Dominika Kozłowska grudzień 2019

Dlaczego odchodzą – i dokąd?

Wiele i wielu z nas mówi o tym, że skończył się czas pisania listów do biskupów, a nawet do samego papieża, że dziś potrzeba innego rodzaju aktywności.

Artykuł z numeru

Wierzę, wątpię, odchodzę

Wierzę, wątpię, odchodzę

Wiele i wielu z nas podejmuje więc działania, które mają zmieniać Kościół od środka: czy to poprzez pozytywne zaangażowanie społeczne, jak czynią osoby skupione wokół inicjatywy Zranieni w Kościele (www. zranieni.info), czy to poprzez milczące, lecz widoczne publicznie protesty, jakie niedawno odbyły się w kilku polskich miastach pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”. Nowe inicjatywy stanowią odpowiedź na narastające wcześniej doświadczenie niemożliwej do zniesienia bezsilności wobec działań (lub ich braku) pasterzy Kościoła, coraz silniejszej polaryzacji i upolitycznienia wspólnoty oraz języka nienawiści i wykluczenia, jaki sączy się nie tylko z ust polityków, ale i duchownych. Wiele i wielu z nas obawia się iść na mszę św. w kościele parafialnym, nie chcąc znów słuchać słów pełnych lęku przed światem, a nierzadko również i potępienia rozmaitych zjawisk we współczesnej kulturze. Wreszcie – coraz silniejsze jest przekonanie, że przełożeni kościelni, którzy zachowują się niegodnie, tuszują pedofilię lub jawnie lekceważą problem, powinni złożyć dymisję i zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

Można jednak także powiedzieć, że te szlachetne działania i publicznie formułowane postulaty na nic się zdadzą, jeśli wśród najważniejszych osób sprawujących w polskim Kościele władzę nie będzie woli reformy. Co więcej, być może jednym ze źródeł problemów jest właśnie sam sposób sprawowania tej władzy. I dopóki nie ulegnie on zmianie, żadne oddolne działania nie przyniosą sensownych efektów. Nigdy wcześniej w III RP sojusz ołtarza i tronu nie był tak silny jak obecnie. Obydwie strony tego sojuszu mają świadomość, że polsko-katolicka forma kultury jest zdolna do przetrwania tylko za sprawą odgórnego przymusu, narzucenia obywatelom prawicowo-kościelnej ideologii. Jednak czy naprawdę wierzą, że da się to utrzymać dłużej niż kilka lat? Być może prawicowi politycy i liderzy tak naprawdę czekają, aż Kościół utraci resztki społecznego autorytetu, by ogłosić się jedynym gwarantem tożsamości i moralności?

Z pewnością mamy do czynienia z sytuacją szybkich przemian. Nawet jeśli nadal niewiele osób mówi o tym głośno, za kilka, najwyżej kilkanaście, lat Kościół katolicki w Polsce utraci dominującą pozycję. Jaka będzie ta nowa rzeczywistość? Do jakich zasobów, źródeł etycznych i światopoglądowych będą się wówczas odwoływać Polki i Polacy, wierzący i niewierzący, chrześcijanie i wyznawcy innych religii?

Niedawno na łamach miesięcznika „Znak” pisałam, że w polskich warunkach katolicyzm, i to w dodatku katolicyzm rozumiany na sposób narodowy, stał się miarą dla chrześcijaństwa. To niezdrowe przesunięcie. Dopóki właściwy porządek nie zostanie przywrócony, Kościół katolicki będzie się w Polsce pogrążał w coraz większym kryzysie.

Zarysowane powyżej problemy są punktem wyjścia najnowszego Tematu Miesiąca. Koncentrujemy się w nim przede wszystkim na pytaniu o postawy ludzi ochrzczonych: dlaczego Polki i Polacy dziś w Kościele zostają, kiedy z Kościoła odchodzą i jakimi innymi ścieżkami rozwoju duchowego podążają? Zachęcamy do wspólnej refleksji nad tym, dokąd odchodzą ci, którzy w sposób formalny lub nieformalny opuszczają Kościół i co dla tych, którzy uznają się za katolików oznacza pozostanie w nim.

Kup numer