fot. Anna Liminiowicz
Olga Gitkiewicz październik 2021

Za płotem

O ludziach można powiedzieć, że są nielegalni, płot będzie legalny prawie zawsze.

Artykuł z numeru

Z czego się śmiejemy

Czytaj także

Olga Gitkiewicz

Smutek piaskownic

Teren ogrodzony jest wartościowy, tak mi kiedyś powiedział jeden z pośredników sprzedaży nieruchomości. Może na gruncie tej teorii wyrosły te wszystkie wypalone słońcem ścierniska otoczone siatką z tabliczką TEREN PRYWATNY, te ogrodzone mokradła, nieużytki i piachy.

A zresztą nie tylko siatką, ogrodzić się można płotem z tralek, z drewnianych sztachet i paneli, z naszego narodowego bogactwa, betonu, z siatki owiniętej wokół polnych kamieni, z metaloplastyki wymyślnie ukształtowanej w roślinne motywy, rośliny już niedługo będą w tym kraju głównie z metaloplastyki.

Można to oczywiście potęgować, jeszcze bardziej się odgrodzić, jeszcze mocniej odsunąć. Widziałam drut z concertiny na murach zabytkowego więzienia i na murku oddzielającym stare kamienice od nowoczesnego apartamentowca, a niedawno zobaczyłam drut ostrzowy w szczerym polu, nazywanym umownie granicą państwa. Obok stali żołnierze z bronią, a gdzieś dalej, między drzewami, domyślałam się ludzi.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Wyczytałam w internecie, że to ogrodzenie będzie się składać z dwóch zwojów drutu układanych jeden nad drugim tak, by sięgnąć 2,5 m wysokości. I jeszcze, że to pomysł ściągnięty z granicy węgiersko-serbskiej, gdzie od kilku lat spełnia swoje zadanie.

Swoje zadanie” to te dwa słowa, przy których się zatrzymałam. Bo przecież wiem, do czego służy concertina: do zabezpieczania obiektów wymagających szczególnej ochrony.

Do komunikowania: nie podchodzić, nie dotykać. Żeby taki drut rozsunąć, trzeba go przeciąć w co najmniej trzech miejscach. A kto się wplącze w zwoje, może się wykrwawić. Człowiek może się zatrzyma, ale zwierzę, zwłaszcza nocą, będzie długo cierpieć.

Tylko kto by się przejmował zwierzętami w kraju, który polowania uczynił swoim misterium narodowym, wycinanie drzew lada moment wpisze do konstytucji i w którym wszystko może stanąć wszędzie.

Oprócz ludzi. O ludziach można powiedzieć, że są nielegalni, płot będzie legalny prawie zawsze.

Żadne specjalne prawo jego istnienia nie reguluje, ot, jeden rozdział, dziewiąty, w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. To raptem trzy paragrafy z podpunktami, nic ciekawego, zdawkowe zapisy, że ogrodzenie nie może stwarzać zagrożenia, że na wysokości mniejszej niż 1,8 m nie można umieszczać ostrych elementów, chyba że w zakładzie karnym, a dalej jeszcze coś o bramach i furtkach.

Nie ma w rozporządzeniu mowy o tym, że każdy płot ma dwie strony: własną i cudzą, zewnętrzną. I że budowa płotu nie jest czynnością neutralną, tylko dystynktywną, służy do odgradzania się. Płot zazwyczaj nie jest estetyczny, nie stwarza własności ani poczucia bezpieczeństwa – izolacja to jego jedyna rzeczywista funkcja. Płoty, tabliczki, ogrodzenia to zresztą tylko wizualne manifestacje kultury braku zaufania, w której żyjemy.

Bo choćby się to nam nie podobało, wielokrotnie przeprowadzane badania to potwierdzają: należymy do społeczeństw o najniższym poziomie zaufania społecznego, nie ufamy instytucjom i ludziom, których nie zaliczamy do rodziny.

Czytaj także

Smutek piaskownic

Można oczywiście sięgnąć po argument, że wysoki poziom zaufania jest właściwy dla społeczności stabilnych, w których reguły prawne i moralne są trwałe i przestrzegane, a Polacy przez wiele lat PRL-u doświadczali raczej kruszenia norm, i że to te negatywne doświadczenia skłaniają do podejrzliwości. Mogłyby jednak równie dobrze skłaniać do współczucia innym osobom o negatywnych doświadczeniach, do zaufania, które jest po prostu efektem prawidłowej socjalizacji, społecznego uczenia się.

Zasiek z concertiny na granicy z Białorusią to świadectwo tego, że polskie władze nie nauczyły się niczego, że oblały wszystkie możliwe egzaminy, że „głodnych nakarmić, spragnionych napoić, podróżnych w dom przyjąć” to tylko doskonały trening czytania bez zrozumienia.

Trzy dekady po transformacji ludzie rządzący tym krajem postawili na granicy płot z drutu ostrzowego nie tylko po to, żeby się oddzielić od osób w potrzebie, ale też po to, żebyśmy przypadkiem się nie odważyli myśleć: to my, otwarte, zadowolone i dojrzałe społeczeństwo.

Piszę ten tekst 2 września, prezydent właśnie podpisał zgodę na wprowadzenie w pasie przygranicznym stanu wyjątkowego, jakby sama granica nie była realna, jakby trzeba ją było dodatkowo wzmacniać drutem, wojskiem i rozmaitymi stanami. Polska jest otoczona concertiną. Za ogrodzeniem coś jest, jakiś świat, jacyś ludzie. A u nas w środku ma być tak: żadnych miękkich więzi, tylko twardy drut. Trochę błota, trochę suchej trawy, skrzynka z gazem, jakieś dożywocie i nic więcej.

Kup numer