Janusz Poniewierski
Janusz Poniewierski, zdj. Michał Lichtański
Janusz Poniewierski październik 2025

Gość w dom

Jak powiadają żydowskie midrasze, w ludziach ubogich i wykluczonych kryją się nieraz posłańcy Boga

Artykuł z numeru

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Przypadającym jesienią obchodom żydowskiego Święta Szałasów (Sukot) towarzyszą wierzenia, które swą refleksją objęła mistyczna księga Zohar. Myślę tu zwłaszcza o przeświadczeniu, iż goście (uszpizin) podejmowani w specjalnie zbudowanych wtedy szałasach są de facto posłańcami Boga. I to właśnie oni mają poprowadzić tych, do których przychodzą, ku duchowej doskonałości.

Święto Sukot trwa cały tydzień. Codziennie zatem – każdego kolejnego dnia – pobożni Żydzi spodziewają się odwiedzin jednego z patriarchów i / lub proroków szczególnie ważnych dla judaizmu. Są to ojcowie wiary: Abraham, Izaak, Jakub, Józef (Egipski), Mojżesz, Aaron i Dawid; współcześnie (np. w judaizmie reformowanym) mówi się również o gościniach: biblijnych przywódczyniach i przewodniczkach ludu Izraela, takich jak matriarchini Sara czy Miriam, siostra Mojżesza.

Ta stara tradycja kładzie nacisk na duchowy aspekt gościnności. Słychać w niej echo wizyty, którą złożyli Abrahamowi aniołowie oraz sam Bóg. Głęboką – zakorzenioną właśnie w judaizmie – interpretację tego wydarzenia przypomniał niedawno w liście pasterskim, poświęconym naszemu stosunkowi do uchodźców, kard. Grzegorz Ryś: „»Gościnność (…) znaczy więcej niż przyjęcie Bożej obecności«! Nie zostawia Boga ten, kto śpieszy – jak Abraham – do podróżnych. Przeciwnie, spotyka Go w jeszcze innej postaci. Tradycja chrześcijańska (…) mówi nam, że Abrahama nawiedziła Trójca Święta. Przyznajmy jednak, że Boską Trójcę łatwiej jest nieraz przyjąć nawet w Jej niepojętej Tajemnicy, niż wtedy, gdy przychodzi w osobach trzech obcych wędrowców…”.

Zdumiewające, że trzeba o tym przypominać w kraju, w którym poważnie niegdyś traktowano przysłowie: „Gość w dom, Bóg w dom” (por. Mt 25, 35: „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”).

Na gości – powiadają Żydzi – nie wystarczy jednak tylko czekać. Trzeba (i warto!) ich zapraszać. Stąd modlitwa, odmawiana w trakcie święta Sukot i błagająca wysłanników Boga, by zechcieli przybyć do tych, którzy o to proszą. Ale to także zaproszenie skierowane do ludzi żyjących tuż obok lub przychodzących z daleka. Co ważne, nie chodzi tu o osoby majętne i wpływowe (czy o tych, którzy na co dzień żyją „po Bożemu”), ale o „ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych” (Łk 14, 13), a także grzesznych i wykluczonych. Jak opowiadają midrasze, to właśnie w nich – paradoksalnie – ukrywają się nieraz boscy posłańcy; często w takim „przebraniu” pojawia się np. prorok Eliasz.

Przytoczyłem tu cytat z Ewangelii, bo coraz lepiej widzę, jak bardzo wyrasta ona z tradycji żydowskiej i z nią koresponduje. Zresztą, takich mniej lub bardziej wyraźnie nawiązujących do święta Sukot tropów jest w ewangeliach więcej. Wystarczy uważnie przeczytać opowieść o przemienieniu Jezusa: można w niej dostrzec „gości z nieba”, Mojżesza i Eliasza, i usłyszeć głos Piotra zapraszającego ich wraz z Mesjaszem „do namiotów” (por. Mt 17, 1–4).

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się