(fot. Wojciech Śmieja)
Wojciech Śmieja wrzesień 2021

Hałdonauci. Fotoreportaż

Wytrawny hałdonauta wie, że pejzaż hałdy zawsze go zaskoczy. Trzeba zachowywać uwagę, żeby się nie zgubić, ale też po to, by odkrywać to dziwne piękno quasi-naturalnych form krajobrazu.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Czytaj także

z Sebastianem Rosenbaumem rozmawia Karol Kleczka

Śląska polifonia

„Hałda” jest słowem, które jednoznacznie kojarzy się użytkownikowi polszczyzny ze Śląskiem. Podobnie mocne ciągi skojarzeniowe budzi chyba tylko niepodrabialna śląska godka – ta, rzekomo, „zła polszczyzna”. Gwarę i hałdę łączy przypisana im resztkowość, nieczystość. Jedną i drugą chce się zakryć i zamazać. Lecz tak, jak śląska gwara ukazuje głębokie korzenie polszczyzny, tak i hałda wydobywa na wierzch geologię i historię naszego regionu, wielkie eony powolnego kamienienia wilgotnych karbońskich puszcz, które rewolucją przemysłową lekkomyślnie rozmieniliśmy na emisje pyłów i dwutlenku węgla.

(fot. Wojciech Śmieja)

Śląskie zwały resztek pokopalnianych i pohutniczych podobne są do wulkanów nie tylko kształtem. Żarzą się, czego zewnętrzną oznaką jest wydobywający się z nich dym. Na hałdzie spotykają się ze sobą żywioły ziemi, powietrza i ognia.

(fot. Wojciech Śmieja)

Hałda pojawiła się w śląskim krajobrazie w określonym momencie i, przede wszystkim w minionym stuleciu, zdominowała go. Obecnie, zanikając z przestrzeni rzeczywistej, osadza się w wyobraźni Ślązaków. Staje się mitem, symbolem szczęśliwego dzieciństwa, beztroski, różnych młodzieńczych inicjacji. Pięknie pisze o niej Aleksander Nawarecki w Lajermanie: „Jeżeli góry i pagórki, jak chce wyobraźnia religijna, są tęsknotą i zrywem ziemi ku niebu, to jak rozumieć hałdę, która bierze się z pragnienia skierowanego w przeciwną stronę, w głąb ziemi? Im większe zapamiętanie kopaczy wyrywających skarby z dna wyrobiska, tym bardziej strzeliste kopce rosną wokół kopalni. (…) Jak rozrachować ekonomię tych wzrastających, ale też znikających resztek? Komu hołd składa hałda? Jak usłyszeć i pojąć wołanie zwałów? Czy to także jest pożądanie wzgórz wiekuistych?”.

(fot. Wojciech Śmieja)

Nieczynna hałda fascynuje botaników. „Skała płonna”, metale ciężkie, zasiarczenie – wszystko to nie są warunki sprzyjające odrodzeniu przyrody. A jednak: nieczynne hałdy pozostawione same sobie wkrótce się zazieleniają. Pojawia się roślinność pionierska, różne mchy, później trawy, a w końcu, nieśmiało, młode brzózki. Sporo też naniesionych z okolicznych ogródków samosiejek takich jak dziewanna.

Czytaj także

Śląska polifonia

(fot. Wojciech Śmieja)

Szarlota, najstarsza i chyba najpiękniejsza ze śląskich hałd, może stać się dziś jednym z symboli Górnego Śląska, naszą rodzimą Ayers Rock. Choć wciąż powstają nowe hałdy, to tak naprawdę większości już nie ma. Jedne poszły na podsypki dróg i autostrad, inne zamieniono w pełnoprawne tereny rekreacyjne (archetypem tego typu inwestycji jest Park Śląski w Chorzowie). Etapem pośrednim w życiu hałdy, która pozostaje po nieczynnej kopalni czy hucie, jest jej „dzikie” wykorzystanie. Na hałdzie powstają amatorskie skate parki, tory przeszkód, rozjeżdżają ją quadowcy i motocykliści.

(fot. Wojciech Śmieja)

Wytrawny hałdonauta wie, że pejzaż hałdy zawsze go zaskoczy. Z pozoru trywialne usypisko pełne jest wykrotów, jam, wąwozów, mylnych jarów, usypisk, kanionów, kalder, lejów i kraterów. Jego geografia jest mylna i zmienna – trzeba zachowywać uwagę, żeby się nie zgubić, nie zapaść, ale też po to, by odkrywać to dziwne piękno quasi-naturalnych form krajobrazu.

Kup numer