70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Anna Liminiowicz

Czego nie widać

Robert Kelly zapomniał zamknąć drzwi, tak potem mówił. A może tylko je przymknął, i to wystarczyło, by jego córka wparowała do gabinetu.

Kelly akurat udzielał zdalnego wywiadu dziennikarzowi BBC, siedział tyłem, ale zobaczył dziewczynkę na ekranie. Twarz mu stężała, jednak nie odwrócił się, próbował ją odsunąć ręką. Kiedy kilka sekund później do gabinetu wjechał na chodziku jego syn, Kelly stracił wątek. Dzieci zabrała z gabinetu Jung A-Kim, jego żona, starając się ukryć przed okiem kamery. Na marginesie: wiele osób sądziło, że to niania.

Po zakończeniu rozmowy Kelly był przekonany, że to koniec jego kariery.

Kariera skończona przez niemowlę i dziecko w wieku przedszkolnym, to się rzadko przytrafia mężczyznom. Kelly’emu też się nie przytrafiło. Stał się bardziej rozpoznawalny, dostał przydomek BBC Dad, a wideo z wywiadem krąży w mediach społecznościowych do dziś.

Doczekało się też przeróbek. Twórcy satyrycznego programu Jono and Ben nagrali wywiad z ekspertką, która w czasie wygłaszania specjalistycznego monologu przytula i karmi dziecko, wyciąga z piekarnika mięso, rozbraja bombę i znajduje mężowi skarpetkę. Głos jej przy tym nawet nie drgnie.

To parodia, ale na tym filmie widać to, czego nie widać za przymkniętymi drzwiami gabinetu Roberta Kelly’ego. Życie.

*

Przypomniałam sobie o Robercie Kellym i jego rodzinie kilka tygodni temu, gdy życie zawodowe wielu osób przeniosło się z biur do domów. Wcześniej praca zdalna była zarezerwowana dla nielicznych, w niektórych firmach uważano ją za rodzaj przywileju albo wyjście awaryjne.

Po ogłoszeniu pandemii praca weszła do sypialni, do kuchni i do salonu. Media zostały zalane fotografiami domowych stanowisk pracy i dobrymi radami: jak się zorganizować w czasie home office, czego się wystrzegać, jak przetrwać. Słyszałam wprawdzie, że niektórzy pracodawcy wypłacają dodatki do pensji związane z wyższymi kosztami pracy w domu, ale to wyjątki. O wiele więcej osób mówiło mi, że standardem są polecenia służbowe przesyłane o 20 albo i później, że teraz są w pracy cały czas. To nieznośne uczucie, ale niektóre z nas, niezależnie od stanu epidemiologicznego w kraju, mają co najmniej dwa etaty – ten zwykły plus niezliczone obowiązki domowe. Po zamknięciu żłobków i szkół konieczne stało się nie tylko zapewnienie dzieciom opieki, ale i pilnowanie nauki oraz pór posiłków. SARS-CoV-2 dołożył nam trzeci etat.

Tak, słyszę te uwagi – te przykłady mężczyzn, którzy solidarnie troszczą się o dom i dzieci. Na każdą taką historię mam dziesięć historii kobiet, które ze względu na niższą pensję przeszły na zasiłek opiekuńczy lub które starają się godzić powikłane życie domowe i zawodowe, czasem mieszkając ze sprawcą przemocy.

– Mam wyrzuty sumienia, że nie siadam do pracy o tej 21, kiedy dzieci już śpią i mam trochę czasu dla siebie – powiedziała mi wczoraj znajoma.

Pisząc ten felieton, wsłuchiwałam się w odgłos wirowania, ugotowałam niezliczoną ilość zbilansowanych posiłków, zmywałam, planowałam zakupy, uczyłam się matematyki i przyrody oraz rytmiki (naprawdę dobrze taktuję już nogami całą nutę). Mój mąż również to robi, ale nie wtedy kiedy pracuje, a tak się składa, że głód i e-szkoła nie poczekają do siedemnastej. Moja praca jest nieregularna, dlatego może się składać ze stop-klatek.

Niedawno Robert Kelly znowu udzielał zdalnego wywiadu. Razem z żoną i dziećmi mówił o lockdownie w Korei Południowej. Ona opowiadała o tym, jak zajmuje się dziećmi, on wygłaszał ekspercki komentarz o sytuacji w kraju. Tak to wygląda. Istnienie dysproporcji w obciążeniu domowymi zajęciami potwierdzają zresztą nie tylko obserwacje, ale i badania, choćby GUS-u. Deklaratywnie większość z nas popiera relacje partnerskie, ale jakoś tak się składa, że pranie, sprzątanie, gotowanie i codzienną logistykę w większości domów organizują kobiety – nieodpłatnie i z uśmiechem na umalowanych ustach, bo wśród złotych internetowych rad jest i ta dotycząca nieskazitelnego wyglądu.

Zatrzymam się na słowie „nieodpłatnie”. Według rozmaitych badań opinii domowa praca kobiet to dowód miłości, a więc nierealne jest oczekiwanie za nią zapłaty – bo jak wycenić miłość i troskę? Otóż da się.

Gary Becker, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 1992 r., wyliczył, że wartość pracy wykonywanej w domu przez kobiety to jedna trzecia produktu krajowego brutto.

Według polskich badaczek miesięczna wartość nieodpłatnej pracy kobiet na rzecz własnego gospodarstwa domowego przekracza wysokość pensji minimalnej – rzucam, że w czasach pandemii stawka wzrosła. W przypadku mężczyzn to połowa tej kwoty i o połowę mniejsze statystyczne zaangażowanie w domowe sprawy.

Kobiety pracują więc na kilka etatów, ale nie przekłada się to na wysokość pensji, składek ani emerytur. Dyskusja o nierównomiernym podziale ról kończy się zwykle na wytartych argumentach o nieumiejętności dogadania się czy o zakupie zmywarki. Kto ją załaduje i opróżni, jest już mniej istotne. A właściwie niedostrzegane.

Bo może wiosną 2020 r. polscy pracownicy i polscy pracodawcy odkryli pracę z domu, ale praca w domu wciąż czeka na odkrycie.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter