70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Simona Granati/Corbis/Getty

Europa stanie się muzułmańska

Na początku islam był niewidoczny, ponieważ do Europy przybywali przede wszystkim mężczyźni. Dopiero gdy zaczęli oni zakładać rodziny, sprowadzając partnerki z krajów swego pochodzenia, które poprzez małżeństwo również legalizowały swój pobyt, islam zaczął się stawać zjawiskiem publicznym.

Dominika Kozłowska: Kiedy w Europie zaczęły się pojawiać duże grupy muzułmanów?

Konrad Pędziwiatr: Migracje muzułmańskie do krajów europejskich miały miejsce praktycznie od początku istnienia islamu. Przenikał on do Europy nie tylko za sprawą podbojów, ale i zwykłych kontaktów handlowych. W klasycznej dziś pracy Muslims in Western Europe Jorgen S. Nielsen wyróżnia cztery okresy obecności islamu w Europie: pierwszy to ekspansja na zachód w VIII w., kiedy pod islamskim panowaniem znalazły się najpierw Hiszpania (VIII–XV w.), następnie Sycylia (IX–XI w.) oraz południowe Włochy (IX–X w.). Z czasem muzułmanie zostali z tych terenów wyparci, ale przecież islamskie treści przeniknęły do wielu dziedzin życia i nauki. Znane są osiągnięcia muzułmanów w filozofii, medycynie, architekturze i literaturze. Wywarli oni potężny wpływ na europejski renesans, a tym samym dzieje Europy, o czym – zwłaszcza w Polsce – często się w ogóle nie pamięta. Drugi okres, od XII–XIII w., związany jest z ekspansją Złotej Hordy, czyli rozwojem imperium mongolskiego na wschodzie i jego islamizacją. Trzeci to etap osmański, kiedy islam rozprzestrzenił się m.in. na Bałkanach, gdzie przyjęli go przede wszystkim Bośniacy i Albańczycy. Do połowy XX w. Bałkany i Rosja były największymi skupiskami muzułmanów na Starym Kontynencie. Również i dziś, mimo że populacja muzułmanów w Europie Zachodniej szybko wzrasta, krajem o największej liczbie muzułmanów pozostaje wciąż Rosja. Czwarty okres to oczywiście współczesne migracje.

 

Jakie są przyczyny tych ostatnich?

Początki współczesnych zjawisk związane są z relacjami, jakie łączyły państwa europejskie z ich koloniami lub krajami partnerskimi.

Przybywanie do Europy przedstawicieli innych kultur i religii, w tym muzułmanów, miały miejsce już przed II wojną światową.

To właśnie wtedy we Francji dokonało się tzw. przejście migracyjne, polegające na tym, że więcej ludzi zaczęło do kraju przyjeżdżać, niż z niego wyjeżdżać. Byli to przede wszystkim muzułmanie z Maghrebu. Również w Wielkiej Brytanii historia współczesnych migracji ma przedwojenny rodowód. Wtedy jednak społeczności o imigranckich korzeniach były stosunkowo niewielkie i niezauważalne.

 

Po II wojnie światowej kraje Europy Zachodniej stanęły wobec zadania odbudowy swoich gospodarek. Zderzyły się jednak przy tym ze stratami wśród własnych żołnierzy i ludności cywilnej oraz odcięciem od krajów Europy Wschodniej, będącej źródłem potencjalnych pracowników. Czy to dało początek migracjom muzułmanów do Europy?

Rzeczywiście, po II wojnie światowej obserwujemy wzmożony napływ ludności do Europy Zachodniej. Zwiększone zapotrzebowanie na rynku pracy, przede wszystkim na niskopłatnych stanowiskach, było zaspokajane poprzez państwowe regulacje i porozumienia podpisywane z innymi krajami; również dawnymi koloniami, choć niekoniecznie tylko z nimi. Francja rekrutowała pracowników z Algierii, ale już Niemcy Zachodnie zawarły z Turcją bardziej partnerskie porozumienie. Z kolei w Belgii zaraz po wojnie największymi grupami imigrantów byli Włosi i Grecy. Opierało się to na wymianie węgla w zamian za siłę roboczą. Rozwiązanie sprawdzało się do czasu, gdy w latach 50. w miejscowości Marcinelle doszło do poważnej katastrowy górniczej, w której zginęło ponad ćwierć tysiąca osób. Włoski rząd wycofał się wówczas ze współpracy, Belgowie byli więc zmuszeni szukać pracowników gdzie indziej. Co ciekawe, nie było to Kongo – niewspółmiernie duża w porównaniu do wielkości kraju kolonia belgijska w Afryce – choć dziś ślady tych relacji odnajdziemy w Brukseli, spacerując po dzielnicy Matonge, ulicami Chaussée d’Ixelles lub Chaussée de Wavre. Międzyrządowe porozumienia podpisano za to m.in. z Marokiem i Turcją. To z tych krajów pochodzą dziś najliczniejsze społeczności muzułmańskie w kraju.

Sama wojna też nie pozostała bez wpływu na migracje. W armii francuskiej i brytyjskiej służyli przecież np. Afrykańczycy i Azjaci, którzy po zakończeniu wojny zdecydowali się pozostać w Europie. To dało początek tzw. migracji łańcuchowej. Ci, którzy pozostali, z czasem ściągali pozostałych członków rodziny, znajomych, przyjaciół.

Populacje muzułmanów w Europie ulegają zwiększeniu również za sprawą konwersji. Choć konwertyci statystycznie nie stanowią znaczącej grupy, to szczególnie w przeszłości, a w wielu krajach do dziś odgrywają bardzo ważną rolę w adaptacji i integracji tych muzułmanów, którzy przyjeżdżają do Europy.

 

Kiedy kraje Europy Zachodniej zmieniły swoją politykę migracyjną?

Od lat 50. zaczęto regulować napływ z terenów byłych kolonii. Próby regulacji często jednak doprowadzały do nasilenia zjawisk migracyjnych. Tak było np. w Wielkiej Brytanii, gdzie taka inicjatywa wywołała masowy napływ mieszkańców Pakistanu. W latach 50. w Mirpurze w Kaszmirze na terenie Pakistanu budowano tamę. To zmusiło mieszkańców miasteczka do opuszczenia dotychczasowych siedzib. Część zamieszkała w tzw. Nowym Mirpurze, a część poszła za namową swoich krewnych mieszkających już w Wielkiej Brytanii i wyemigrowała do Europy, zamieszkując m.in. w Birmingham i w Bradford. Tak właśnie działa migracja łańcuchowa, wiąże ze sobą konkretne miejsca, np. Siemiatycze z Brukselą lub właśnie Mirpur z Bradford.

Duże zmiany w polityce migracyjnej zaszły jednak w latach 70. XX w., kiedy na Zachodzie, pojawiła się recesja, a zapotrzebowanie na słabo wykwalifikowaną siłę roboczą się zmniejszyło. Okazało się wtedy, że ludzie, którzy mieli przyjechać do pracy, a następnie wrócić do siebie, zostali, poukładali sobie życie, założyli rodziny. Jak ujął to jeden ze szwajcarskich intelektualistów: chcieliśmy rąk do pracy, a przyjechali ludzie.

W stosunku do czasów powojennych możliwość migracji są dziś bardzo ograniczone. W zasadzie pozostają trzy zgodne z prawem sposoby. Pierwszy to posiadanie bardzo dobrego wykształcenia lub bycie osobą zamożną. Drugi to sieci pokrewieństwa: najczęstszym sposobem na osiedlenie się w Europie jest reunifikacja rodzin, a w tej kategorii również przypadki migracji związanej z zawarciem związku małżeńskiego obywatela bądź obywatelki kraju europejskiego z osobą spoza Europy. Trzeci wiąże się z uzyskaniem statusu uchodźcy i z reguły jest niedostępny, chyba że na terenie, z którego przybywają migranci, toczy się wojna.

 

Jaką rolę odgrywają migracje nielegalne?

Na dłuższą metę niewielką. Ludzie, którzy przybywają do danego kraju na czarno, prędzej czy później próbują wejść w procedury legalizacji pobytu, szczególnie gdy w danym kraju zakładają rodziny, gdy rodzą się im dzieci.

 

Dlaczego obecność muzułmanów w Europie stała się problematyczna?

Na początku islam był niewidoczny, ponieważ do Europy przybywali przede wszystkim mężczyźni. Dopiero gdy zaczęli oni zakładać rodziny, sprowadzając partnerki z krajów swego pochodzenia, które poprzez małżeństwo również legalizowały swój pobyt, islam zaczął się stawać zjawiskiem publicznym. Religia zresztą w ogóle uzewnętrznia się najsilniej w kontekście rodziny, kiedy rodzą się dzieci i pojawia się pytanie o ich edukację religijną, o przekaz tradycji i wartości, o wzmacnianie sieci pokrewieństwa, poprzez kontakty z dziadkami, ciotkami… Wtedy w świadomości muzułmanów zaczęło się kształtować poczucie obowiązku, a nawet presji, aby stworzyć wspólne miejsca modlitwy i spotkania. Wcześniej islam był ograniczony do sfery prywatnej.

Te procesy nasiliły się w latach 70., a obecność islamu stała się powszechnie zauważalna pod koniec lat 80. Przyczyniła się do tego przede wszystkim fatwa ogłoszona przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego na Salmana Rushdiego, autora Szatańskich wersetów, oraz tzw. afera chustowa we Francji. W gimnazjum w Creil trzy uczennice zostały zawieszone za noszenie hidżabu i to dało początek żywemu do dziś sporowi. To właśnie w latach 70. i 80. zaczynają się również pojawiać pierwsze poważne prace naukowe na temat europejskiego islamu. Felice Dassetto i Jorgen Nielsen, pionierzy badań nad islamem w Europie, publikowali swoje prace już w latach 70. Od tego momentu islam nie schodzi z nagłówków gazet.

 

Jaki wpływ na percepcję islamu w Europie miały przemiany na Bliskim Wschodzie, konflikt palestyńsko-izraelski i wreszcie – pierwsze zamachy terrorystyczne dokonywane na terenie Europy przez radykalne odłamy al-Fatah? Pamiętny był tu zwłaszcza rok 1972, kiedy doszło do porwania belgijskiego samolotu lecącego z Wiednia do Lod w Izraelu oraz do masakry drużyny izraelskich sportowców na olimpiadzie w Monachium.

To ciekawe pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ewidentnie mamy tu zbieżność w czasie, ale nie jestem pewien, czy konflikty na Bliskim Wschodzie miały wpływ na percepcję islamu w Europie. Jeśli prześledzimy dyskurs na temat zamachów, do których wówczas dochodziło, Palestyńczycy nie występowali w nich jako muzułmanie. Retoryka była odmienna, raczej zimnowojenna. Izrael był przedstawiany jako imperialistyczna komórka Stanów Zjednoczonych. Poza tym dla Europejczyków konflikt palestyńsko-izraelski miał wymiar etniczny i polityczny, a nie religijny. Dopiero po zamachach z 2001 r. islam zaczął być coraz częściej kojarzony z terroryzmem, przed tą pamiętną datą nie był tak powszechnie wiązany z przemocą.

 

Ankietowani przez instytut badawczy Ipsos Mori mieszkańcy Francji twierdzili, że odsetek muzułmanów sięga w ich kraju aż 31%, podczas gdy nie przekracza 8%. Z kolei Brytyjczycy szacowali ten odsetek na 21%, czyli czterokrotnie więcej niż w rzeczywistości. Jak tłumaczysz te wyniki?

Obecność obcych i ich wpływ na rzeczywistość są zawsze przeszacowywane. To jest powszechny mechanizm. Pytanie brzmi: jak bardzo? Jeśli chodzi o Francję, to tak naprawdę nie wiemy, ilu jest tam muzułmanów. Brakuje wiarygodnych danych na temat pochodzenia etnicznego i religijności. Nie ma również badań na temat procesów sekularyzacyjnych wśród muzułmanów. Szczególnie we Francji, gdzie publiczne zadawanie pytań o religię jest nie do pomyślenia, możliwość przeszacowania jest większa niż w przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie dysponujemy opracowanymi danymi ze spisu narodowego i informacją, ile osób czuje się muzułmanami. Badanie Ipsos pokazuje, że absolutnymi liderami przeszacowywania są Polacy i Węgrzy. Polacy przeszacowują 70 razy, a Węgrzy 60. Oznacza to, że jeśli w Polsce jest według opinii ekspertów ok. 0,1% muzułmanów w całej populacji, to my deklarujemy, że jest ich 7%. Jeśli jednak wziąć pod uwagę dane GUS-u, mówiące o społeczności 5108 muzułmanów w Polsce, to przeszacowanie okazuje się ponad 500-krotne. Skala rozziewu pomiędzy rzeczywistością a jej społeczną percepcją jest więc ogromna. Islamofobia w Polsce zdała coś, co Brytyjczycy określają mianem the dinner-table test – poglądów, które wygłasza się podczas wspólnego posiłku. U nas coraz więcej osób nie wstydzi się głosić islamofobicznych poglądów nie tylko w sferze prywatnej, ale również publicznej – dotyczy to nawet elit intelektualnych. Islamofobia uległa banalizacji. W Polsce islam widziany jest esencjonalistycznie jako jednolita i niezmienna kategoria całkowicie wypełniająca tożsamość. Niedostrzegane są przy tym różnice etniczne, regionalne, narodowe, kraj pochodzenia i zamieszkania, podobnie jak różnorodność religijna wewnątrz samego islamu. Jeśli intelektualiści nie mają czasu, aby cokolwiek przeczytać, i głoszą skrajnie uproszczone tezy na temat muzułmanów, nie ma co się dziwić pozostałym obywatelom, którzy na dodatek są zalewani prawie wyłącznie informacjami o aktach przemocy dokonywanych w imię islamu.

 

Być może przeszacowanie liczby muzułmanów żyjących w poszczególnych europejskich państwach wynika z faktu, iż Europejczycy wciąż słyszą o powiększającej się liczbie wyznawców islamu. W latach 1990–2010 populacja muzułmanów w Europie wzrosła aż o połowę: z 29,6 mln do 44,1 mln. Stało się to częściowo z powodu imigracji, a częściowo ze względu na wysoką dzietności islamskich rodzin. Wskaźnik dzietności w przypadku europejskich nuzułmanek wynosi 2,4, a europejskich nie muzułmanek – ok. 1,5. Jeśli te trendy nie ulegną zmianie, za 100 lat muzułmanie będą najliczniejszą grupą w Europie.

Jak każda prognoza, także i ta jest budowana na określonych założeniach. Na wynik ma wpływ nie tylko TFR, czyli wskaźnik dzietności (total fertility rate), lecz i wskaźnik migracji. Te zmienne, w zależności od tego, jaką wartość będą przyjmować w czasie, mogą prowadzić do różnych wyników. Tego typu przewidywania z reguły też nie biorą pod uwagę procesów odchodzenia od religii ani konwersji na islam, wreszcie – np. tego, że w jakiejś części świata wybuchnie wojna.

Kilka lat temu nikt nie szacował, że w jednym roku Niemcy przyjmą milion muzułmanów. Obecnie mamy potężną wojnę na Bliskim Wschodzie, ale za jakiś czas konflikty i klęski naturalne w Afryce mogą się nasilić na tyle, że do Europy przybędzie potężna liczba mieszkańców tamtych regionów.

Według tych samych prognoz demograficznych to właśnie w Afryce ma mieć miejsce największy wzrost demograficzny – z 1 mld ludzi na początku XXI w. do nawet 4 mld pod koniec wieku.

Niemniej rzeczywiście wśród europejskich muzułmanów rodzi się o 1 dziecko więcej niż w innych grupach, a średnia wieku kobiet zostających po raz pierwszy matkami jest od 5 do 10 lat niższa od pozostałych. Ogólnie rzecz biorąc, Europa będzie więc stawać się coraz bardziej muzułmańska. Co do tego raczej nikt nie ma wątpliwości. Jednakże wizje mówiące o „zalewie”, „fali” islamu nie biorą pod uwagę, że w całym świecie muzułmańskim wskaźniki dzietności dramatycznie spadają. Niektóre kraje MENA (the Middle East and North Africa) pod względem TFR specjalnie nie odstają od państw europejskich. W Europie kobiety o pochodzeniu imigranckim w drugim, trzecim pokoleniu rodzą mniej dzieci niż w pierwszym. Również Polki, które dopiero co wyjechały do Wielkiej Brytanii, rodzą więcej dzieci niż te, które pozostają tam od dłuższego czasu.

W socjologii mówi się dziś o tzw. przejściach demograficznych od rozrodczości rozrzutnej do oszczędnej. I to są globalne trendy. Nawet w tych krajach Afryki, w których obecnie kobieta rodzi średnio ok. 6 dzieci, prognozuje się zmniejszenie tej liczby do ok. 4. W Europie przejście demograficzne wiąże się z rozwojem medycyny, wzrostem ogólnej higieny i powszechnym dostępem do dóbr cywilizacyjnych, co wpływa na zmniejszenie umieralności wśród dzieci i wydłużenie życia ludzkiego. Nie bez znaczenia pozostaje też rewolucja seksualna i rozwój indywidualizmu. A zatem to nie jakieś obce siły, lecz czynniki wewnętrzne decydują o tym, że w Europie mamy do czynienia z tzw. drugim przejściem demograficznym, którego efektem jest znaczące obniżenie się wskaźników dzietności. Polska należy do jednego z 10 krajów świata o najniższym TFR, a jednocześnie mamy jeden z najwyższych wskaźników wychodźstwa: 2 mln ludzi, w tym setki tysięcy w wieku reprodukcyjnym, wyjechały z kraju.

 

W jaki sposób prognozy demograficzne zmieniły się pod wpływem kryzysu uchodźczego?

Z pewnością znacząco zmieni on prognozy długoterminowe. Pew Research szacuje, że Niemcy obecnie są krajem o największej populacji muzułmańskiej w stosunku do ogólnej liczby mieszkańców. W pierwszym wydaniu mojej książki Od islamu imigrantów do islamu obywateli. Muzułmanie w krajach Europy Zachodniej z 2007 r. pojawiają się dane mówiące o 4–5 mln muzułmanów we Francji i 3,2 mln w Niemczech. Obecnie w Niemczech mówimy już o ok. 5 mln muzułmanów. Ważne trendy zachodzą również w Wielkiej Brytanii, która w okresie od 2001 do 2011 r. przyjęła po ok. 50 tys. migrantów z Iraku, Afganistanu i Somalii, ale jednocześnie 180 tys. Pakistańczyków i 70 tys. Bengalczyków. Okazuje się więc, że migracja uchodźcza jest zdecydowanie mniejsza niż migracja łańcuchowa, która toczy się w ramach już istniejących społeczności. W Wielkiej Brytanii wciąż mało się mówi o tym, że migracje łańcuchowe, które często przyjmują charakter małżeństw kuzynów, wpłynęły na zwiększenie liczby związków osób w niewielkim stopniu zróżnicowanych pod względem materiału genetycznego. To z kolei wyjaśnia, dlaczego w tych grupach rodzi się więcej dzieci o różnym stopniu inwalidztwa.

 

Lęk demograficzny żywi się również przekonaniem, że wartości wyznawanych przez muzułmanów nie da się pogodzić z zachodnimi. Pogląd taki prezentuje aż 65% Hiszpanów, 55% Francuzów i ponad połowa Niemców ankietowanych przez niemiecką fundację Bertelsmanna. Czy doświadczenia tych krajów skłaniają do takiego pesymizmu, czy też są one poniekąd niezależne od sfery faktów? Ksenofobiczny, antyislamski ruch PEGIDA, paradoksalnie, jest silny szczególnie tam, gdzie nie ma obcokrajowców: w Saksonii lub w landach wschodnich.

Dziś w teoriach społecznych na nowo odkrywamy siłę stereotypów. Społeczności muzułmańskie postrzegamy przede wszystkim przez pryzmat zamachów terrorystycznych, przemocy. Wśród muzułmanów nie dostrzegamy biznesmenów, artystów, lekarzy, pisarzy, intelektualistów, sportowców… Kiedy pewnych zjawisk i osobowości nie da się już zignorować, jak ogromnego sukcesu Sadiqa Khana, który wygrał wybory na burmistrza Londynu, uznajemy, że „to nie są prawdziwi muzułmanie”. Większość badań pokazuje, że z perspektywy wartości ważnych dla świata zachodniego muzułmanie odstają jedynie w kwestii szariatu. Mało kto jednak pyta, co różne grupy muzułmanów rozumieją przez to pojęcie. Stereotypowo szariat jest przedstawiany jako kamienowanie kobiet za cudzołóstwo, podczas gdy dla większości muzułmanów takie zachowania są aberracją. Oczywiście nie można być ślepym na różnice kulturowe, ale to nie znaczy, że postawa muzułmanów wobec fundamentów świata zachodniego: demokracji, wolności, praw człowieka, jest odmienna od naszej. Bywa, że te wartości są przez nich jeszcze silniej doceniane niż przez wielu Europejczyków, bo wciąż żywe są dla nich doświadczenia autorytarnych reżimów, gdzie wolność wyznania, słowa i zachowania jest bardzo ograniczona.

Wielokulturowość, tak chętnie dziś krytykowana, nie musi oznaczać odmiennych wartości, np. uznania dla demokracji, lecz odmienne style życia, zachowania, zwyczaje.

Jedną z ważniejszych teorii wyjaśniających napięcia wobec islamu jest teoria kontaktu. Znaczący kontakt ma wpływ na dekonstrukcję stereotypów. Brak styczności z odmiennymi wzorcami kulturowymi w Niemczech Wschodnich wpływa na negatywną percepcję islamu. Czasami jednak sam kontakt nie wystarczy. On nic nie da w sytuacji, gdy żywimy silne, utrwalone stereotypy na temat określonej grupy. Wówczas może wręcz prowadzić do wzmocnienia przeświadczeń. Ta teoria ma więc także słabe punkty.

 

Innym obok szariatu sztandarowym przykładem rzekomej niekompatybilności wartości świata islamu i wartości zachodnich jest zasłona. Shaista Gohir w publikowany w tym numerze miesięcznika „Znak” artykule pisze, że w Holandii jakąś formę zasłony preferuje od kilkudziesięciu do ok. 300 kobiet z całej populacji wyznawców islamu liczącej 900 tys. osób. W Belgii mówi się o noszących ją kilkuset kobietach na 650 tys. muzułmanek. We Francji podaje się liczby od 367 do 2000 kobiet, a w Wielkiej Brytanii uważa się, że chodzi raczej o setki bądź tysiące, ale zdecydowanie nie o dziesiątki tysięcy. Mimo że zakrywanie twarzy z powodów religijnych okazuje się zjawiskiem mniejszościowym, liczba polityków nawołujących do jego prawnego zakazania wzrasta. Paradoksalnie, pozycja islamu kwestionowana jest zarówno ze strony prawicowych ruchów populistycznych, a nawet katolickiego integryzmu, jak i wartości i postaw laickich. I w jednym, i w drugim przypadku przedmiotem kontrowersji są wizja rodziny, prokreacja i kulturowe obrazy kobiecości – np. wspomniane zasłanianie ciała. Przez zwolenników wartości świeckich islam jest widziany jako postawa podważająca laicki i emancypacyjny konsensus, a przez katolicką prawicę – jako reprodukcyjna konkurencja. Na pierwszy rzut oka wydaje się to paradoksem, że ani zwolennicy religii, ani zwolennicy świeckości nie są skłonni bronić prawa do obecności islamu.

W kwestii islamu dochodzi do egzotycznego sojuszu odmiennych środowisk, które, choć wychodzą z różnych pozycji, wykorzystują te same argumenty skierowane przeciwko islamowi. To kuriozalne, że w czasopismach takich jak „Fronda” czy „Polonia Christiana” pojawiają się teksty, w których jest mowa o konieczności wyzwolenia muzułmańskich kobiet, podczas gdy jednocześnie pisma te zwalczają gender i inne przejawy emancypacji Polek.

Obecność islamofobicznych przekonań i po prawej, i po lewej stronie dobrze wyjaśnia – by posłużyć się anglojęzycznym terminem – integrated threat theory. Zgodnie z nią wspólnota odbiera jako zagrożenie nie tylko czynniki występujące w sferze realnej. Okazuje się, że równie duży wpływ na społeczne postawy może mieć symbolika. Dobrze widać to na przykładzie Polski, gdzie wystarczyło wykreować wyobrażenie napływu niebezpiecznych terrorystów w postaci uchodźców, by postawy społeczne wobec islamu uległy radykalizacji. Partie, które wzięły na sztandary antyuchodźcze hasła, odniosły sukces.

 

Jak islam wpływa na Europę, w jaki sposób ją zmienia?

Status społeczno-ekonomiczny muzułmanów, którzy przybywali do Europy, nie był najwyższy, w przeciwieństwie do muzułmanów mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Mimo to widzimy, jak bardzo islam zmienia Europę w wymiarze kulturowym – od kuchni do literatury. Wśród obywateli islamskich w Europie występuje jeden z najwyższych wskaźników samozatrudnienia. To jest świat firm rodzinnych, jednoosobowych przedsiębiorstw usługowych. Te podmioty odnoszą ogromne sukcesy biznesowe.

 

Marek Jurek na łamach katolickiego tygodnika „Niedziela” pisał kiedyś: „Czy Niemiec i Francji nie czeka to, co w pierwszym tysiącleciu stało się z Algierią i Tunezją, ojczyznami Tertuliana i św. Augustyna?”. Czy Twoim zdaniem chrześcijanie powinni myśleć o islamie europejskim z niepokojem?

Te same prognozy, które mówią o wzroście liczby muzułmanów, wskazują również, że przez kolejne dziesięciolecia chrześcijaństwo pozostanie największą z religii. Zapewne jednak, podobnie jak w świecie islamu, chrześcijaństwo będzie się stawać coraz bardziej różnorodne. I wielką niewiadomą pozostaje, jakie nurty będą za kilka dekad dominować w chrześcijaństwie, a jakie w islamie. Rozmowa o muzułmańskich korzeniach Europy, mimo wielowiekowej historii wzajemnych oddziaływań kultur chrześcijańskiej, żydowskiej i muzułmańskiej, wciąż jest trudna. Ale przecież przed II wojną światową podobnie było z judaizmem. W latach 50. XX w. Europa uznała jednak judaizm za swoje dziedzictwo. Prędzej czy później tak stanie się i z islamem. Niemniej życie w zróżnicowanym społeczeństwie jest bardziej skomplikowane niż w społeczeństwie homogenicznym. Liczba możliwych interakcji i scenariuszy zachowań określonych grup jest trudniejsza do przewidzenia. I to może budzić niepokój. Jednakże w społeczeństwach różnorodnych jednostka może doświadczyć dużo większej wolności niż w ustrojach, w których liczy się przede wszystkim spójność i podobieństwo.

_

Konrad PędziwiatrAdiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownik projektu Islamizm i pluralizm: ugrupowania islamistyczne w Egipcie i Tunezji po Arabskiej Wiośnie finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Autor monografii Od islamu imigrantów do islamu obywateli: muzułmanie w krajach Europy Zachodniej (2005, 2007) i The New Muslim Elites in European Cities (2010) oraz licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych na temat religii i etniczności w procesach migracji, islamu i muzułmanów w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, nowej wielokulturowości oraz obywatelskości i polityki tożsamości wśród osób pochodzenia imigranckiego.

 

 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter