Richard Dawkins i ks. Michał Heller po dyskusji o nauce i religii w Brnie, 1996 r. Rozmowa została wyemitowana w BBC pt. God under the microscope, a obecnie można ją obejrzeć na portalu YouTube fot. z archiwum ks. Hellera
Michał Jędrzejek marzec 2021

Ateizm walczący, sceptyczny i pobożny

Jakie pytania stawiają dziś ateiści? Czym jest dla nich religia? Jakie formy przyjmuje ich niewiara? Krótki przegląd nowych książek o ateizmie.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

Michał Jędrzejek

Przygody „boga filozofów”

Karol Tarnowski

Uczciwie wobec ateizmu*

Czy ateizm to dzisiaj „temat”? Niekoniecznie. Można by śmiało przekonywać, że to pojęcie, które lęk i fascynację budziło dawno, w XIX w., w czasach Feuerbacha i Marksa, Nietzschego i Dostojewskiego, Renana i Darwina. Ateizm przez jednych postrzegany był jako nieubłagana konsekwencja rozwoju nauki i szansa na emancypację ludzkości, a przez innych jako zagrożenie dla moralności i ładu społecznego. Jak przypomina Georges Minois w Historii ateizmu, to wtedy powstawały specjalne stowarzyszenia ateistów czy czasopisma niewierzących – pokroju francuskiego „L’Athée”, które wzywało w numerze z maja 1870 r.: „Bóg albo materia! Trzeba wybierać”. Publikowano wtedy nawet „katechizmy wolnomyślicieli” w formie tanich broszurek z krótkimi odpowiedziami na pytania o to, kim jest i w co wierzy wolnomyśliciel.

Istnieją dziś kraje w Europie, w których więcej jest osób deklarujących się jako niewierzące niż tych religijnych. Według badań Eurobarometru z maja 2019 r. to Czechy, Holandia i Szwecja. A jednocześnie wydaje się, że tematyka ateizmu nie wzbudza dawnych emocji.

Pewnie dlatego że wielu z owych nones to nie tyle zdeklarowani ateiści, ile osoby obojętne wobec kwestii religijnych i „hipotezy Boga”. Apateiści – jak mówią niektórzy badacze. Europejskie społeczeństwa przyzwyczaiły się, że żyją w nich obok siebie osoby o różnych światopoglądach – a stosunek do idei Boga jest dla wielu sprawą prywatną czy wręcz intymną, która niekoniecznie nadaje się do roztrząsania w publicznych dyskusjach.

Ateizm pojawia się na sztandarach wtedy, gdy jego oponenci odgrywają ważną rolę społeczną, polityczną i intelektualną. Krótko mówiąc – ateizm nabiera atrakcyjności w sytuacji, gdy religia zdobywa wydatny wpływ na sferę publiczną. Pamiętam, jak nestor polskiej humanistyki prof. Krzysztof Pomian od takich rozważań rozpoczął swój referat na konferencji Ateizm po polsku na UW w 2017 r. Wspomniał, że gdyby konferencja na podobny temat odbywała się we Francji, nie wziąłby w niej udziału. W Polsce zaś czuł się do tego po prostu zobowiązany – aby dać jakiś odpór opcji katolicko-narodowej i dominacji Kościoła w życiu publicznym.

Choć więc liczba niewierzących Polaków formalnie nie jest wielka (9% według ostatnich badań CBOS-u), to – wobec rosnących napięć dotyczących miejsca religii w życiu publicznym – ateizm jest w naszym kraju „tematem”. W zrozumieniu różnych typów niewiary i argumentacji, która za nimi stoi, mogą pomóc wydane ostatnio u nas książki. Przedstawiają one dobrze trzy rodzaje ateizmu: walczący, sceptyczny i pobożny

Ateizm walczący

Czterej jeźdźcy apokalipsy. Jak się zaczęła ateistyczna rewolucja (2019, tłum. P. Szwajcer) to zapis rozmowy Richarda Dawkinsa, Daniela Dennetta, Sama Harrisa i Christophera Hitchensa. Najsłynniejsi przedstawiciele tzw. nowego ateizmu spotkali się we wrześniu 2007 r. i w swobodnej rozmowie omawiali swój stosunek do religii. Opublikowana dyskusja poprzedzona specjalnie przygotowanymi esejami trzech z nich (Hitchens zmarł na nowotwór w 2011 r.) daje krótkie wprowadzenie do sposobu myślenia tego rodzaju „ateistów walczących”.

Warto przy okazji zauważyć, że nowy ateizm zyskał popularność właśnie dzięki powrotowi do sfery publicznej religii w jej najgorszym wydaniu. Najsłynniejsze książki „czterech jeźdźców” publikowane były niedługo po ataku dżihadystów z 11 września i w samym środku tzw. wojny z terroryzmem.

Nowi ateiści traktują religię jako zbiór przekonań, które należy odrzucić z powodów poznawczych i moralnych. Z powodów poznawczych, dlatego że nauka proponuje obraz świata, który niekiedy wchodzi w bezpośredni konflikt z twierdzeniami religijnymi (tak jest choćby w przypadku literalnej lektury Biblii zakładającej, iż świat ma ok. 6 tys. lat, a wszyscy ludzie wywodzą się od jednej pary – Adama i Ewy), a niekiedy po prostu czyni je – w ich przekonaniu – „mało prawdopodobnymi”. Czy wobec wieku i wielkości Wszechświata można uznać, że to człowiek jest celem jego istnienia? „Rozszerzający się Wszechświat, prawa fizyki, dopasowanie stałych kosmologicznych, prawa chemii, powolne obroty ewolucyjnych młynów – to wszystko miałoby zaistnieć wyłącznie po to, byśmy po czternastu miliardach lat mogli powstać my! (…) Uwaga Wszechświata skupiona jest na mnie! Czyż to nie niewyobrażalna bezczelność wierzyć w coś takiego” – zapisuje Dawkins, przechodząc od argumentów poznawczych do moralnych, dostrzegając w postawie osoby religijnej pychę i „bezczelność”. Najważniejszym argumentem moralnym jest jednak kwestia cierpienia w świecie. Harris uważa, że sprawa jest oczywista: „Nie warto zbyt długo rozwodzić się nad wizją wszechwiedzącego, wszechmocnego i wszechdobrego Boga”. Podaje przykład z codziennej gazety – w Brazylii urodziły się dzieci cierpiące z powodu mikrocefalii wywołanej zakażeniem matki przez komara przenoszącego wirus Zika. Dzieci urodziły się z malutkimi główkami i mają przed sobą krótkie i pełne cierpień życie. „Czy ów wszechwiedzący i będący samym dobrem Bóg uczynił cokolwiek, by ją [matkę] ochronić? Nic! Dosłownie nic!”

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Można nazwać ich „ateistami walczącymi”, ponieważ aktywnie działają na rzecz ograniczenia wpływów religii. Są przekonani, że religie są oparte na ślepej wierze, społecznie szkodliwe, prowokują do konfliktów i przemocy, a ludziom żyłoby się bez nich lepiej. Gdy z trudem znajdują jakieś pozytywne cechy życia religijnego, to w zgoła nieoczywistych miejscach. O ile Dennett dostrzega jeszcze pewien wspólnotowy charakter Kościołów („znam wielu ludzi, których życie byłoby puste, samotne i ponure, gdyby nie wsparcie, jakie całkiem bezinteresownie otrzymali od którejś z organizacji religijnych”), o tyle Dawkins wydaje się doceniać głównie bożonarodzeniowe zwyczaje („Nie mam najmniejszego problemu z choinką”).

Ta, można by rzec, wolteriańska krytyka religii wydobywa autentyczne i być może nieprzezwyciężalne trudności chrześcijańskiej doktryny. Wydłużający się dzięki poznaniu naukowemu „czas świata”, znajomość mechanizmów ewolucji, która jest procesem trwającym miliony lat i opartym na przypadkowych mutacjach, sprawiają, że pojawiają się zdroworozsądkowe wątpliwości: czy to my, ludzie, jesteśmy centrum i celem istnienia świata – tak jak zakłada tradycyjna teologia? Czy świat pełen cierpienia ludzi i innych stworzeń rzeczywiście kierowany jest przez dobrego i wszechmocnego Stwórcę? Pytania zadawane z ironiczną ostrością mogą skłaniać do porzucenia religii bądź poszukiwania innych obrazów Boga – być może nie wszechmocnego, lecz będącego jedynie współczującym świadkiem losów człowieka.

Jednocześnie nierzadko irytować mogą uproszczone opozycje w opowieści nowych ateistów. Na przykład gdy ci swawolnie przeciwstawiają sobie rozum i wiarę, naukę stojącą po „jasnej stronie mocy” i religie – jak mówi Hitchens – „wszystkie (…) równie zepsute, fałszywe, nieuczciwe i ponure”. Nie zauważają przy tym, że również poglądy naukowe mogą stać się ideologicznym paliwem i narzędziem przemocy – tak jak w przypadku idei rasistowskich i eugenicznych wspieranych przez wybitnych uczonych pokroju Ernsta Häckela czy Juliana Huxleya. Ten ostatni przekonywał o ewolucyjnej niższości „rasy czarnej” i snuł plany sterylizacji osób ze społecznego marginesu – w czym nie był bynajmniej odosobniony wśród zachodnich elit intelektualnych I poł. XX w. Nie trzeba zresztą daleko szukać przykładów rozumu „zaślepionego” – w toku dyskusji Hitchens bez wątpliwości popiera amerykańskie interwencje w Iraku i Afganistanie. Wygłasza peany na rzecz zaangażowanych tam dywizji wojskowych („prawdziwych bojowników o sekularyzm”) i domaga się bezwzględnej walki z dżihadystami („Rozwiązanie jest jedno – oni powinni zostać wyeliminowani. Usunięci. To moja bardzo pierwotna reakcja – konieczność zniszczenia wroga, by zapewnić własne przetrwanie”). Z takim podejściem najwyraźniej łatwo zaakceptować śmierć tysięcy irackich cywili w wyniku wojny. Jak różnie bywa ze sprawą „wiary” i „rozumu”, widać było też w tym, jak Hitchens przez lata wierzył w pozbawione dowodów przekonanie, iż Saddam Husajn jest w posiadaniu broni masowego rażenia.

Nie znajdzie się też u nowych ateistów wzmianki o tym, że dziejów relacji religii i nauki nie można sprowadzić wyłącznie do konfliktu – choćby w świecie średniowiecznego islamu rozkwitały matematyka i astronomia. Ani o tym, że z motywacji religijnych mogą płynąć przekonania etyczne i polityczne wartościowe także dla ateistów: przypomina o tym choćby fakt, że jednym z pionierów idei wolności religijnej i neutralności światopoglądowej państwa był amerykański baptysta Roger Williams żyjący w XVII w., który wprowadził te zasady w stworzonej przez siebie kolonii Rhode Island.

Tym, co wyróżnia nowych ateistów, jest traktowanie religii jako „prymitywnej nauki” – tzn. takiego sposobu wyjaśniania zdarzeń w świecie, który opiera się na arbitralnie przyjętych założeniach i nie ma żadnej mocy prognostycznej. Stąd dziwaczne na pierwszy rzut oka stwierdzenie Dawkinsa: „Przewidywania teorii kwantów zostały niezliczoną ilość razy zweryfikowane empirycznie (…). A na podstawie tajemnicy Trójcy Świętej nie jesteśmy w stanie formułować przewidywań. Tym bardziej precyzyjnych i takich, które się sprawdzają”. Czy takie postrzeganie religii jest uzasadnione?

 

Ateizm sceptyczny

Nie zgadza się z nim John Gray, brytyjski filozof, autor Siedmiu typów ateizmu (2020, tłum. A. Wilga). Według niego „religia to próba odnalezienia sensu w zdarzeniach, a nie teoria mająca objaśnić ludziom wszechświat”. Nawet gdyby udało się wyjaśnić naukowo przyczyny różnych zdarzeń, pozostaje pytanie o ich sens, czyli o to, co nadaje wartość naszemu życiu, w co się warto angażować, po co żyjemy.

Dodaje też, że „dla większości ludzi religia obejmowała raczej pewne praktyki niż wierzenia”. Tak jest choćby w judaizmie, w którym zawsze przestrzegano przede wszystkim pewnych reguł (ortopraksja) niż zbioru wyznaczonych tez (ortodoksja). Dziś zresztą można spotkać Żydów, którzy chętnie celebrują religijne święta i uczestniczą w nabożeństwach, ale niekoniecznie przyjmują przekonanie o Bożym działaniu w świecie. W wielu religiach – np. hinduizmie – doktrynalne spory nigdy nie miały większego znaczenia. Inaczej było w chrześcijaństwie, choć i w nim zrodziła się tradycja apofatyczna, która uznaje nasze sądy o Bogu za pewne antropomorficzne przybliżenia nieoddające adekwatnie rzeczywistości Boga i zawsze obarczone błędem.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer