70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Koniec historii uprzedmiotowienia

Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niech się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi, i wszystkie ryby morskie zostały bowiem oddane wam we władanie” (Rdz 9, 2).

Ten fragment z Pisma św. przywoływano przez wieki jako uzasadnienie przedmiotowego traktowania zwierząt. Podejście to wynikało z rozumienia samej natury człowieka: skoro ludzie stworzeni są na obraz i podobieństwo Boga, mają nieśmiertelną duszę i noszą w sobie ślad Jego osobowej natury, to od świata zwierząt oddziela ich nieprzekraczalna granica. Wprawdzie w historii chrześcijaństwa pojawiały się postaci o radykalnie innym podejściu do „mniejszych” braci i sióstr, jak chociażby św. Franciszek z Asyżu, zdecydowanej większości bliższe jednak było stanowisko św. Tomasza, który twierdził, iż zasada miłości rozciąga się jedynie na ludzi, nie dotyczy zaś zwierząt. Próbę zrozumienia przyczyn trwającej przez wieki niewrażliwości chrześcijańskiego świata na los zwierząt podjął Leszek Kołakowski. W jednym z esejów opublikowanych w Jeśli Boga nie ma… pisał, że „sam Jezus nie był, jak się zdaje, szczególnie zainteresowany pozaludzkimi formami życia; zwracał na nie uwagę tylko jako źródło pożywienia lub materiał do przypowieści; wyciągając diabły z opętanego, wpędzał je w świnie, ryby zagarniał do sieci rybaków, klątwę rzucił na bezpłodne drzewo figowe”. Dodawał też przy tym, że co najmniej od czasów Kartezjusza utrwaliło się przekonanie, że zwierzęta są nieczułymi automatami, maszynami niezdolnymi do cierpienia. Nawet ci myśliciele, którzy przyznawali, że zwierzęta cierpią, podkreślali zarazem, że cierpią inaczej i mniej niż ludzie. Stosunku Zachodu do istot żywych nie można postrzegać w oderwaniu od wrażliwości społeczno-etycznej. „Skoro bito dzieci, służbę, chłopów czy żołnierzy, trudno się dziwić, że w równie bezwzględny sposób traktowane były zwierzęta” – w opublikowanym kilka lat temu numerze „Znaku” (637) poświęconym cierpieniu zwierząt pisał Janusz Tazbir, autor książki Okrucieństwo w nowożytnej Europie.

Ostatnie dekady przynoszą na szczęście coraz wyraźniejszą zmianę tej postawy. Nowe podejście kształtuje się zarówno wskutek lepszej znajomości świata zwierząt, jak i przeobrażającej się pod wpływem tej wiedzy wrażliwości etycznej. Skutkuje to nie tylko modyfikacją społecznej wrażliwości, ale i prawa. Jakiś czas temu władze Indii zasugerowały, że delfinom należy się status non-human persons. Od wielu lat etolodzy badali niezwykłe zdolności poznawcze tych ssaków. Dzięki nim wiemy, że delfiny są nie tylko samoświadome, ale także używają narzędzi i języka oraz potrafią przekazywać tę wiedzę kolejnym pokoleniom.

Nadanie zwierzętom pozaludzkim statusu osoby stawia nas w centrum pytań o podmiotowość. Kwestię tę w najnowszym numerze miesięcznika „Znak” podejmują znakomici autorzy: Andrzej Elżanowski bada różnice między podmiotami osobowymi i nieosobowymi, Jacques Derrida zastanawia się nad coraz mniej wyraźną granicą między człowiekiem a zwierzęciem, Zbigniew Mikołejko opowiada o doświadczeniach cierpienia i śmierci, które łączą ludzi i zwierzęta w sposób niepodważalny. Wątki te dopełniają głosy Miry Marcinów na temat szalonych zwierząt i Krzysztofa Koransa o szympansach, bonobo i Homo sapiens.

Chrześcijaństwo, akcentując wyższości natury człowieka wobec pozostałych istot żywych, na drugi plan odsuwało zapowiedź, że dzieło Zbawienia ogarnia całe stworzenie. „Dziś – o czym w przywoływanym już numerze sprzed kilku lat pisał Wacław Hryniewicz – nie sposób się zgodzić z ponurym werdyktem średniowiecznych myślicieli, iż w przeobrażonym świecie zmartwychwstania znajdą się jedynie ciała ludzkie oraz minerały, a rośliny i zwierzęta popadną w nicość”. Najważniejsze jednak, aby przemianie ulegała także nasza codzienna postawa wobec stworzenia.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter