70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

In vitro, godność i polityka

Wykraczając nieco poza problematykę bioetyczną, instrukcja – i to jest dalszy ciąg jej „pozytywów” – zachęca pary bezdzietne do adopcji, ustawodawców natomiast do jej „propagowania i ułatwiania związanych z nią procedur”.

Ogłoszona w grudniu ubiegłego roku, a „dotycząca niektórych problemów bioetycznych” instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae („Godność osoby”) stanowi kontynuację i aktualizację opublikowanej przeszło dwadzieścia lat temu instrukcji Donum vitae („Dar  życia”, 1987). Jako aktualizacja, Dignitas personae pełna jest zatem nowych pytań i problemów etycznych, które pojawiły się ze względu na niebywały rozwój nauki i technologii – niemniej odpowiedzi, jakie formułuje, pozostają stare jak Kościół, wciąż na nowo interpretujący Ewangelię: ludzkie życie jest od początku (od momentu poczęcia) święte, istota ludzka nie może być nigdy (na żadnym etapie rozwoju!) traktowana jako środek do celu, zaś człowiekowi, powołanemu do przetwarzania świata i „czynienia sobie ziemi poddaną”, nie wolno zajmować miejsca Stwórcy.

Oto fundament nauczania Kościoła na ten temat. I „znak sprzeciwu” na drodze, na którą wkroczyła współczesna cywilizacja.

Pobieżna lektura instrukcji – zwłaszcza, jeśli podejmują ją osoby  niepodzielające wymienionych wyżej przekonań – może wywołać wrażenie, że jest ona „zbiorem zakazów”. I tak też odczytała ją część opinii publicznej, również w Polsce. Ale to nie jest, moim zdaniem, ocena do końca sprawiedliwa. Bo dokument Kongregacji – rzeczywiście bardzo krytyczny wobec „niszczenia istot ludzkich” (embrionów) oraz „posługiwania się środkami, które [zdaniem jego autorów] naruszają godność osoby lub są stosowane w celach sprzecznych z integralnym dobrem człowieka” – ma też swój aspekt pozytywny. Można w nim znaleźć na przykład wyrazy poparcia dla tego, co – wedle watykańskich teologów – „moralnie godziwe”: dla leczenia niepłodności, terapii genowej komórek somatycznych oraz korzystania w celach leczniczych z komórek macierzystych (pod pewnymi ściśle określonymi warunkami).

Owszem, temu, „co wolno”, poświęcono w instrukcji dużo mniej miejsca aniżeli temu, co zabronione. Warto jednak zrozumieć, że Kongregacji nie chodziło wcale o zakaz dla samego zakazu. Tu szło raczej, pisał w „Gościu Niedzielnym” amerykański teolog George Weigel, o „obronę i promocję ludzkiej osoby (…) w sytuacji, gdy ludzkie życie staje się towarem”. A także o to, abyśmy się nie stali obywatelami „nowego wspaniałego świata”, który kiedyś tak przejmująco sportretował Huxley.

To właśnie dlatego Kościół bywa czasem tak bardzo surowy wobec niektórych przejawów współczesności. Autorzy instrukcji tłumaczą się jak gdyby z tego swojego non possumus („nie możemy”), odwołując się do Jana Pawła II:

Podobnie jak przed stu laty, wobec zagrożenia podstawowych praw robotników, Kościół z ogromną odwagą wystąpił w ich obronie, głosząc święte prawa pracownika jako osoby, tak też dziś, gdy zagrożone są podstawowe prawa innej kategorii osób, Kościół poczuwa się do obowiązku użyczenia z tą samą odwagą swego głosu tym, którzy głosu nie mają. Głos Kościoła jest zawsze ewangelicznym krzykiem w obronie ubogich tego świata, tych, którzy są zagrożeni, otoczeni pogardą, i których prawa ludzkie są gwałcone (List do biskupów o „ewangelii życia”, 1991).

Wykraczając nieco poza problematykę bioetyczną, instrukcja – i to jest dalszy ciąg jej „pozytywów” – zachęca pary bezdzietne do adopcji, ustawodawców natomiast do jej „propagowania i ułatwiania związanych z nią procedur”. W tym kontekście warto również odnotować stanowisko Kongregacji w sprawie tzw. adopcji prenatalnej. Miałoby do niej dochodzić jedynie „w tym celu, by stworzyć możliwość narodzenia się istotom ludzkim, które w przeciwnym wypadku skazane są na zniszczenie”. Według autorów dokumentu jest to „propozycja godna pochwały co do intencji uszanowania i obrony życia ludzkiego”, choć „niesie ze sobą wiele problemów”. Nie ma tu więc kategorycznego zakazu, z drugiej strony jednak przytacza się opinię Jana Pawła II, iż „nie istnieje moralnie godziwe rozwiązanie, które zapewniłoby ludzką przyszłość tysiącom »zamrożonych« embrionów”, a sytuację, w jakiej znalazły się owe zarodki nazywa się „niesprawiedliwością nie do naprawienia” (podkreśl. moje – JP). Kto wie, może w przyszłości zostanie wznowiona dyskusja na ten temat, a Kościół (w tym jednym wypadku!) zgodzi się na in vitro – po to właśnie, żeby chronić owych „najmniejszych bliźnich”, którym przysługuje przecież prawo do życia?

Po lekturze instrukcji Dignitas personae rodzi się pytanie, jak powinni zachować się katoliccy parlamentarzyści, kiedy przyjdzie im głosować nad ustawą regulującą kwestie bioetyczne, między innymi zapłodnienie in vitro. To zagadnienie szczególnie dziś aktualne w Polsce. „Radykalni” katolicy nie mają wątpliwości, że posłowie ci powinni głosować za całkowitym zakazem in vitro. Z kolei katolicy „umiarkowani” (do których można zaliczyć Jarosława Gowina, przewodniczącego powołanej przez premiera Komisji Bioetycznej) mówią, że wprowadzenie takiego zakazu jest obecnie „społecznie i politycznie niemożliwe”, a w sytuacji, w której wolno wszystko, konieczne są jakieś (choćby niedoskonałe) uregulowania prawne. Powołują się przy tym na encyklikę Evangelium vitae, której autor, odnosząc się do kwestii aborcji, pisał:

Jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec aborcji byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków (nr 73).

A co o tym wszystkim myślą polscy biskupi? W sprawie zasad Konferencja Episkopatu wypowiedziała się w liście na Niedzielę Świętej Rodziny: „Nie jest moralnie dozwolone uciekać się do zapłodnienia in vitro”. Jeśli zaś chodzi o aplikację tej reguły do polskich realiów politycznych, niedawno mówił na ten temat abp Henryk Hoser, przewodniczący powołanego przez Episkopat zespołu do spraw bioetycznych:

Dobrze, że przygotowany [przez komisję Gowina] projekt ustawy stara się te negatywne elementy [to znaczy zabijanie embrionów i manipulacje genetyczne – przyp. JP] ograniczyć czy wręcz wyeliminować. Obowiązkiem sumienia polityków, uważających się za chrześcijan, jest te zapisy poprzeć.

A co do reszty – dodaje arcybiskup – „Radziłbym posłom, aby działali zgodnie ze swoim sumieniem. Podkreślam: zgodnie z prawym sumieniem”.

Tak brzmi dzisiaj, A.D. 2009, głos Kościoła w Polsce w kwestii ustawy bioetycznej.

4 stycznia 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata