fot. Anna Liminiowicz
Olga Gitkiewicz listopad 2020

Optymalizacja przestrzeni

„Jadą na kwaterę” – usłyszałam któregoś dnia i wpisałam w wyszukiwarkę hasło „kwatery pracownicze”. Tylko w moim niedużym mieście znalazłam kilkadziesiąt takich ofert.

Artykuł z numeru

Kościół bez Jezusa?

Czytaj także

Olga Gitkiewicz

Wiedzieć coraz mniej

Idzie zima, powietrze pachnie już inaczej. Ocieplają sąsiedni blok, najpierw wznosili rusztowanie, a teraz układają styropian. Kilku z nich mówi ze śpiewnym akcentem, po południu przyjeżdża po nich bus, w którym już siedzi parę innych osób.

„Jadą na kwaterę” – usłyszałam któregoś dnia i wpisałam w wyszukiwarkę hasło „kwatery pracownicze”. Tylko w moim niedużym mieście znalazłam kilkadziesiąt takich ofert. Koszt od 25 do 50 zł za dobę, 400, 500, 600 zł za miesiąc – za łóżko w pokoju wieloosobowym.

Kliknęłam w ogłoszenie zatytułowane „komfortowa kwatera”. Dwa pokoje dla minimum pięciu osób, cena przy pięciu osobach 30 zł za dobę za łóżko przy założeniu, że wynajem na minimum miesiąc, „całość aż 59 m2 , co daje swobodę i przestrzeń dla każdej osoby”. Na zdjęciach zobaczyłam tę swobodę i przestrzeń – w jednym pokoju trzy wąskie łóżka przedzielone niewielkimi szafkami nocnymi, szafa, telewizor na ścianie – 32 cale, papierowy, tani żyrandol, i to już całe wyposażenie. W kuchni przy stole zmieszczą się tylko trzy osoby, dwie pozostałe usiądą przy blaciku, na taboretach. Można łatwo policzyć, że za tak luksusowo wyposażony lokal właściciel dostanie 4,5 tys. zł miesięcznie. Kolejna oferta, „dla firm, pracowników, cudzoziemców” – mieszkanie 50-metrowe, na tej powierzchni trzy pokoje. Jak pisze wynajmujący, lokal jest przygotowany dla ok. 10 osób, w największym pokoju zmieści się tych osób 6. Dwa mniejsze pokoje mają po 8 m2 . Cena za osobę 500 zł miesięcznie.

W prawie każdym ogłoszeniu informacja, że w pokoju czy mieszkaniu jest wszystko, co potrzebne. Na zdjęciach widać to „wszystko” – łóżko, pościel, krzesło. Telewizor umieszczony na półce pod sufitem tak, że nie da się go oglądać. W kuchni czajnik i lodówka. Tak jakby ktoś, kto ciężko pracuje, nie potrzebował więcej.

Umiem to sobie wyobrazić: mijają się w wąskim przejściu. Czasem dogadują się ze znajomymi, a czasem w jednym pokoju mieszka sześć, siedem, osiem obcych osób. Obcych dorosłych osób, niekiedy na piętrowych łóżkach przypominających meble z pokoju dziecięcego.

Umiem to sobie wyobrazić: mijają się w wąskim przejściu. Czasem dogadują się ze znajomymi, a czasem w jednym pokoju mieszka sześć, siedem, osiem obcych osób. Obcych dorosłych osób, niekiedy na piętrowych łóżkach przypominających meble z pokoju dziecięcego.

Słyszałam zresztą o jeszcze dalej idącej optymalizacji przestrzeni, kosztów i zysków: ponoć kiedy się pracuje na zmiany, mieszkać też można na zmiany. Ktoś, kto rano wychodzi do pracy, zwalnia łóżko i miejsce dla kogoś, kto właśnie wraca z nocki. Przypomniałam sobie o tym dwa dni temu. Na sąsiednim bloku pojawiła się zaprawa, a ja usłyszałam w radiu, że ma w Polsce powstać nowy „duży resort” – rozwoju, pracy, budownictwa, turystyki. Minister stojący na czele tego resortu ma też być wicepremierem.

Staram się skleić te dziedziny i logicznie je powiązać. Resort pracy jest w Polsce skojarzony z zabezpieczeniem społecznym (czasem w użyciu był przymiotnik „socjalny”) od ponad 100 lat, od kiedy po odzyskaniu niepodległości trzeba było wymyślić państwowe instytucje na nowo. Zmieniały się nazwy, nie zmieniały się kompetencje, do czasu gdy w 2003 r. rząd Leszka Millera, a w 2004 r. Marka Belki połączył ochronę pracy z resortem gospodarki, jednak w 2005 r. rząd Kazimierza Marcinkiewicza znów powiązał pracę z opieką społeczną.

Co się zmieniło w ostatnim czasie, że trzeba sprawy pracownicze przesunąć akurat do turystyki, rozwoju i budownictwa? Zastanawiam się nad tym, przeglądając lokalne strony z ogłoszeniami. Czy powołanie takiego resortu jest jak komunikat: sytuacja pracowników jest tak wspaniała, że możemy tę sferę powiązać z rozwojem? Czy może to prosta deklaracja, że praca w Polsce to przede wszystkim branże takie jak budownictwo czy turystyka?

Ktoś powie, że to przecież tylko plany – zgoda, ale wypowiadane na głos przez czołowych polityków. I niezależnie od tego, czy ten nadresort zostanie powołany i czy kiedy ten tekst ukaże się w druku, ministerstwo pracy, rozwoju, turystyki i budownictwa będzie już istniało, komuś taki pomysł przyszedł do głowy i ktoś go zapragnął urzeczywistnić. Ten ktoś chyba nigdy nie czytał ogłoszeń o kwaterach pracowniczych.

Bo powołanie takiego resortu jest jak oferta zatytułowana „komfortowe kwatery pracownicze”. Brzmi ciekawie. Rozwojowo. Obiecująco. Ale kiedy zaczyna się sprawdzać szczegóły, pojawiają się najsmutniejsze kadry świata.

Kup numer