, Irlandczycy).

Niektóre jej fragmenty mogłyby od biedy posłużyć jako poradnik: co koniecznie należy zrobić, a czego powinno się unikać − polecam zwłaszcza 10 tez o pedofilii…, przytoczone tu za „Tygodnikiem Powszechnym”. Tymczasem − zamiast z ustaleń i badań holenderskiego dziennikarza korzystać jak z narzędzia: pożytecznego, choć zapewne niedoskonałego − wielu ludzi Kościoła odmawia im wartości. Dlaczego?

Pytań, które po lekturze książki Ekke Overbeeka chciałoby się zadać Kościołowi w Polsce, jest więcej. Dużo więcej. Oto niektóre z nich: dlaczego ten Kościół unika uczciwej konfrontacji z problemem i woli chować głowę w piasek, mając nadzieję że „jakoś to będzie”? Dlaczego nie gromadzi danych dotyczących pedofilii wśród księży i zakonników? Dlaczego wciąż pokutuje w nim duch korporacji, zgodnie z którym dobro osób duchownych, choćby były one krzywdzicielami, jest dlań ważniejsze niż dobro skrzywdzonych, którzy są „tylko” świeckimi? I wreszcie: jak to się dzieje, że ludzie w szczególny sposób odpowiedzialni za instytucję i wspólnotę, powołaną do głoszenia Dobrej Nowiny i miłości bliźniego, pozwalają na to, by Kościół stawał się dla niektórych źródłem zgorszenia i lęku?

W Roku Jubileuszowym papież Jan Paweł II zaproponował Kościołowi powszechnemu przeprowadzenie rachunku sumienia i publiczne wyznanie win. Czas chyba najwyższy, żeby – tu i teraz – pokutę tę podjąć. Żeby grzechy ludzi Kościoła w Polsce – tym razem nie te z odległej przeszłości, ale sprzed lat kilku bądź kilkunastu – przestać „zamiatać pod dywan”, ale je wyznać, poprosić Boga i ludzi o wybaczenie i zadośćuczynić ofiarom. Tego wymaga wiarygodność Kościoła. Domaga się tego Ewangelia.

*

Postscriptum. Kiedy pisałem powyższą recenzję, byłem przekonany, że na łamach „Znaku” ukaże się również wypowiedź przedstawiciela Kościoła w Polsce, prezentująca jego stanowisko i krytyczna wobec tez Overbeeka. Z przyczyn niezależnych od redakcji miesięcznika tak się jednak nie stało. Gdybym o tym wiedział, pewnie trochę inaczej rozłożyłbym akcenty w swoim tekście. Napisałbym na przykład, jak bardzo nie podoba mi się tytuł książki, sugerujący, że Kościoła można i wręcz trzeba się lękać, tak jakby była to organizacja niemalże przestępcza. W tym kontekście zasadne wydają się pytania, zadawane (autorowi? wydawcy?) przez wielu polskich katolików: o co tak naprawdę chodzi? O rzetelne postawienie i rozwiązanie realnego problemu czy raczej o kampanię antykościelną?

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata