70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Medium Stanisława Tomczyk demonstruje lewitację nożyczek, 1909 r.; fot. Harlingue / Roger-Viollet / East News

Na ścieżkach duchowości

Od 150 lat mamy koniunkturę na pojęcie „duchowość”. Sekularyzacji towarzyszy bowiem proces indywidualizacji religijnych poszukiwań.

Wiara we wróżki, amulety i duchy oraz poczucie własnej przygodności wobec ogromu rozgwieżdżonego nieba, erotyczna ekstaza i poruszenie dziełami sztuki, medytacja i modlitwa na różańcu – to wszystko możemy uznawać za elementy naszego życia duchowego. Wobec trudności ze zdefiniowaniem pojęcia „duchowość”, jeden z niemieckich badaczy, Eike Wenzel, żartobliwie stwierdził, że jest to po prostu „coś innego niż ta okropna mamona”. Prawdopodobnie, niezależnie od tego, czy postrzegamy duchowość jako obszar kontaktu z tym, co nadprzyrodzone, czy wyłącznie element psychiki, mało kto z nas stwierdzi, że taka sfera życia jest mu zupełnie obca. Losy tego pojęcia i jego rosnąca popularność są intrygującym świadectwem przemian nowoczesnej kultury zachodniej.

Odkrycie duchowości
Termin „duchowość” (spirituality, spiritualité, Spiritualität) rozpowszechnił się w Europie w ostatnich dekadach XIX w. w reakcji na sukcesy racjonalizmu i pozytywizmu. W tradycji chrześcijańskiej funkcjonował wcześniej w odniesieniu do praktyk ascetycznych i modlitewnych w życiu zakonnym – wspomnieć można choćby Ćwiczenia duchowe św. Ignacego Loyoli, założyciela jezuitów. Dotyczył więc działań indywidualnych, ale powiązanych z religijną wspólnotą.

Jak zauważa austriacki religioznawca Karl Baier, termin „duchowość” nie był pokryty „patyną, którą zaszło w epoce nowoczesnej wiele pojęć religijnych”. Stąd jego popularność w dobie fin de siècle – w epoce, w której podziw dla Darwina czy Renana szedł w parze z poszukiwaniem alternatywy dla ściśle racjonalistycznego podejścia do rzeczywistości.

Jak twierdzi Baier, pojęcie duchowości pojawiło się wówczas w dwóch obszarach: nowej religijności i katolicyzmu.

Na „nową religijność” składały się rozmaite zjawiska. Z jednej strony pierwsi mistrzowie hinduizmu (np. Swami Wiwekananda) docierali na przełomie XIX i XX w. do Wielkiej Brytanii czy USA, budząc zainteresowanie myślą indyjską oraz praktyką jogi. Wtedy właśnie wśród sympatyków myśli Wschodu uciera się stereotypowy podział na „uduchowione Indie” i „materialistyczny Zachód”. Z drugiej strony o „duchowości” i „duchowym rozwoju ludzkości” pisała też Helena Bławatska, twórczyni Towarzystwa Teozoficznego, medium i jedna z najważniejszych postaci współczesnej ezoteryki. Na marginesie warto zauważyć, iż seanse spirytystyczne na przełomie XIX i XX w. budziły powszechne zainteresowanie – w „występach” słynnej medium, Włoszki Eusapii Palladino, uczestniczyli m.in. Maria i Piotr Curie, Henri Bergson czy Bolesław Prus.

Pojęcie duchowości dobrze pasowało do opisania wszelkich poszukiwań, którym z jednej strony obca była naturalistyczna wizja świata, a z drugiej – nie chciały być kojarzone z religijnym dogmatem. Stało się więc hasłem wywoławczym dla religijnego indywidualizmu, wolnego od związków z instytucją.

Dobrze to nowe podejście opisywał słynny niemiecki socjolog Georg Simmel, choć nie używał samego terminu „duchowość”. W eseju Konflikt w kulturze współczesnej (1918) zwracał uwagę, że wielu intelektualistów wybiera mistycyzm, odrzucając obiektywizujące formy religii jako te, które zaburzają pierwotny impuls religijny. „Mistycyzm kieruje się ku bóstwu przekraczającemu wszystkie poszczególne i osobowe formy: szuka niezmierzonych bezkresów uczucia religijnego, które nie napotyka żadnej dogmatycznej zapory”. Charakterystyczne jest też według Simmla rozpływanie się przekonań religijnych (wierzę, że) w religijności jako sposobie życia (ja wierzę). Taka religijność staje się wówczas postawą przenikającą całe życie, stanowiącą o ludzkiej tożsamości, a nie będącą tylko nazwą jednego z jego obszarów. Nie jest już – jak pisał Simmel – „pojedynczą melodią w symfonii życia”, lecz „tonacją, w której wykonuje się całe dzieło”.

Nowe poszukiwania znalazły odbicie także w naszym kraju; choćby w poezji młodopolskiej. Jak pokazuje historyk literatury Wojciech Gutowski, w wierszach Tadeusza Micińskiego, Leopolda Staffa czy Kazimierza Przerwy-Tetmajera dostrzec można zarówno poczucie wyczerpania tradycji chrześcijańskiej, jak i poszukiwanie nowych ścieżek dla sacrum. Miejscem epifanii często staje się natura (Tatry!), chętnie sięga się po symbolizm mający uchwycić „Nieznane”, pojawiają się odniesienia do mądrości Wschodu bądź tradycji przedchrześcijańskich. Bóg, jeśli jest, znajduje się nie „na niebie”, lecz „we wnętrzu” człowieka. „Nie ma religii wyższej nad prawdę serca” – wyznanie Tadeusza Micińskiego staje się zawołaniem epoki.

W tym czasie o duchowości zaczyna się pisać również w obszarze katolickim. Choć seminaria duchowne przez dekady prowadziły wykłady dla kleryków raczej z zakresu „ascezy i mistyki” niż „duchowości”, to na gruncie francuskim od początku XX w. coraz bardziej rozpowszechniał się termin spiritualité chrétienne. Obejmował on nie tylko duchowość zakonną, lecz także praktyki, które mogli podejmować zwykli wierni. Świeckim nie wystarczała już bowiem tradycyjna „pobożność” kojarząca się ze zbiorowymi rytuałami i religijnością ludową. Jak podkreśla Karl Baier, do czasów II Soboru Watykańskiego (1962–1965) termin „duchowość” stracił uprzywilejowany związek z życiem zakonnym – następowała „demokratyzacja charyzmatu”. W katolickim nauczaniu zaczyna się wówczas coraz częściej mówić o duchowości świeckiej pracy, małżeństwa czy rodziny.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter