Wojciech Śmieja lipiec-sierpień 2022

Biedni Polacy czytają o męskości

Bojowo odziany młody mężczyzna w klasycznej wojskowej kurtce lekko buja wózkiem, w którym śpi niemowlę. Trochę chce być macho w starym stylu, lecz jest już caffe latte daddy w stylu całkiem nowym. To dziwne rozchybotanie od zawsze towarzyszy męskości po polsku.

Artykuł z numeru

Rzeczy, które kochamy

Czytaj także

Magdalena Moskal

Między #tradwife a Strajkiem Kobiet

Wojnę Rosji z  Ukrainą przedstawiano w mediach, szczególnie na początku, gdy skala zbrodni nie była jeszcze tak porażająca, w sposób mocno spersonalizowany – jako wojnę Władimira Putina z Wołodymyrem Zełenskim. Ten pierwszy zbudował wokół siebie mit autorytarnego macho ujeżdżającego niedźwiedzie w tajdze i pilotującego myśliwce. W stosunku do drugiego aż chciałoby się użyć anglojęzycznego określenia genderfluid: szybko w mediach społecznościowych pojawił się teledysk z jego udziałem, o którym Agata Araszkiewicz pisała w  „Krytyce Politycznej” jako o „kampowej inscenizacji queer. Lateksowe kozaki, nagi tors, akcesoria w stylu BDSM i niesamowity taniec politycznego przywódcy Ukrainy w otoczeniu innych komików z grupy Kvartal 95 z jego poprzedniego życia zawodowego stały się ważnym symbolem konfliktu”.

Wydaje się, że definicje genderowe, w tym definicja męskości, to jedna z  osi podziału cywilizacyjnego między (umownym) Zachodem i (umownym) Wschodem, między centrum i peryferiami, liberalizmem i autorytaryzmem. Ów konflikt nie przebiega z higieniczną precyzją geopolitycznej wyobraźni Samuela Huntingtona, gdyż w łonie społeczeństw, tak Wschodu / peryferii, jak i Zachodu / centrum, podział ten się reprodukuje: część mężczyzn utożsamia się z konserwatywnym patriarchatem, część zaś próbuje budować swoją męskość według zupełnie innych współrzędnych, kwestionując patriarchalne wartości i kody zachowań. Jednych uwodzi retrotopia (choć Zygmunt Bauman nie traktował tego pojęcia genderowo, oczywiste jest, że mężczyzn powrót do przeszłości, gdy ich dominacja była niekwestionowana, uwodzi bardziej niż kobiety i stąd, jak sądzę, może brać się podział polityczny młodych pokoleń „lewacko-liberalnych” Polek i „konserwatywno-prawicowych” Polaków). Inni zdają się materializować coś, co jeszcze niedawno uchodziło za utopię: męskość inkluzywną, empatyczną, partnerską, wrażliwą ekologicznie, dla której mizoginia i homofobia nie są już fundamentami tożsamości. Ta nowa męskość potrafi znakomicie (jak Zełenski) zironizować tradycyjne kody kulturowe: jedna z facebookowych grup wsparcia kobiet podczas strajku nosiła nazwę Radykalne Koguty Domowe – doprawdy nie mogę się oprzeć przywołaniu tej nazwy.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Patriarchalna męskość wydaje się odchodzić w  przeszłość wraz z uproszczonym światem płciowego binaryzmu. Edwin Bendyk w swojej książce W Polsce, czyli wszędzie. Rzecz o upadku i przyszłości świata ogłosił, że wśród różnych kresów i kryzysów nowoczesnego świata doświadczamy także kresu męskiej dominacji równego, co ważne, kresowi pewnej abstrakcji człowieka w ogóle: „Niewątpliwie ciekawym procesem będzie kulturowy proces demaskulinizacji figury człowieka (…). Wraz z końcem męskiej dominacji przestaje istnieć zarówno Bóg ojciec, jak i abstrakcyjny człowiek stworzony na podobieństwo owego Boga ojca”. Bendyk uznaje, że wraz z laicyzacją społeczeństw Zachodu nastąpiły „prywatyzacja” praw reprodukcyjnych i feminizacja procesu reprodukcji społecznej (oznaczająca, że mężczyźni utracili wyłączne władztwo nad instytucjami socjalizacji, takimi jak szkoła, Kościół czy wojsko) unicestwiające „głębokie” uzasadnienie męskiej dominacji, która jak każda formacja zbudowała mit swojej naturalizacji głoszący, jakoby była przedwieczna, bezwarunkowa, samouzasadniająca się. Historycy, antropologowie i kulturoznawcy wskazują niezbicie, że jest zjawiskiem historycznym i, by tak rzec, przygodnym.

Od mężności do męskości

Badacze (Michael Kimmel, George E. Mosse, autorzy francuskiej Historii męskości, której dwa pierwsze tomy pod redakcją Georgesa Vigarello i  Alaina Corbina ukazały się niedawno w polskiej edycji wydawnictwa słowo/obraz terytoria) są na ogół zgodni, że feudalną „mężność” z jej rycerskim etosem w  wieku XVIII zaczyna zastępować „męskość”, której etos można by chyba określić mianem obywatelskiego, względnie mieszczańskiego lub kapitalistycznego (w tradycji anglosaskiej uosabiają go captains of industry, w amerykańskiej zaś pionier i self-made man).

Tak jak kiedyś mężności, tak dziś pożądamy męskości: ona nas uwodzi, o nią walczymy, ona nami kieruje. Bo przecież dla mężczyzny męskość jest wartością najwyższą. Bez niej będzie z ciebie, ze mnie: mięczak, mazgaj, pantofel, mamincycek, słabeusz, popychadło, pomiotło, płaksa, beksa, płaczka, wyskrobek, delikates, (nad)wrażliwiec, sierota, ciota, lelum polelum.

To właśnie w XIX stuleciu virilité zaczyna ustępować pola masculinité, „powstaje nowa formacja myślowa kontestująca ówczesne przekonania o roli mężczyzn, kobiet i o relacjach między płciami” – zauważa Sławomira Walczewska w książce Damy, rycerze, feministki. Niektórzy badacze i badaczki rozciągają ten proces przemiany na całą nowożytność i wskazują źródłowość tej epoki dla współczesnych konceptualizacji męskości. Podkreślają nie tyle oświeceniową rewolucyjność, ile procesualność kształtowania się współczesnego rozumienia terminu. Należy do nich m.in. Raewynn W. Connell, która w swojej klasycznej już pracy Masculinities: „szkicując w zarysie historię męskości, akcentuje przede wszystkim etapy kształtowania się w kulturze europejskiej, a potem północnoamerykańskiej jej formy hegemonicznej, opartej na dominacji, agresji, opresji wobec kobiet oraz na heteronormatywności. Początek przemian, które doprowadziły do ustanowienia nowoczesnego porządku płci, wyznacza ona na wstępną fazę renesansu. W ciągu dwóch stuleci między 1450 a 1650 rokiem Europa Zachodnia stała się globalnym imperium, czerpiącym bogactwa z zamorskich kolonii i opierającym się na nowej, kapitalistycznej ekonomii” (za: T. Tomasik, Uwagi do wciąż nie napisanej historii męskości, „Pamiętnik Literacki” 2016, nr 2). Procesowi kształtowania się nowoczesnych męskości pod koniec XVIII w. towarzyszy wynalezienie takiego, jak go do niedawna rozumieliśmy, binaryzmu płciowego. Thomas Laquer w Making Sex: Body and Gender From the Greeks to Freud (Wytwarzanie płci: Ciało i płeć od Greków do Freuda) czy Alain Corbin we wprowadzeniu do II tomu Historii męskości twierdzą, że przed Epoką Świateł dominował w Europie model jednopłciowy, w ramach którego kobieta jest genitalnie, fizjologicznie, społecznie, intelektualnie i duchowo niedorozwiniętym mężczyzną.Myślenie to zakorzenione było w dwu wielkich tradycjach – biblijnej, w myśl której kobieta rodzi się z żebra mężczyzny, i arystotelejskiej, wedle której zarodek staje się żeński w efekcie niedostatku „ciepła” w macicy. Odkrycia anatomów i przyrodników takich jak Buffon, autor Historii naturalnej, opisują kobiecą genitalność nie tyle jako niewykształconą genitalność męską, ile jako genitalność całkowicie odrębną. Pod koniec XVIII stulecia ostatecznie znika przeświadczenie o podobieństwie narządów rodnych mężczyzny i kobiety; tę różnicę nieustannie analizują fizjolodzy, a wcześniej anatomowie i pornografowie.

Wystarczy zresztą sięgnąć do słowników, by zrozumieć, że pojęcie męskości, definicje mężczyzny nie są wcale tak pewne, oczywiste i przedwieczne, jak mogłoby się nam wydawać – w polszczyźnie kształtowały się w wieku XIX i na początku XX. „Męskość” i „mężczyzna” pojawiają się w określonym czasie, zastępując stopniowo staropolskie i nietożsame pojęcia „mężności” i „męża”. Oto w słowniku Samuela Bogumiła Lindego, pierwszym nowoczesnym słowniku języka polskiego z początków XIX w., „mąż” to w podstawowym znaczeniu „mężczyzna, człowiek w poważnej mowie”, „mężczyzna” zaś – lub „męszczyzna”, bo pisownia wciąż pozostawała nieustalona – to „męzkiej płci człowiek, mąż”. Odnotujmy tu ciekawe przemieszczenie: słowo „mężczyzna” okazuje się, choćby przez nieustaloną pisownię, wciąż nowym, a przynajmniej rzadko używanym pojęciem, derywatem podstawowego określenia „mąż”. Odsyła ono już nie do łacińskiej virtus – cnoty, z której pochodził vir, a więc mąż – ale do przynależnego historii naturalnej pojęcia masculus służącego do określenia samca różnych gatunków zwierząt, a przez rozszerzenie samca gatunku ludzkiego. Widać tu wpływ oświecenia, które przeniosło opis ontogenezy ludzkości z ram historii świętej w ramy historii naturalnej; widać, jak staropolski mąż u progu XIX w. powoli zaczyna się przepoczwarzać w znanego nam już mężczyznę. Nie zlekceważmy tego: kto jest mężem, mężczyzną zaczyna być w coraz większym stopniu przez czynniki biologiczne, a nie społeczny walor praktykowania cnoty i zajmowanie określonej pozycji w hierarchii społecznej. Etymologia obu tych wyrazów odsyłać nas będzie do jeszcze innego pojęcia, do mocy, a więc władzy i sprawczości: prawdziwy mężczyzna / mąż to ten, który jest nią obdarzony. Linde, co ciekawe, nie zna słowa „męskość”, ale zna „męstwo”, ewentualnie „męztwo” rozumiane jako „wiek męski, już nie dziecinny, nie młodzieńczy”, polegać ma ono zaś na „znoszeniu i wycierpieniu przykrości cielesnych” i „cnocie”, utożsamiane jest z mężnością.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer