70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Valery Sharifulin/Getty

Islam i seks

We współczesnym islamie jesteśmy świadkami ruchu, który można porównać do protestanckiego purytanizmu. Usuwa on z przestrzeni publicznej „wyzywające” sposoby zachowania czy ubioru. Znikają gdzieś dawna swoboda i tolerancja cechujące od wieków kulturę muzułmańską.

Rozmowę o islamie zaczyna się zazwyczaj od tego, że jest on bardziej zróżnicowany, niż sądzimy. To w końcu religia wyznawana przez ponad 1,5 mld ludzi, dominująca w tak różnych krajach jak Arabia Saudyjska i Indonezja, nieposiadająca jednego urzędu nauczycielskiego, który rozstrzygałby o doktrynalnych wątpliwościach i ujednolicał sposoby życia jej wyznawców. Czy da się w takim razie powiedzieć coś wiążącego o seksualności w islamie?

Myślę, że tak. Punktem wyjścia w naszej opowieści może być świat arabski, to, jak traktowano seksualność w czasach proroka Mahometa i co o niej mówi Koran.

Co zatem stanowi istotę muzułmańskiego nauczania o tej intymnej sferze życia?

Po pierwsze: seks jest czymś dobrym. W islamie nie miejsca na celibat – nie widzi się powodów, dla których rezygnacja z tej dziedziny życia miałaby przynosić jakieś duchowe korzyści. Jeden z wielkich teologów islamu Al-Ghazali (zm. 1111) twierdził, że w celibacie może żyć tylko ktoś, kto nie ma żadnych seksualnych potrzeb.

Po drugie: przestrzenią dla seksu jest małżeństwo. Stosunki przed- i pozamałżeńskie są grzechem. Życie małżeńskie to według Koranu jedyna droga do osiągnięcia pokoju w życiu, a posiadanie dzieci postrzegane jest jako wypełnianie Bożej woli.

Po trzecie: celem życia seksualnego jest nie tylko prokreacja, ale także zmysłowa przyjemność. Co ważne, kobieta jest pełnoprawnym uczestnikiem miłosnego spotkania, ma w nim swoje potrzeby, a w kulturze arabsko-muzułmańskiej te potrzeby uważane są nawet za dość duże. W tradycji ludowej uznaje się, że kobietę należy szybko wydać za mąż, zanim „erotyczne instynkty” na dobre się w niej obudzą. Są nawet takie hadisy, czyli wypowiedzi przypisywane przez tradycję Prorokowi, że gdy mąż zbliża się do żony, to najpierw powinny mieć miejsce pieszczoty i rozkosz kobiety, a dopiero później satysfakcja mężczyzny.

Prorok miał powiedzieć, że jednym z trzech typów najokrutniejszych ludzi jest ten, który kocha się z żoną bez gry wstępnej.

W innym hadisie czytamy: „Jeśli ktoś uprawia seks z żoną, (…) powinien być powolny i się wstrzymywać”. W innym jeszcze Prorok nakazywał, by mężczyźni nie rzucali się na kobiety jak zwierzęta, lecz wysyłali najpierw posłańców, czyli czułe słowa i pocałunki. Koran wyraźnie mówi też, że małżonkowie powinni doświadczać szczęścia w związku: „I z jego znaków jest to, iż On stworzył dla was żony z was samych, abyście mogli odpocząć przy nich; i ustanowił między wami miłość i miłosierdzie” (30:21).

W Biblii trudno wyobrazić sobie wskazówki dotyczące erotyki.

Prorok Mahomet sam był mężem 13 żon (choć do śmierci pierwszej żony Chadidży przez 25 lat żył w monogamii) – najwyraźniej cieszył się tą sferą życia, doceniał ją i dlatego też formułował dla wiernych pewne zalecenia. Jest nawet taki znany werset w Koranie: „Wasze żony są dla was polem uprawnym; przychodźcie więc na wasze pole, jak chcecie” (2:223). Niektórzy (i ludzie krytycznie nastawieni do islamu, i sami muzułmanie) odczytują go w ten sposób, że żona nie może odmówić mężowi seksu. Bardziej rozpowszechniona interpretacja mówi jednak, że pojawia się tu przecież sformułowanie „jak chcecie”, a nie „kiedy chcecie”. Werset ten nie oznacza więc, że kobieta ma być zawsze gotowa na wezwanie mężczyzny, lecz że każdy sposób uprawiania seksu jest dozwolony. Nie ogranicza się więc wyobraźni i pomysłowości małżonków, nie wskazuje jakichś zakazanych pozycji i w całej kulturze panuje dość duża swoboda w mówieniu o seksie.

Islamem zajmuje się Pani nie tylko na uniwersytecie, poznawała Pani tę religię także, m.in. mieszkając i studiując w Syrii przed wojną domową. Dostrzegała Pani wówczas tę swobodę?

Tak. Pamiętam, że odwiedzając różne rodziny, byłam niekiedy zdumiona ich otwartością w podejmowaniu spraw związanych z seksualnością. Na przykład w gronie samych pań – przy czym część dopiero co poznałam – dopytywano mnie, jakie metody antykoncepcyjne stosuje się w Polsce, i głośno je później dyskutowano. U nas nie jest to typowy temat pierwszej rozmowy.

Jednocześnie ta swoboda ma oczywiście swoje granice. Duże znaczenie ma ochrona niezamężnych kobiet przed seksem przedmałżeńskim. Dziewictwo dziewcząt było tradycyjnie elementem honoru rodziny. Chodzi o tzw. muruwwa, termin jeszcze przedmuzułmański, oznaczający męski honor, zależny od tego, czy ojciec rodziny opiekuje się właściwie kobietami, które są pod jego pieczą. Stąd pewne, dotkliwe niekiedy, ograniczenia nakładane na dziewczyny, na to, czy i gdzie mogą same wychodzić.

Seks więc teoretycznie zarezerwowany jest tylko dla par po ślubie. Jak rozumiane jest małżeństwo w islamie?

To kontrakt. Ślub nie jest w domyśle zawierany na całe życie. Charakter małżeństwa reguluje wcześniej spisana umowa, która określa obowiązki obu stron.

Mężczyzna może się ożenić wtedy, gdy ma środki na utrzymanie rodziny. Jego obowiązkiem jest kupno mieszkania – rodzina żony wyposaża jedynie sypialnię. Dodatkowo mąż musi zapłacić mahr, czyli męski posag, który w części wnoszony jest przy zawarciu małżeństwa, a w pozostałej, jeżeli mąż decyduje się na rozwód. Wówczas ta kwota ma zapewnić kobiecie utrzymanie. Rodziny negocjują między sobą wysokość tego „męskiego wiana” – im wyższe, tym lepiej świadczy o przyszłej żonie i jej rodzinie. Kobieta musi oczywiście wyrazić zgodę na ślub, jednak w tradycyjnych społecznościach, gdy chodzi o młodą dziewczynę, umową zajmuje się jej ojciec. Inaczej, jeżeli drugi ślub zawiera wdowa lub rozwódka.

Wysokie wymagania finansowe mogą uniemożliwiać młodym mężczyznom małżeństwo i samą aktywność seksualną. Podobno ta frustracja bywa źródłem społecznych rewolucji.

To prawda, choć oczywiście tak jak w wielu innych kulturach seks pozamałżeński łagodniej traktuje się w przypadku mężczyzn niż kobiet. Zdarza się jednak, że mężczyźni muszą długo czekać, aż uzbierają odpowiednią sumę. Niekiedy to najstarszy brat się poświęca, odkłada majątek i żeni najpierw swoich braci, a sam pozostaje kawalerem. Gdy np. w Egipcie pogorszyła się sytuacja ekonomiczna i do Kairu napływało wielu ubogich mężczyzn z terenów wiejskich, to kobiety częściej musiały zmagać się zaczepkami z ich strony. W zamożnej Syrii z czasów przed rządami Asada bardzo rzadko się z nimi spotykałam.

Niepokój przed młodymi, samotnymi mężczyznami ze świata arabskiego pojawił się też przy okazji dyskusji o uchodźcach. Wydarzenia z sylwestra w Kolonii w 2015 r., gdzie doszło do molestowania kobiet przez grupy o „imigranckim wyglądzie”, także w Polsce rozpaliły strach przed muzułmańskimi uchodźcami. Jak podejść do tego strachu racjonalnie?

Pierwsze duże fale migracyjne z krajów muzułmańskich pojawiły się w Europie już w latach 60. Byli to gastarbeiterzy, sami mężczyźni, którzy mieszkali tu bez rodzin. Nigdzie – we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii – nie mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdy grupy owych mężczyzn dokonywały jakichś masowych przestępstw seksualnych. Nie demonizujmy tych ludzi. Myślę, że powinniśmy patrzeć na incydent z Kolonii jak na odosobniony przypadek, przy którym musiały zajść pewne dodatkowe okoliczności (np. działalność prowodyrów podjudzających innych uczestników zajść). Nie słychać było, by podobne wydarzenia znów miały miejsce.

Oczywiście mogą istnieć w tych kwestiach pewne nieporozumienia kulturowe. Jeśli ktoś przyjeżdża ze społeczności tradycyjnej, gdzie wszystkie kobiety są pozasłaniane (choć nie jest to przypadek przedwojennej Syrii), to może uważać, że taka, która jest skąpo ubrana i umalowana, szuka jakiejś seksualnej przygody. Nakłada się na to – panujący wśród części mieszkańców Afryki Północnej – stereotyp Europejek podróżujących do kurortów w ramach swoistej seksturystyki. Pamiętajmy jednak, że także w Polsce część osób deklaruje niestety, że za gwałt odpowiada kobieta: to jaki miała ubiór i czy zachowywała się „wyzywająco”.

Wróćmy do tematu małżeństwa. Czy zdarzają się wciąż małżeństwa aranżowane?

Coraz rzadziej, ale tak. Niekiedy chłopak i dziewczyna spotykają się ze sobą od dłuższego czasu i jedynie udają, że to ślub aranżowany, pragnąc okazać szacunek pewnym rytuałom. Kiedy indziej rzeczywiście jest to przede wszystkim wynik namowy ze strony rodziców. Pamiętajmy, że w społecznościach tradycyjnych nad indywidualnym szczęściem prymat ma interes grupy, np. rodziny, a młodzi ludzie muszą – bądź chcą – się mu podporządkować. Zdarza się, że te małżeństwa są zresztą trwałe i szczęśliwe. W kulturze arabskiej od dawna obecny był też temat niespełnionej miłości do kobiety, która na zawsze pozostanie niedostępna. Motywy tej tzw. miłości uzryjskiej (nazwa pochodzi od plemienia Uzra, z którego wywodziła się ukochana opiewana w VII w. przez poetę Dżamila) przedostały się przez Półwysep Iberyjski do Europy, a w konsekwencji zainspirowały trubadurów i formy miłości dworskiej. Jeszcze Heine pisał, że jego rodziną są „owi uzryci, co umierają, gdy kochają”. Jeżeli małżeństwo jest narzucane przez innych, rozkwita twórczość, która szuka obiektu najintensywniejszych uczuć poza formalnym związkiem.

Jak traktuje się w islamie rozwód? To coś zwyczajnego czy swoisty dyshonor dla kobiety bądź mężczyzny?

Islam go dopuszcza, ale nie jest dobrze widziany. W większości środowisk traktuje się go dość podejrzliwie. Prorok Mahomet miał powiedzieć: „Spomiędzy wszystkich dozwolonych czynów rozwód jest najbardziej przez Boga znienawidzony”.

Różnią się w nim prawa mężczyzn i kobiet. Do dzisiaj trzykrotne wypowiedzenie przez mężczyznę formuły rozwodowej wystarczy jako cała procedura. Kobieta musi przedstawić swoje argumenty na rzecz rozwodu przed sędzią religijnym. Zachowały się dawne, pochodzące z czasów średniowiecza świadectwa, gdy powodem rozstania było np. to, że mąż nie sprawdza się w łóżku bądź cuchnie mu z ust, co uniemożliwia współżycie. Taki proces to duży wstyd dla mężczyzny.

Czasem kobieta po rozwodzie traktowana jest – zwłaszcza w biedniejszych środowiskach – jako kłopot, kolejna osoba do utrzymania. Jeśli jednak dysponuje pewnym majątkiem (dzięki drugiej połowie mahr), staje się rzeczywiście samodzielna. Może też być cenioną kandydatką na żonę – np. dla młodszych, mniej zamożnych mężczyzn.

Co z antykoncepcją? Wspomniała Pani o dyskusjach na ten temat w syryjskiej rodzinie, u której Pani gościła.

Przy tej kwestii sprawdza się to, od czego zaczął Pan naszą rozmowę: nie ma jednej uniwersalnej wykładni. Podobnie zresztą jak w kwestii aborcji.

Dzieci w muzułmańskiej rodzinie są wielką wartością, radością i darem Bożym. Rozpieszcza się je, hołubi i na wiele im pozwala. Siedzą np. do późnego wieczoru na rodzinnych imprezach i są w centrum uwagi. W Syrii był taki sympatyczny zwyczaj, że kierowca woził pod zderzakiem pierwszy bucik swojego pierworodnego dziecka.

Posiadanie wielu dzieci jest znakiem, że Bóg błogosławi tej rodzinie. Ale jednocześnie dopuszcza się zazwyczaj stosowanie różnych metod regulacji poczęć.

W prawicowej publicystyce fakt, że muzułmanie mają często wielodzietne rodziny, przybiera postać niepokoju wyrażanego hasłem „islam nas zaleje”…

Większość danych wskazuje, że dzietność kobiet zależy przede wszystkim od ich wykształcenia i aktywności zawodowej oraz od ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju. Religia ma mniejsze znaczenie. Muzułmanie na Bliskim Wschodzie mają więcej dzieci niż Europejczycy, a często nawet niż chrześcijanie z tego regionu, ale np. w Syrii, Libanie czy Jordanii wynikało to z faktu, że ci drudzy należeli najczęściej do zamożniejszych warstw społeczeństwa. Muzułmańskie imigrantki w Europie, zwłaszcza te, które tam się już urodziły, mają z reguły mniej dzieci niż ich matki. One się kształcą, chcą robić karierę i najczęściej mają z tego powodu podobną (lub tylko nieco większą) liczbę dzieci co inne kobiety w Europie. Według najnowszych badań muzułmanie we Francji i Niemczech mają średnio 2,2 dziecka w rodzinie, Pakistańczycy w Wielkiej Brytanii – 3,5, ale już ich córki urodzone w Europie – 2,5 dziecka. W ciągu ostatnich 10 lat różnica dzietności między muzułmanami a innymi mieszkańcami naszego kontynentu spadła z 0,7 do 0,4 dziecka.

Dla XIX-wiecznych Europejczyków Bliski Wschód to zmysłowy Orient. Skąd brało się to wyobrażenie i co ma wspólnego z rzeczywistością?

Zacznijmy od tego, co jest w nim prawdą. W świecie arabskim powstawała – i to już od samych początków islamu – bogata literatura erotyczna. Niekiedy przez swą dosadność była ona wręcz bliska pornografii. Bo – czy w zachodniej kulturze – mamy np. taki traktat jak O zaletach chłopców i dziewcząt Al-Dżahiza (776–868), wybitnego pisarza i teologa, w którym sprzeczaliby się zwolennicy miłości z chłopcami i z dziewczętami? To tekst bardzo frywolny – znajdziemy w nim choćby następujący cytat: „Wiemy też, że dziewczęta przyjemniej pachną (…) poza tym możesz z nimi robić, co zechcesz, zarówno od przodu, jak i od tyłu”. Jest on zarazem świadectwem, że akty homoseksualne, choć uważane za tzw. grzech Lota, były tolerowane w świecie muzułmańskim. Chłopców uznawano niekiedy za lepszych do tych spraw. Al-Dżahiz przytaczał słowa poety: „Wybrałem właśnie ciebie i tobie się oddaję, ponieważ nie masz miesiączki”.

Istnieje więc w tym kręgu kulturowym twórczość głosząca pochwałę miłości, przyjemności, używania życia (także picia wina – mimo formalnego zakazu spożywania alkoholu przez muzułmanów). Nie była to jakaś literatura pokątna, lecz dzieła najwybitniejszych twórców. Wielki poeta Abu Nuwas (757–813) pisał: „Nie wiń mnie, źródłem pokusy bywa potępienie / ratuj mnie raczej mojej słabości przyczyną: / żółtym winem, które zmartwienia rozprasza. / Bo nawet kamień radością oddycha, / kiedy nań spadnie mała kropla wina”.

Wyróżnia się w tym względzie poezja suficka czy mistyczna, w której nazywa się Boga ukochanym. W jednym z nurtów sufizmu uznawano zresztą, że zjednoczenie z Bogiem możliwe jest nie tylko przez recytację czy używki, ale także przez seks – i to seks pozamałżeński, czyli w oficjalnym islamie grzeszny.

Oczywiście z powodu zakazu przedstawiania postaci ludzkich mniej było obrazów erotycznych. Ale i takie się zdarzają, np. w formie irańskich miniatur. Sądząc z zachowanych fragmentów, wspaniałe, zmysłowe przedstawienia (także erotyczne i bachiczne) znajdowały się też w obecnie mocno zniszczonych tzw. zamkach pustynnych kalifów z dynastii Umajjadów (661–750) w dzisiejszej Jordanii czy Syrii.

Co w takim razie było stylizacją czy też przesadą w opisach orientalnej zmysłowości tworzonych przez ludzi Zachodu?

Gustave Flaubert (1821–1880) i inni mężczyźni, którzy opisywali swoje erotyczne przygody na Wschodzie, nie mieli kontaktu ze zwykłymi kobietami, ponieważ nie byli dopuszczani do żeńskich pomieszczeń. W związku z tym kontaktowali się zazwyczaj z prostytutkami. Nawet zdjęcia, które przetrwały do naszych czasów, były robione przez ludzi w służbie kolonizatorów realizujących swoje erotyczne fantazje. Stąd np. przedstawienia muzułmanek w zasłonie, ale z odsłoniętym biustem.

Charakterystycznym przykładem jest przedstawianie haremu…

  … który od razu przywołuje w głowie wyobrażenie nagich i półnagich odalisek jak na obrazach Ingres’a.

No właśnie! Czym był jednak harem? Nazwa pochodzi od rdzenia h-r-m oznaczającego coś zabronionego; w tym przypadku część domu przeznaczoną dla kobiet, do której nie mogli wchodzić obcy mężczyźni. Warto zauważyć, że nie był to wynalazek arabsko-muzułmański, tylko wcześniejszy: znany jest np. grecki gynaikon.

Możemy przeczytać arcyciekawe opisy haremów sporządzone przez dwie Polki: pierwsza to Regina Salomea Pilsztynowa, niezwykła kobieta, która w połowie XVIII w. była lekarką w haremie sułtana osmańskiego, a druga to Anna Neumanowa – pisarka i żona konsula austriackiego w Egipcie pod koniec XIX w., która opisała odwiedziny w kobiecej części dworu kedywa. Ich sprawozdania nie zawierają nic, co by podsycało zmysły. Pilsztynowa opisuje harem jako swoisty pensjonat dla panien. Były tam kobiety, które często nie miały prawie do czynienia z sułtanem. Zajmowały się tkaniem czy innymi pracami domowymi. Chętnie adoptowały dzieci, a jeśli byli to chłopcy, później zajmowały się prowadzeniem ich kariery. Gdy sułtan chciał wydać za mąż którąś ze swoich konkubin, one niekiedy odmawiały – wolały spokojne życie w haremie.

