70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Oddawać głos

Niezależni obserwatorzy nie mają wątpliwości, że także i tym razem podczas wyborów prezydenckich na Białorusi nagminnie łamano prawo – oficjalna rekordowa frekwencja to efekt nacisków na wyborców oraz sfałszowania ich liczby. Może właśnie dlatego, że przebieg wydarzeń nie mógł być zaskoczeniem, jeden z białoruskich poetów, Ihar Babkou, na wieść o tym, że tegoroczną laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury została Swietłana Aleksijewicz, ironicznie skomentował sytuację polityczną słowami: „To fantastyczna wiadomość! Nieważne już, kto zostanie prezydentem”.

Ani prezydent, ani białoruski minister kultury nie złożyli noblistce od razu oficjalnych gratulacji. To być może także nie powinno dziwić. Jednak zestawienie tych dwóch wydarzeń: przyznania najważniejszej literackiej nagrody autorce, która w książkach oddaje głos innym – swoim bohaterom, oraz wyborów prezydenckich, które tylko pozornie miały na celu oddanie głosu ludziom – obywatelom, jest wymowne.

Na spotkaniach z czytelnikami noblistka otwarcie opowiada, że podczas letnich upałów niektóre zakłady były zmuszone skrócić czas pracy do kilku dni w tygodniu i że realna płaca spadła nawet do 100 dolarów miesięcznie. Kilka miesięcy temu wspominała także o możliwym przesunięciu terminu wyborów prezydenckich z listopada na październik – Aleksander Łukaszenka wiedział, iż każdy kolejny tydzień niesie coraz większą groźbę załamania gospodarczego kraju.

Dlatego dla Łukaszenki złagodzenie sankcji nałożonych przez Unię Europejską w 2010 r. było tak ważne. O tym, że ostatnie wybory mogą przyczynić się do poprawy stosunków jego kraju z Zachodem „tylko, jeśli sam Zachód tego chce”, przypominał w przemówieniu wygłoszonym w lokalu komisji wyborczej wkrótce po oddaniu głosu.

Polityczna przyszłość Białorusi, możliwość demokratycznych reform, przestrzeganie praw człowieka są dla nas sprawami ważnymi. Zdecydowaliśmy jednak, aby w listopadowym numerze „Znaku” pisać o Białorusi z innej perspektywy. Jak sformułowała to Urszula Pieczek, redaktorka Tematu Miesiąca, naszym celem jest zrozumienie dylematów tożsamościowych, z którymi mierzy się społeczeństwo białoruskie lawirujące pomiędzy co najmniej dwiema wizjami historii, dwiema kulturami i dwoma językami.

Jedną z inspiracji do takiego ujęcia tematu stał się dla nas numer miesięcznika Imperialne oblicze Rosjan z września 2014 r., zwłaszcza rosyjsko-ukraińsko-białoruski trójgłos na temat stosunku Rosjan do państwowości Białorusinów i Ukraińców. Okazało się, że z tych trzech krajów najmniej wiemy o Białorusi.

Numer otwiera fotoreportaż Andrzeja Muszyńskiego o doświadczeniu przekraczania białoruskiej granicy. Autor przemierza współczesną Białoruś, mając w pamięci złożoność historycznych wpływów, odciskających piętno na tych terenach. Siarhej Chareuski, białoruski artysta, literat, historyk sztuki i kulturoznawca, zaznacza z kolei, że „Białoruś buduje najnowszą tożsamość, kompilując ją wyłącznie z mitów powojennej epoki radzieckiej. W dodatku, na przekór zdrowemu rozsądkowi, przekonuje się nas, że Litwa i Łotwa to »daleka zagranica«, a Kirgizja i Tadżykistan – »bliska«”.

Bohaterem tego tematu jest też jednak trudna relacja łącząca dwa języki: rosyjski i białoruski. Z jednej strony „język rosyjski jest obecnie postrzegany na Białorusi nie jako język innego narodu, lecz jako własność Białorusinów, część składowa ich tożsamości” – pisze Nelly Bekus, z drugiej, Andrej Rasinski, białoruski krytyk filmowy, dziennikarz, pokazuje, w jaki sposób język białoruski staje się przestrzenią budowania tożsamości niezależnej od tej oficjalnej, wspieranej przez reżim. Jak ścisłe są te tożsamościowe sploty, pokazuje również historia tegorocznej noblistki, pisarki o pochodzeniu białorusko-ukraińskim, tworzącej w języku rosyjskim i od dwóch lat znów mieszkającej w Mińsku.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata