(fot. Łukasz Murgrabia)
Dominika Kozłowska wrzesień 2021

Polskość z wyboru. Śląskość z urodzenia

Odkąd pamiętam, miałam świadomość odrębności śląskiej tożsamości.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Najpierw za sprawą mojego przyjaciela z Wodzisławia, który godoł po śląsku, a jego ojciec robił na grubie. Z czasem również za sprawą lektur i dyskusji o śląskości, polskości, również tych toczonych w miesięczniku „Znak”.

Każdy z nas mieści w sobie wiele tożsamości. I tych, które nie były przez nas wybrane, i tych, które w świadomy, wolny sposób afirmujemy. Rasa, płeć, język – choć każde z tych określeń tożsamościowych poddaje się indywidualizacji, te wymiary najsilniej określają horyzont naszych wyborów. Te wszystkie trzy wymiary spotykają się w domu, miejscu, w którym rozpoczyna się nasze życie, rozwijanie naszych tożsamości. Język jest najpierw matczyny i ojcowski. Z czasem uczymy się kolejnych: najpierw tego, w którym komunikujemy się z innymi, ludźmi niemieszkającymi w naszym domu, a potem tego poznawanego w szkole, w którym uczymy się o świecie. Język kształtuje nasze schematy poznawcze, rozwija wrażliwość emocjonalną, jest tkanką, z której buduje się kultura. W języku myślimy, czujemy, tworzymy. Nie ma nas poza językiem.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Napięcie między śląskością i polskością przyjmuje wiele postaci. Można być Ślązakiem z urodzenia i Polakiem z obywatelstwa. Czy tożsamość konstytucyjna nie zasadza się właśnie na uznaniu swojego obywatelstwa, świadomej przynależności do wspólnoty politycznej, wspólnoty praw? Można być Ślązakiem z wyboru, uznającym jednak swą polskość. Można wreszcie odrzucać polskość, identyfikując się wyłącznie jako Ślązaczka czy Ślązak. Nasz stosunek do tożsamości warunkuje wiele czynników, jest płynny. W naszych żyłach płynie wiele różnych krwi: śląska, kaszubska, mazurska, niemiecka lub ukraińska, żydowska lub tatarska. Zlewają się w niej wyznania, regiony i porządki polityczne. Gdy myślę o tożsamości, przypomina mi się obraz cebuli z wiersza Wisławy Szymborskiej:

W jednej po prostu druga,

w większej mniejsza zawarta,

a w następnej kolejna,

czyli trzecia i czwarta.

Dośrodkowa fuga.

Echo złożone w chór.

Czy polskość to formuła otwarta, która pozostawia miejsce dla integracji rozmaitych tożsamości, która czerpie siłę z inności lokalnych historii, pamięci, tradycji? Chciałabym takiej polskości. Polskości nie zadanej, lecz wybieranej i afirmowanej ze względu na siłę przyciągania mieszczącej się w niej opowieści; nadziei, jaką daje, kiedy myślę o przyszłości swojej i swoich dzieci.

Kup numer