Olga Gitkiewicz (fot. Anna Liminowicz)
Olga Gitkiewicz czerwiec 2022

Drugoplanowe

Niestety, wciąż w XXI w. jest oczywiste, że jeśli zaprasza się kogoś do eksperckiej wypowiedzi, jest to mężczyzna. Kobiety doprasza się w ramach politycznie poprawnego wyrównywania proporcji.

Artykuł z numeru

Moje duchowe miejsce

Czytaj także

Olga Gitkiewicz

Troska i pleśń

Nawet nie muszę wychodzić z domu, żeby potykać się o patriarchat. W klasie mojego starszego syna omawia się właśnie Szatana z siódmej klasy. Język Makuszyńskiego pokrył się już patyną, więc staram się o tej lekturze porozmawiać, trochę ją ukonkretnić, dodając jakieś ciekawostki, choćby o tym, że powstała druga część książki, ale przepadła w czasie wojny. Pytam też bardziej klasycznie, jaki jest ten główny bohater, Adaś, choć przecież wiem. Taki jak wszyscy chłopcy, będący głównymi bohaterami książek: śmiały, bystry, odważny, przebojowy. A są tam jakieś dziewczyny w tym Szatanie? – interesuję się. „Jest jedna, Wanda”, mówi mój syn z bolesnym grymasem i dodaje: „Lubiła się wzruszać, ogólnie dużo płakała”. Opiekowała się Adasiem, gdy był ranny. Oczywiście, jaka mogłaby być drugoplanowa postać kobieca. Skora do łez opiekunka.

Mogę mu powtarzać do znudzenia, że dziewczyny, kobiety są tak samo jak chłopaki fajne, odważne, bystre, że to nie są cechy warunkowane płciowo, on pokiwa głową, ale zaraz potem ze świata dostanie zupełnie inny przekaz, zwielokrotniony.

Wiem, że od czasu kiedy ja byłam w szkole podstawowej, pojawiło się wiele świetnych serii i książek o silnych, wielowymiarowych bohaterkach. Bardzo mi się to podoba. Ale te książki czytają głównie dziewczynki, uniwersalnymi lekturami nadal rządzą Chłopcy z placu broni, pozbawiony postaci żeńskich Hobbit, a wzorami do naśladowania są Tomek Sawyer i Tomek Wilmowski.

Ten system rozciąga się zresztą daleko poza szkołę, choćby aż do mojego własnego, postępowego, wydawałoby się, środowiska mediów. Jeden z bardzo znanych dziennikarzy regularnie przeprowadza wywiady na temat najważniejszych współczesnych problemów. Rozmawia z politologami, historykami, ekspertami od transportu, ekonomistami, filozofami. Używam męskich końcówek nieprzypadkowo, w tych wywiadach uderza mnie nie sama tematyka, lecz fakt, że o ważnych i aktualnych światowych sprawach opowiadają mężczyźni. To nie jest ogólne wrażenie, przeprowadziłam drobne obliczenia. Na 96 jego wywiadów wypowiada się 13 kobiet. To ok. 12%. Rozmów w cyklu jest więcej, jednak przy prawie setnej odechciało mi się mierzenia statystyk. Wciąż w XXI w. jest oczywiste, że jeśli zaprasza się kogoś do eksperckiej wypowiedzi, jest to mężczyzna. Gdy wymienia się znanych pisarzy, zwykle są to właśnie oni, mężczyźni. Olga Tokarczuk ostatnio przełamała schemat – a może jednak go wzmocniła, jako ta wyjątkowa, jedna z nielicznych. Gdy trzeba do debaty zaprosić znanych reporterów, pierwsze nazwiska, jakie przychodzą do głowy, są nazwiskami mężczyzn, kobiety doprasza się w ramach politycznie poprawnego wyrównywania proporcji. To ważne, tylko że wciąż o tę praktykę dbają nieliczne osoby i instytucje, chwała im za to, ale nie jest przypadkiem, że zwykle gdzieś tam jest jakaś kobieta. Bo, jak to zaznaczyła Caroline Criado Perez, kobiety nie zapominają o istnieniu swojej płci.

Czytaj także

Troska i pleśń

Kobiety czasem dziękują mi za felietony, które tutaj piszę: na spotkaniach autorskich, w komentarzach. Mężczyźni raczej dają mi do zrozumienia, że piszę o pierdołach albo że jęczę. Wyolbrzymiam. Mam pewnie okres.

Gdy publikuję coś w mediach społecznościowych, zaraz z pomocą spieszy jakiś mężczyzna, żeby mi objaśnić, jak głęboko się mylę albo jak gruntownie czegoś nie zrozumiałam. Lub ewentualnie jak przemądrzała jestem. Gdyby podobne treści udostępnił mężczyzna, nazywałoby się to raczej „rzuceniem nowego światła na sprawy”.

Jakoś sobie z tym radzę, obśmiewam, szybko zapominam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Bo jednak najgorszą osobą na świecie czuję się, gdy muszę skończyć książkę. Ta pora właśnie nadeszła i nagle to wszystko mnie uderza, te wszystkie złogi po lekturach szkolnych, po komentarzach profesorów na studiach, po prywatnych wiadomościach w mediach społecznościowych: nie mam pojęcia, jestem mało zdolna, nie umiem tego robić, nie ma to sensu, powinnam to napisać lepiej, inaczej, jaśniej, piękniej. Znaleźć lepsze argumenty, lepsze przykłady, lepsze historie, wszystko mieć lepsze.

Prowadzę terapeutyczne rozmowy z przyjaciółkami, które się trudnią tym samym. Wcale mi nie pomaga świadomość, że często czują się podobnie. Mimo wysiłków nie umiem sobie przypomnieć podobnej rozmowy z którymś z kolegów, nawet tych zaufanych. Moje koleżanki mówią: „Nie wychodzi mi, nie potrafię”. Kumple: „Mam taki pomysł, jednak może warto go przemodelować, szukam nowego języka”. Czasem się godzę sama ze sobą: tak jest optymalnie. Tak umiem i tak to zrobię. Ale to trwa chwilę, potem są znowu bezsenne noce i backspace, backspace, kasuj, wycinaj, karczuj ten tekst, ten zachwaszczony kawał jałowego pola. A może ono nie jest jałowe, może jest tam jednak jakiś sens. Ostatecznie od tak dawna wmawia mi się błędy poznawcze, że może i to zwątpienie jest tylko jednym z nich.

Kup numer