Michał Jędrzejek. Ilustracja: Agata Nowicka
Michał Jędrzejek. Ilustracja: Agata Nowicka
Michał Jędrzejek grudzień 2025

Lista życzeń

Arthur C. Brooks, badacz szczęścia z Uniwersytetu Harvarda, opisywał niegdyś, że na swoje 40. urodziny przygotował tzw. listę życzeń.

Artykuł z numeru

Ile nas dzieli od szczęścia

Ile nas dzieli od szczęścia

Chciał pisać książki i artykuły do czołowych amerykańskich gazet, podróżować po świecie z wykładami, zdobyć tytuł profesora i stanąć na czele think tanku (jak widać, były to marzenia typowego akademika, nie umieścił na niej skoku na bungee). Po niecałej dekadzie zajrzał do listy i okazało się, że wszystkie te życzenia zrealizował. Nie uczyniło go to jednak szczęśliwszym. Zaobserwował, że poczucie satysfakcji z dokonanych osiągnięć trwało krótko: dzień, najwyżej miesiąc.

Brooks zauważył, że najwyraźniej mylnie diagnozował to, co daje mu trwałe zadowolenie. Nie były to kolejne projekty, które mógł odhaczyć na swojej liście i które przynosiły mu społeczne uznanie. Tym, bez czego rzeczywiście nie wyobrażał sobie codzienności, są jego rodzina, relacje z przyjaciółmi, życie duchowe, a także sensowna i satysfakcjonująca praca. Na kolejne urodziny przygotował więc dwie listy: pierwsza była listą życzeń w starym stylu, gdzie wypisywał głównie cele związane z zawodowym awansem, na drugiej zaś znalazły się wartości związane z innymi źródłami szczęścia. Jeśli cele zawodowe mogły pozostawać w sprzeczności np. z jego czasem dla rodziny, starał się wykreślić te pierwsze.

Ta „odwrócona lista życzeń” dobrze wyraża myśl, która przewija się w wielu tradycjach duchowych – drogą do szczęścia jest nie tylko zdobywanie tego, czego się pragnie, ale też trafne określenie, czy to, czego chcemy, jest warte naszych marzeń. Najbardziej radykalnie odróżnienie to przeprowadzili stoicy: uważali, że pragnąć należy tylko tego, co zależy wyłącznie od nas (moralne dobro), a reszta, która jest od nas w dużej mierze niezależna (pieniądze, sława, społeczne uznanie), powinna być nam obojętna. Stoicyzm prowadzi oczywiście do niezbyt intuicyjnych konkluzji (stoik ma być szczęśliwy nawet, jeśli doświadcza śmierci najbliższych), lecz zachęca do pomyślenia, czego naprawdę potrzebujemy.

Najbardziej oczywiste przykłady takiej „pracy nad potrzebami” przychodzą do głowy w związku z posiadaniem przedmiotów. Kapitalizm jest w końcu mistrzem w kreowaniu wciąż nowych zachcianek (czy Wy też myśleliście już o tym, że właściwie trudno gotować bez air fryera?). Uważne przyglądanie się swoim pragnieniom konsumpcyjnym może wykazać, że część z nich jest pozorna, że łatwo obędziemy się bez ich urzeczywistnienia. Ale formuła „chcieć mniej” może sprawdzać się też gdzie indziej: mniej szumu informacyjnego, mniej bodźców, a nawet mniej – kłujących i nierealizowalnych – ambicji może sprawić, że będziemy nieco spokojniejsi i szczęśliwsi.

Zastanawiamy się nad tym, co wystarcza do dobrego życia w grudniowym „Znaku”, tuż przed okołoświąteczną zawieruchą i wszechobecnym nadmiarem. Aga Kozak przygląda się idei minimalizmu, który wyrósł z przekonania, że „mniej znaczy więcej”, lecz osiadł gdzieś na mieliźnie lifestyle’u klasy średniej ceniącej puste wnętrza. Marc Schulz w rozmowie z Karolem Kleczką podsumowuje blisko 90 lat badań harwardzkich uczonych nad tym, co przynosi nam szczęście w życiu. A Andrzej Muszyński w pięknym eseju autentycznej prostoty szuka w doświadczeniu pustyni.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się