Magdalena Moskal lipiec-sierpień 2022

Między #tradwife a Strajkiem Kobiet

Gdy zastanawiałam się, czy dotyczy mnie hasztag #metoo, wydawało mi się, że nic drastycznego w życiu mnie nie spotkało. A przecież pamiętam matczyne ostrzeżenia: ubierz się skromnie, nie siadaj sama w przedziale, wysiadając, sprawdź, czy nikt za tobą nie idzie, w razie zagrożenia krzycz głośno: „pożar”, bo na zwykłe „ratunku” ludzie nie zareagują.

Artykuł z numeru

Rzeczy, które kochamy

Czytaj także

Wojciech Śmieja

Biedni Polacy czytają o męskości

z Anną Szwed rozmawia Michał Jędrzejek

Usłyszeć głos katoliczek

Wykrochmalone kołnierzyki, dzieci w bonetach, wełniane ubranka, skórzane trzewiczki, ciepłe barwy na zdjęciach. Przetwory, zadbane ogrody, pola rzepaku, kukurydzy, dyni. To imaginarium tradycyjnej żony, która jest dumna z tego, że zajmuje się wyłącznie pracą domową, na rzecz męża i dzieci, oraz „dzieli się swoimi inspiracjami dotyczącymi elegancji, macierzyństwa i podtrzymywania domowego ogniska”. Karolina Baszak, Urzekająca (Ewelina Chełstowska) i inne podobne profile mają tysiące followersek.

Co to w ogóle znaczy: urzekająca? Być kobietą urzekającą to być miłą – radzi ksiądz na webinarze. Można sobie kupić całe to imaginarium, sukienki dla katoliczek, jak nazwał polski „Vogue” jedną z marek sprzedających tradycyjne wzory spódnic i sukienek. Żeby było sprawiedliwie – lewa strona, sfrustrowana brakiem odzewu po strajkach kobiet, ma za to ubrania i akcesoria z detalami w kształcie błyskawic. Obydwie strony monetyzują własną przynależność polityczną i kulturową, bo nie mają realnego wpływu na zmiany społeczne. Skoro powinny być miłe.

Dla porządku tradycyjna męskość w świecie Urzekającej nie jest nigdy groźna ani przemocowa. „Czy mąż kiedyś wrócił pijany?” – pyta anonimowo jedna z followersek. Od razu czuję wielopokoleniowy kobiecy lęk w tym pytaniu. „Tak – odpowiada ze śmiechem Urzekająca, głaszcząc męża po głowie – i było mi go bardzo żal, bo był potem taki biedny…”

W e-booku Niemodna Karolina Baszak pyta, „czy możliwy jest powrót do czasów, gdy mężczyźni kłaniali się kobietom w pas, a kobiety wyglądały i zachowywały się jak damy”. Odpowiadam: nie można, wręcz nie należy, bo o tym, co się kryło pod ujmującą powierzchownością rodem z Lalki, opowiada dziś bez owijania w bawełnę badaczka XIX w. Alicja Urbanik-Kopeć. Wyjaśnia ona, że pod koniec XIX  w. ideałem była „prawdziwa kobiecość” – cnotliwa, czysta, działająca dobroczynno-patriotycznie, zamknięta w domu. A ponieważ „mężczyźni mają swoje potrzeby, a lud jest chutliwy”, więc to kobieta – szlachcianka, mieszczka, Dulska – zostaje strażniczką wartości. Zamiast dyscyplinować mężczyzn, należy więc zakazać pracy seksualnej kobiet. Zamiast ukarać syna, należy oddalić służącą.

Geniusz kobiety

„Mnie osobiście jako mamie trójki dzieci kurs otworzył oczy, jak ważna jest praca mamy w domu, nie chore ambicje, by zaistnieć w świecie [sic!], ale służenie miłością w codzienności, życie pełne pokoju serca, spełnione życie to życie, w  którym sama siebie dajesz w ofierze, to jest ofiarność, czyli geniusz kobiety” – pisze jedna z zadowolonych kursantek.

Fenomen społeczności Urzekającej doczekał się nawet socjologicznej analizy, napisanej przez Annę Szwed, która zauważa, że do tradycyjnie pojmowanej „kobiecej kobiecości” jego liderka dodała rys indywidualistyczny, z warsztatami coachingowymi, a nawet makijażowymi („Jesteście billboardem Jezusa” / „Czy Jezus chciałby oblubienicę z tłustymi włosami?”). Pisze też, że to, co nam ze świeckiej perspektywy wydaje się zwykłym reprodukowaniem konserwatywnych wzorców, z punktu widzenia niektórych środowisk (np. oazowych) jest poważnym renegocjowaniem dotychczasowego wizerunku katoliczki. Słowem, według niektórych środowisk Urzekająca jest bardzo na lewo.

Skąd ta tęsknota za dawnymi czasami, jasnym podziałem ról, tak wyraźnie obecna u konserwatystek i konserwatystów? Ponowoczesny świat domaga się od nas coraz to nowszego dookreślenia wobec wielu spraw, których nie ma szans poważniej przemyśleć, nie ma jak się od nich odbić, jeśli nie dotykają naszego osobistego doświadczenia. Czy nie lepiej zatem zostawić wszystko tak, jak było? Dwie płcie, prawo naturalne, zakaz eutanazji i in vitro, zakaz aborcji we wszystkich przypadkach (choć przecież wcale tak nie było). Odpocząć, wreszcie nie bać się, że nasza kobiecość i męskość rozpłyną się w nieokreślonym, przestaną być narzędziem identyfikacji, jak tiurniura czy mundur, które pięknie podkreślają sylwetkę. Ostre cięcia, zaszewki, stelaże – to nic, że niewygodnie, lecz przynajmniej bezpiecznie. Im dalej od tych wyraźnych piktogramów: męskiego i kobiecego, tym łatwiej się rozpłynąć w morzu możliwości, stracić kontur.

A przecież żeby żyć, od czasu do czasu trzeba zrzucić nie tylko tiurniurę, ale i skórę, która linieje, robi się dla nas za ciasna. Jeśli jej nie zrzucimy, to stwardnieje na kamień, a my już zawsze pozostaniemy w niezmiennej formie, jak mumia, jak odcisk naszego ciała w zastygłej lawie.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Mamy na szczęście coraz więcej książek, które opowiadają heterodoksyjne doświadczenia kobiet: służących, pracownic seksualnych, chłopek, nie tylko mieszczek i szlachcianek (choć to, co myślały na ich temat kobiety z klas wyższych, też jest ciekawe). Wczytuję się w nie zachłannie.

Może się okazać, że prześniona rewolucja, o której pisał Andrzej Leder, miała też cechy przyspieszonej, a niekoniecznie chcianej feministycznej modernizacji w polu społecznym (powszechna praca kobiet, prawo do aborcji z powodu sytuacji społecznej itd.) – i teraz mamy backlash, nie tylko w Polsce zresztą, także w Rosji i USA. Ujmując rzecz prosto i dzisiejszym językiem: autostrady i orliki za pieniądze z Unii są okej, natomiast wiązane z nimi prawa mniejszości już nie. Ale też nie wszystkie kobiety chcą podbijać miasto. Wiele jest strażniczkami patriarchatu. A inne są po prostu zmęczone.

Przypominam sobie dowcip z jakiegoś benefisu Magdy Umer, dowcip, który w ogóle nie jest zabawny. Jadą dwie kobiety tramwajem po pracy, jedna mówi: „– Jestem taka zmęczona, a najgorsze z tego wszystkiego jest to codzienne myślenie. Trzeba myśleć i myśleć…

– Ech, bo ty sobie zawsze życie utrudniasz. Ja tam robię mielone na dwa dni, a potem niech sobie sami odgrzewają”.

Różne formy pracy

Polska, gdzie w 1974 r. odnotowano, że pracę zawodową podejmowało 80% kobiet pomiędzy 25. a 50. rokiem życia, obok NRD, była liderem zatrudnienia kobiet w Europie – pisała Barbara Klich-Kluczewska w książce Rodzina, tabu i komunizm w Polsce. A może one wcale nie chciały pracować? Może – ktoś wtrąca złośliwie – po prostu musiały, bo jedna pensja nie wystarczała na godne życie?

W Szwajcarii stosunkowo niedawno kobiety otrzymały prawa wyborcze, ale za to aborcja jest bezpieczna, od 2002 r. legalna i pokrywana przez podstawowe ubezpieczenie zdrowotne.

– Po godz. 17, jak już mój partner skończy pracę i przejmie dziecko, nie mam już tyle siły na myślenie – mówi podczas pandemii Agata Sikora, kulturoznawczyni i eseistka, w live dla krakowskiej Spółdzielni Ogniwo.

„Kiedy ruch [kobiecy] skupił się na prawach kobiet w miejscu pracy i ogłosił rozbrat z powojennym ideałem małżeństwa, część gospodyń domowych, czując się wykluczoną, przekuła swoje poczucie wyobcowania w pogląd, że ruch kobiecy podważa fundamenty rodziny, atakując instytucję małżeństwa” (tłum. Dorota Konowrocka-Sawa) – pisze Linda Scott w książce Kapitał kobiet. Stąd kariera Phyllis Schlafly, która odwracała pytanie: „Czy jest Pani przeciwna pracy kobiet?”, na pytanie: „Czy kobiety nie zasługują na to, żeby być utrzymywane przez mężczyzn?”.

Jak więc sprawić, żeby w narracji promującej pracę i niezależność kobiet dobrze poczuły się też te, które nie chcą iść do pracy poza domem? Może należy nazwać pracą opiekę i troskę o dzieci i dom, bo prawie zawsze kobiety pracujące w domu dorzucają się więcej do ogólnego dobrobytu, niemierzonego w PKB: częściej podwożą na zajęcia cudze dzieci, angażują się w pracę wolontaryjną na rzecz szkoły i lokalnego środowiska – po prostu dlatego, że mają więcej czasu i przestrzeni, żeby dostrzec cudze potrzeby. A ich niechęć do poważnych, pracujących na zewnątrz matek i ojców rośnie wprost proporcjonalnie do poczucia, że są wykorzystywane przez te osoby, które stawiają na karierę kosztem innych.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer