Olga Gitkiewicz (fot. Anna Liminowicz)
Olga Gitkiewicz maj 2022

Lepkie ręce

Wszyscy wiedzieli, że profesor ma lepkie rączki. To chyba najstraszniejsze słowa w dojmującym reportażu Anny Goc.

Artykuł z numeru

Tu mówi Ukraina

Czytaj także

Olga Gitkiewicz

Troska i pleśń

Kilka tygodni temu Regina Hall, amerykańska aktorka prowadząca tegoroczną galę Oscarów, pozwoliła sobie na serię seksistowskich żartów. Chwilę później obłapiała Jasona Momoę i Josha Brolina, markując rewizję osobistą. Internet się zagotował, pojawiły się komentarze, że gdyby potraktowano tak kobiety, gala byłaby skończona, że gdyby na miejscu Hall był mężczyzna, wszyscy krzyczeliby o molestowaniu seksualnym, że to, co zrobiła, było obrzydliwe i przerażające, okropne, szokujące, że to dowód na to, iż Hollywood nigdy nie traktował i nadal nie traktuje przemocy seksualnej poważnie. Cieszę się, że tyle osób uwrażliwia się na niepożądane zachowania seksualne, żarty Reginy Hall mnie nie bawią, a jednak zastanawiam się, czy przypadkiem to oburzenie nie było tak silne również dlatego, że kobieta stanęła po tej stronie, po której zwykle stoją mężczyźni.

Niedawno w „Tygodniku Powszechnym” Anna Goc opisała wieloletnią przemoc seksualną, której przez lata poddawane były studentki i doktorantki szanowanego i znanego profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Tekst nosi tytuł Językoznawca, od specjalizacji opisanego mężczyzny. W tekście nie pojawiają się jego dane, ale po publikacji bardzo szybko ujawniono je w social mediach. Okazało się, że można mieć państwowe odznaki honorowe i piastować ważne funkcje, można być charyzmatycznym wykładowcą oraz kłaść ręce na kolanach studentek, przyciskać je do ściany, wkładać im język do ust, dotykać obcych kobiet publicznie, choćby na wykładach.

„Pytam: jak to możliwe, że tyle osób widziało, co się dzieje, i nikt nie reagował? – pisze Anna Goc. – Jedna z wykładowczyń z Wydziału Polonistyki UW odpowiada, że nikt nie sądził, iż dochodzi do czegoś więcej: czyli do przemocy seksualnej. – Wszyscy wiedzieli, że profesor »ma lepkie rączki«, lubi otaczać się kobietami. Ale nikt nie podejrzewał, że jest drapieżcą seksualnym, bo wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami – mówi”.

Wszyscy wiedzieli, że profesor ma lepkie rączki. To straszne słowa, chyba najstraszniejsze w całym tym dojmującym tekście.

„Jak wszyscy wiedzieli, to po co zgłaszały się na jego seminaria?” – zapytał ktoś w internecie.

W domyśle w tym pytaniu jest sugestia, z którą wiele kobiet mierzy się na co dzień: widocznie tak naprawdę im to wszystko nie przeszkadzało.

Według raportu o przemocy seksualnej przygotowanego przez fundację STER różnych form molestowania doświadcza ponad 87% kobiet w Polsce. Z tego samego raportu wynika, że 37% kobiet uczestniczyło w aktywności seksualnej wbrew swojej woli, 23% doświadczyło próby gwałtu, a 22% gwałtu. Oficjalne, np. policyjne, statystyki, są niższe, bo wiele osób nie zawiadamia o przemocy seksualnej – zgłasza się mniej niż jedną trzecią gwałtów.

Między innymi dlatego, że sprawców się rozumie, rozgrzesza, daje im przyzwolenie na „lepkie rączki”, jakby to było natręctwo w rodzaju obgryzania paznokci, a ofiary przemocy seksualnej się wiktymizuje. Widać to wyraźnie, kiedy się prześledzi nie tylko badania, ale i wyroki sądów, orzecznictwo dotyczące gwałtów.

Czytaj także

Troska i pleśń

Otóż ofiara powinna „stawiać czynny i nieprzerwany opór”, „manifestować swój brak zgody przez głośne protesty, prośbę lub krzyk”. Ma stawiać opór, „rzeczywisty, a nie pozorny”.

Zawsze ktoś inny mówi nam, co myślimy, czego chcemy i czy protestowałyśmy odpowiednio. Uczy się nas przemoc przyjmować jak komplement przez wieloletnie przekraczanie granic: gwizdanie, przeciągłe spojrzenia, te „żarty”, że kiedy kobieta mówi „nie”, to myśli „tak”, cmokanie, krzyczenie „ej lala” i wszystko to, co sprawia, że gdy wracamy po zmroku do domu, tak wiele z nas trzyma klucze w zaciśniętej pięści. Regina Hall nieudolnie spróbowała ten schemat przenieść: to kobieta obmacywała mężczyzn, to kobieta pozwalała sobie na seksistowskie żarty. Wszyscy byli oburzeni.

Językoznawca pozwalał sobie wpychać język do ust studentek, lizać je po szyjach, rzucać znaczące, seksistowskie uwagi na konferencjach – a więc miejscach z publicznością, z uczestnikami i uczestniczkami. Wszyscy odwracali wzrok, żartowali albo dopowiadali sobie, że widocznie te kobiety tego właśnie chcą. Ale widać zmianę, także w tekście Anny Goc, w tym fragmencie: „Jest więcej kobiet, które starają się interweniować. Szukają pomocy u innych profesorów i profesorek. Zdarza im się słyszeć, że ich reakcje »to różnica pokoleniowa«”. Rzeczywiście. To aktualna studentka sprawiła, że inne kobiety zaczęły działać, młodsza ode mnie i od Reginy Hall o pokolenie.

Niedawno jedna z moich znajomych zaangażowana w działania feministyczne powiedziała mi: słuchaj, to nie my zrobimy tę rewolucję. „Nie my” miało wydźwięk pokoleniowy, lecz ta uwaga niosła w sobie optymizm. To dobrze, że przychodzą młodsze dziewczyny, które chcą obalać patriarchat, nie sięgając po jego metody.

Kup numer