(fot. Ł. Murgrabia)
z Henrykiem Woźniakowskim rozmawia Dominika Kozłowska

Henryk Woźniakowski: jestem spokojny o przyszłość Znaku

Nazwa „Znak” jest bardzo trafna, bo wyraża zarówno gotowość do ewolucji, niezbędnej, jeśli się chce istnieć w zmieniającym się świecie, rozumieć go i w jakimś stopniu wpływać na niego – a zarazem wyraża wiarę w istnienie trwałych etycznych i metafizycznych punktów odniesienia. Chciałbym, żebyśmy umieli tej nazwie sprostać.

Co dziś znaczy dla ciebie nazwa „Znak”?

Już w momencie kiedy zakładano wydawnictwo, starano się tę nazwę interpretować szeroko. Widać to po naszym pierwotnym logotypie, gdzie litery nazwy są umieszczone na niejednoznacznym znaku graficznym, który przypomina z jednej strony ślad pojedynczego pociągnięcia pędzla, a z drugiej strony łódź – w każdym razie jest w nim jakaś dynamika, zwrócenie się naprzód, ku przyszłości.

A zatem Znak ma być taką łodzią, arką, na której w coraz bardziej płynnej rzeczywistości mają się pomieścić wszystkie wartości wyrażone w misji miesięcznika i wydawnictwa?

Chciałbym tak widzieć nasze dzieło.

Znak od początku był ekumeniczny i otwarty na świat, zarazem jednak starał się trzymać własnej tożsamości, swojego kompasu, niezależnie od zmian zachodzących w świecie.

Określiłbym to mianem „dynamicznej stałości”. Zaglądam do pierwszego numeru miesięcznika i widzę tam tekst programowy, który, jeśli pominąć stylistykę i odniesienia do ówczesnych realiów, mógłby być napisany dzisiaj. „Z podłoża najautentyczniejszego i najpełniejszego Katolicyzmu chcemy wywieść człowieka, zdolnego dzisiejszej rzeczywistości podołać, napór jej wytrzymać i zwycięsko poddać ją sobie (…). Określając w ten sposób naszą zasadniczą postawę, ustosunkowujemy się jednak pozytywnie do szeregu dokonań poza obrębem Katolicyzmu (…) pragniemy zetknąć się z żywotnymi dziś a przekonaniom naszym krańcowo przeciwstawnymi światopoglądami, jak marksizm i neopozytywizm, nie na płaszczyźnie ślepej negacji, lecz rzeczowej wymiany poglądów”. Mamy tu wizję człowieka „wewnątrzsterownego” i sprawczego, ciekawego świata, w którym można wzbogacać się treściami pochodzącymi z innych źródeł, otwartego na dialog.

To jest oczywiście pewien ideał.

Zgoda. Chciałbym jednak, aby nie tracił on na aktualności. Należy współpracować z ludźmi, którzy wierzą w możliwość porozumienia i budowania wspólnego dobra, niezależnie od ich światopoglądu. Pojęcie znaków czasu, nowotestamentowe, ale upowszechnione i spopularyzowane dzięki dokumentom ostatniego soboru, kryje w sobie nadzieję, że możliwe jest odkrycie tego, co nas jako ludzi łączy, dotarcie do uniwersalnego sensu naszej egzystencji, który ma różne historyczne i kulturowe artykulacje, ale wyraża tę samą tęsknotę, to samo pragnienie. Znak stara się więc być taką łodzią, na którą mogą wsiąść wszyscy w sposób autentyczny przejmujący się losem człowieka.

Wierzysz zatem, że ludzie, którzy podzielają te same troski, niezależnie od religijności czy światopoglądu, mogą tak samo odczytywać znaki czasu?

Można by się odwołać przez analogię i wykraczając poza dziedzinę wyłącznie polityczną, do formuły Stommy, który mówił o „mądrości etapu”. Każdy etap dziejowy domaga się nowego opisu, ponownego zrozumienia, co jest trudne, bo zmiany przyspieszają, a rzeczywistość zyskuje na złożoności. Z dekady na dekadę poznanie staje się coraz bardziej skomplikowane, a tak potrzebne życiu syntezy – trudniejsze do wypracowania, obarczone większą niż niegdyś niepewnością.

Nazwa „Znak” jest bardzo trafna, bo wyraża zarówno gotowość do ewolucji, niezbędnej, jeśli się chce istnieć w zmieniającym się świecie, rozumieć go i w jakimś stopniu wpływać na niego – a zarazem wyraża wiarę w istnienie trwałych etycznych i metafizycznych punktów odniesienia.

Chciałbym, żebyśmy umieli tej nazwie sprostać. Czy jednak robimy wszystko, co w naszej mocy, aby dostarczać ludziom treści, za pomocą których będą mogli uzyskać lepszą orientację w świecie i we własnym życiu? Czy to, co robimy, jest ludziom naprawdę pomocne, i pod względem poznawczym, i etycznym, i życiowym?

(…)

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Jak dziś widzisz te najważniejsze dla Znaku kierunki ideowe i światopoglądowe?

Sporo już o tym mówiliśmy. Znak – mówię i o miesięczniku, i o wydawnictwie, przynajmniej o pewnym istotnym nurcie publikacji – powinien kontynuować swoją ambicję dostarczania czytelnikom budulca dla umacniania fundamentów ideowych i światopoglądowych, a zarazem krytycznego i dialogicznego otwarcia na to, co się dzieje nie tylko w Kościele – czy Kościołach – ale także na rozwój myśli filozoficznej, naukę, sztukę, przemiany gospodarcze i polityczne w świecie, który nagle stał się niewielki, dostępny, powiązany tysiącami zależności, a przy tym niewymownie kruchy i zagrożony. Musimy podejmować na swój sposób wszystkie najważniejsze tematy – choć większość z nich nie jest „własnością” naszego środowiska: przyszłość demokracji i Unii Europejskiej, imigracja, ekologia, zmniejszanie nierówności, międzynarodowe stosunki z sąsiadami, pamięć i historia, relacje między religią a kulturą współczesną, kształt stosunków Kościół–państwo… Mam wrażenie, że choć mało kto odwołuje się dziś wprost do hasła personalizmu, to właśnie wokół tej idei, tak bliskiej naszym założycielom, powinny krążyć nasze myśli i sposób podejmowania tych tematów. Ostatecznie wszystko zaczyna się od człowieka, jego umiejscowienia w społeczności, jego otwarcia na transcendencję, jego sumienia i jego wolności, jego kondycji kulturowej, ekonomicznej i tak dalej.

Wierność imponderabiliom i mądrość etapu!

Otóż to. Problem, przed jakim Znak dziś staje, leży nie tyle w identyfikacji ideowej, bo ona wbrew pozorom nie jest aż taka trudna. Choć oczywiście były, są i będą napięcia, bo jednym bardziej zależy, dajmy na to, na odkrywaniu sensu normy, a innym – na wolności; jednym na wierności tradycji, a innym – na otwartości, jednym na ufności i nadziei, a innym – na krytyce. Jednak nad tymi kwestiami zastanawia się tylko jakaś część pracowników Znaku, podczas gdy większość w tej dużej i rozczłonkowanej na kilka spółek firmie przede wszystkim wykonuje swoje zadania – w obszarze akwizycji nowych tytułów, handlu, promocji czy administracji. Chciałbym wszakże, aby dla wszystkich ważny był wewnętrzny etos panujący w firmie, który powinien przekładać się na jakość relacji międzyludzkich, style zarządzania, sposób organizacji pracy. Zwłaszcza że znaczną większość spośród ponad 200 pracowników całej naszej grupy wydawniczej stanowią ludzie młodzi i bardzo młodzi, dla których Znak jest często pierwszym miejscem pracy, ludzie nie poobijani jeszcze przez życie i rozmaite doświadczenia, wrażliwi i ambitni. Chciałoby się, żeby nasze wysokie personalistyczne idee i tradycje znajdowały odbicie na poziomie wewnętrznym, ale nie zawsze się to udaje. Kazania niewiele tu zdziałają, ale dobrej woli nigdy dosyć.

Jeśli ma się ambicję oddziaływania na rzeczywistość, a więc na ludzi, to pewnie większy problem niż w treściach ideowych tkwi w formach przekazu.

Miesięcznik „Znak” ma tysiące odbiorców miesięcznie, jeśli wziąć pod uwagę i pismo, i stronę internetową. Ale czym są te tysiące w perspektywie całego społeczeństwa? Kluczową sprawą jest oczywiście pozyskiwanie odpowiednich autorów, odpowiednio wybitnych i przekonujących. Ale to też nie uchroni nas przed pytaniem, w jakich formach docierać do społeczeństwa. Czy skuteczniejsze jest wydanie ważnej książki w nakładzie 1500 egzemplarzy, gdy liczymy na to, że przeczyta ją kilka osób kształtujących debatę publiczną, czy szukanie form bardziej popularnych, pozwalających dotrzeć do szerszego odbiorcy? W jakich formach i z jakimi treściami zwiększać naszą obecność w przestrzeni wirtualnej, w której wszyscy spędzamy coraz więcej czasu? To są pytania, z których nie możemy rezygnować. Co więcej – odpowiadamy na nie: nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem, naszymi kolejnymi projektami.

(…)

O przyszłości Znaku myślisz bardziej z nadzieją czy z pewną obawą?

Kiedy patrzę na was…

… nie masz obaw.

Otóż to.

 Na początku naszej rozmowy powiedziałeś, że jesteś osobą przezorną…

Dzięki tej przezorności pewne kluczowe decyzje udało mi się w Znaku podjąć, powiem nieskromnie, trafnie – czy to w okresie transformacji, o czym mówiliśmy, czy z chwilą strukturalnych przekształceń naszej firmy. Z decyzjami personalnymi bywało różnie, niekiedy te, które były obiecujące i owocne, z czasem traciły te cechy – ale to wynika z nieprzewidywalnej dynamiki zmian charakterologicznych i światopoglądowych, którym wszyscy podlegamy. Teraz jednak, gdy szykuję się do przekazania prezesury Znaku w młodsze ręce, mam nadzieję, że najważniejsze decyzje personalne podjąłem w sposób przezorny i dalekowzroczny. Kiedy patrzę na was, to ufam, że podstawowe kierunki Znaku, najważniejsze elementy naszej misji zostaną utrzymane i będą twórczo, z pasją rozwijane również w przyszłości. W każdym razie więcej nadziei czerpię z obserwacji waszej pracy i zaangażowania niż z widoku „szerokiego świata”.

Fragment pochodzi z wywiadu-rzeki „Rzeczy ważne, a czasem błahe”, który z Henrykiem Woźniakowskim przeprowadziła Dominika Kozłowska. Więcej znajdziesz tutaj.