(fot. Andrzej Grygiel / PAP)
Joanna Guszta wrzesień 2021

Łuski Katowic

Spacer po dzisiejszych Katowicach nie przypomina tego sprzed dziesięciu lat.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Czytaj także

Zbigniew Rokita

List od norweskiego króla

Cegła, beton, metal i szkło to nie tylko materiały, ale też faktury, którymi można opowiadać miasta. Tę opowieść uzupełniają drewno i kamień, a sadza, rdza i patyna na pewno ją uplastyczniają. Czasem urozmaica ją też ceramika mozaik, które równie skutecznie przyciągają oczy, co palce przechodniów. Konfiguracje tych faktur decydują o charakterze miasta, zwłaszcza dla „dotykowca”, którym jestem. Nie muszę ich wszystkich czuć pod skórą – choć gdy jest okazja, trudno się oprzeć – sam widok uruchamia określone emocje, zapisuje wrażenia w pamięci. Urodziłam się i wychowałam w Gliwicach, studiowałam w Katowicach i Zabrzu. Śląsk kojarzy mi się z ciepłą, szorstką  szlachetnie, na swój sposób, brudną cegłą.

Katowice – co jest dla mnie samej zaskoczeniem – z zimną łuską. Choć faktycznie w ostatniej dekadzie to miasto niczym wąż zmieniło swoją skórę.

Łuska na elewacji to świetne rozwiązanie dla obłych brył o nieoczywistym kształcie. Oprócz wrażenia faktury daje też efekt wizualny, tworzy graficzny deseń, który dla mnie jest formą ilustracji, bo coś o danym miejscu opowiada. W 2011 r. betonowo-azbestową łuskę Spodka wymieniono na matowo-szarą z aluminium. Jest bezpieczniejsza, bardziej nowoczesna, choć dobrano ją z ostrożnością i szacunkiem dla oryginalnej elewacji architektonicznej ikony Katowic. W 2019 r. wyremontowano elewację Skarbka – charakterystycznego domu handlowego przy rynku. Zmiany nieco mocniej rzucają się w oczy, bo nowe łuski są bardziej płaskie i ciaśniej rozmieszczone, ku rozczarowaniu miejscowych gołębi. Tę zmianę skóry dwóch emblematycznych budynków można odczytać jako symboliczną odnowę miasta w mikroskali.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Spacer po dzisiejszych Katowicach nie przypomina tego sprzed dziesięciu lat, gdy studiowałam, kursując między dworcem a Wydziałem Nauk Społecznych uniwersytetu. Odnowiono elewacje kamienic, pojawiły się nowe szklane biurowce, cała strefa kultury na ogromnym i niedostępnym wcześniej terenie kopalni, obsadzone roślinami ściany, ruch i gwar w każdym zakątku, gęsto wypełnione lokalami partery kamienic pełne usług i miejskiego życia. Choć ja, gdy zamykam oczy, przywołując w pamięci Katowice, pod powiekami widzę łuski.

Kup numer