Rytm dnia mademoiselle de Lespinasse był ściśle ustalony. Poranek to czas toalety, lektur, odpowiedzi na korespondencje. Później spotkania z najbliższymi przyjaciółmi, którzy chcieli z nią porozmawiać w cztery oczy. Obiad u madame Geoffrin dwa razy w tygodniu, w inne dni: hrabiowie, ministrowie, damy z towarzystwa. Wczesne popołudnie to czas wizyt. Wreszcie: od piątej po południu do dziewiątej wieczorem – codziennie przez 12 lat! – przyjmowanie gości w domowym salonie. To godziny najwyższej koncentracji, gdy jako gospodyni nie wolno jej było okazać roztargnienia. Korespondowała wszak z Wolterem i carycą Katarzyną II, stale bywali u niej Condillac i Turgot; z tą samą lekkością należało mówić o filozofii i polityce, sztuce i literaturze. Oczarowywała gości, ale przede wszystkim prowadziła rozmowę tak, żeby ukazać ich najmocniejsze strony, aby ci mogli błyszczeć i cieszyć się sobą nawzajem. Dzień nie kończył się jednak wraz z wyjściem ostatnich zaproszonych. Często wybierała się jeszcze do opery bądź znajomi i przyjaciele wysyłali po nią karetę, by spędziła z nimi także resztę wieczoru.
Czytając o tej tytance życia towarzyskiego, która dzień w dzień, przez lata, niezależnie od samopoczucia, odprawiała swoją „wielkoświatową pańszczyznę”, widziałem w niej rodzaj świętej, osoby opętanej pewnym ideałem życia, któremu oddaje się z absolutnym poświęceniem. I jakkolwiek tak wiele nas od mademoiselle de Lespinasse dzieli – w końcu należała do próżniaczej klasy doby ancien régime’u, która miała przywilej spędzenia życia na gadaniu – to nie mogłem uwolnić się od myśli, że ten ideał towarzyskości wciąż w pewnym stopniu może rezonować. A przynajmniej w wielu z nas tli się tęsknota za rozmową ciekawą i fascynującą, za obcowaniem z ludźmi, w którym są lekkość, swoboda, błyskotliwość.
Towarzyska utopia
Benedetta Craveri w książce Złoty wiek konwersacji poświęconej XVII- i XVIII-wiecznym salonom francuskim, z której pochodzi historia mademoiselle de Lespinasse, była całkowicie świadoma, że stawia przed oczami czytelników pewien – potencjalnie aktualny – wzorzec dobrego życia. Jak Michel Foucault piszący o antycznej „trosce o siebie”, Pierre Hadot widzący w filozofii „ćwiczenie duchowe”, Leszek Kołakowski prezentujący XVII-wiecznych nonkonformistów religijnych, tak też Craveri uprawia historię idei, która nie kryje się z tym, że może wpływać na naszą postawę tu i teraz. Jak pisze we wstępie: „Książka opowiada historię pewnego ideału (…). Ideału towarzyskiego spod znaku elegancji i uprzejmości, który przeciwstawiał logice siły i okrucieństwa instynktów sztukę przebywania razem, opartą na intelektualnym uroku i wzajemnej satysfakcji (…). Istnieje (…) być może głębsza i sekretna racja, która sprawiła, że podjęłam się badań nad odległą historią mającą posmak legendy: jest nią świadomość faktu, że mimo nieskończonego dystansu dzielącego nas od tamtego nieistniejącego już świata nigdy nie przestał on nas fascynować. (…) Tym, co dzisiaj podziwiamy i czego żałujemy (…), jest najbardziej reprezentatywna rozrywka tamtego towarzystwa: sztuka konwersacji” (tłum. J. Ugniewska, K. Żaboklicki).