  Zainteresowanie zachodnich przybyszy podsycało też zjawisko poligamii…

… a właściwie poligynii, bo to jedynie mężczyźni mogą w tym samym czasie mieć kilka żon. Kobiety mogą mieć tylko jednego męża.

Skąd wzięła się poligynia wśród muzułmanów?

Islam przejął ją z kultury, w której się narodził. Liczba żon w społecznościach przedmuzułmańskich była świadectwem znaczenia, pozycji i bogactwa mężczyzny; nie ograniczano jej w żaden sposób. Islam zmniejszył maksymalną liczbę żon do czterech (dla nas to wciąż o trzy za dużo); zakłada się przy tym, że poprzednia żona powinna wyrazić zgodę na następną.

Koran stawia też dodatkowe warunki: „Żeńcie się zatem z kobietami, które są dla was przyjemne – z dwoma, trzema lub czterema. Lecz jeśli się obawiacie, że nie będziecie sprawiedliwi, to żeńcie się tylko z jedną” (4:3). Po pierwsze, ważny jest kontekst. Werset ten następuje po fragmencie, w którym jest mowa o wojnie oraz o pozostałych po niej wdowach i sierotach. Wielożeństwo miało służyć temu, by zapewnić osamotnionym kobietom utrzymanie i opiekę. Po drugie, zostaje tu wprost wyrażony warunek zachowywania sprawiedliwości wobec każdej z żon. Z jednej strony interpretuje się go tak, że chodzi o wręczanie żonom identycznych prezentów i spędzanie z nimi tylu samo nocy (co zresztą sprawia, że mężczyzna przestaje być panem swojego czasu, a organizują ten czas jego żony, które często ustalają pewne rzeczy bezpośrednio między sobą). Z drugiej strony niektórzy muzułmanie przekonują, że nie da się traktować żon identycznie, więc w związku z tym lepiej unikać poligynii.

Jest ona jednak legalna w większości państw, w których dominuje islam (wyjątkiem są Turcja i Tunezja).

Tak, choć szacuje się, że jest to raptem 3–5% wszystkich zawieranych małżeństw. Bardzo wielu ludzi żyje w monogamicznych związkach przez całe życie. Poligynię uprawiają z reguły dwie grupy społeczne. Pierwsza to ubodzy chłopi, którzy potrzebują rąk do pracy i w związku z tym biorą ślub z kilkoma kobietami (często siostrami) żyjącymi razem i pracującymi fizycznie. Druga to ludzie zamożni, np. bogaci potentaci naftowi z krajów Zatoki, dla których jest to część ich statusu społecznego. Muszą w końcu opłacić swoim żonom oddzielne mieszkania, łożyć na utrzymanie ich oraz dzieci, wpłacić sowity mahr.

Prawo do wielożeństwa, większa społeczna kontrola nad kobiecą niż męską seksualnością czy ograniczenia w pełnieniu przez kobiety różnych funkcji (Arabia Saudyjska ma w czerwcu br. – jako ostatnie państwo na świecie – umożliwić im staranie się o prawo jazdy) nadają niektórym państwom muzułmańskim wyraźne patriarchalne rysy. Na ile w Koranie znajdziemy zasoby dla idei równouprawnienia mężczyzn i kobiet?

W islamie mamy do czynienia z dwoma dziedzinami, które reguluje szariat. Pierwsza to obowiązki religijne (ibadat), czyli kwestia relacji człowieka z Bogiem. Kobieta jest w nich równa mężczyźnie – podobnie jak on sama zapracowuje na swoje zbawienie, np. modląc się i przychodząc do meczetu. Druga dziedzina to obowiązki społeczne (mu’amalat), czyli relacja człowieka z innymi ludźmi. I tutaj ze względu na fakt, że mężczyźni utrzymują rodzinę, to oni mają więcej praw. Czytamy w Koranie, iż: „Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że (…) oni rozdają ze swojego majątku” (4:34). To jednak sprawa warunkowa – jeśli oboje zarabiają, wspólnie też podejmują decyzje. Dlatego w praktyce w wielu współczesnych rodzinach obowiązuje model partnerski.

Istnieją duże różnice pod tym względem między państwami, przy czym Arabia Saudyjska stanowi przykład skrajny. Przyznam, że osobiście nie spotkałam nigdzie tak silnych charakterem kobiet jak w Syrii. Często najważniejszą osobą w muzułmańskim domu jest matka męża. Tak było też w przeszłości, gdy np. matka sułtana, nie opuszczając niemal haremu, potrafiła panować nad całym imperium.

Choć wspominała Pani o tradycji tolerancji dla homoerotyzmu w kulturze arabskiej, to dziś sytuacja prawna osób LGBT w wielu krajach muzułmańskich jest bardzo trudna. Gdzie jest ona najtrudniejsza?

W Iranie i w Arabii Saudyjskiej, gdzie za akty homoseksualne grozi nawet kara śmierci. W innych państwach są one karane więzieniem, a gdzie indziej nie są poddane żadnym sankcjom (np. w Turcji czy Indonezji). Należy pamiętać jednak, że nietolerancja wobec homoseksualistów to nie jest dziś kwestia tylko państw muzułmańskich, ale także niektórych chrześcijańskich krajów Afryki czy Indii. Przez długi czas geje byli również karani więzieniem lub śmiercią w Europie Zachodniej (Wielka Brytania zdekryminalizowała akty homoseksualne dopiero w latach 60. XX w.).

W islamie zawsze to był grzech. Przy czym większą uwagę wracano na miłość między mężczyznami niż między kobietami. Jednocześnie (o czym świadczy m.in. wspomniany przeze mnie traktat) osoby homoseksualne cieszyły się tolerancją. Na przykład na przełomie XIX i XX w. byli w Egipcie mężczyźni zwani chawal, którzy występowali w damskich strojach, naśladując ruchy kobiecych tancerek, i byli nierzadko uważani przez innych mężczyzn za bardzo atrakcyjnych seksualnie.

Dziś pod wpływem przemian obyczajowych na Zachodzie i emancypacji ruchów LGBT powstają również przyjazne homoseksualistom meczety prowadzone przez imamów gejów.

Można wskazać takie przykłady m.in. z Wielkiej Brytanii, USA czy Kanady. W muzułmańskim Pakistanie w 2009 r. wprowadzono możliwość zaznaczenia „trzeciej płci” w dokumencie tożsamości – dotyczy to tzw. khwaja sara, m.in. osób transgenderowych.

Natomiast generalny wzrost nietolerancji w państwach muzułmańskich to właściwie kwestia ostatnich dekad, gdy męski homoseksualizm zaczął być postrzegany jako zagrożenie. Widać w tym wpływ najbardziej konserwatywnego, politycznego islamu – rozwijającego się od XVIII w. wahhabizmu, który dziś napędzany petrodolarami, zyskuje na znaczeniu.

Dla Zachodu szczególną datą jest rok 1968, symbol rozmaitych – i z perspektywy czasu różnie ocenianych – zmian obyczajowych. Czy jest to także ważna data w świecie muzułmańskim? Oglądając niedawno zdjęcia z przedrewolucyjnego Teheranu ze studentkami w spódniczkach mini i z modnymi fryzurami, przyszło mi do głowy, że bardziej istotny może być rok 1979 – zwycięstwo ajatollahów i sukces fundamentalistycznego islamu.

Cóż, podobne sceny można zobaczyć, oglądając stare zdjęcia Kairu, Kabulu czy Stambułu. Znajoma pani profesor, iranistka, mówiła mi, że Kabul w latach 70. pod względem mody przypominał jej Paryż. We współczesnym islamie jesteśmy świadkami ruchu, który można porównać do protestanckiego purytanizmu. Usuwa on z przestrzeni publicznej „wyzywające” sposoby zachowania czy ubioru. Znikają gdzieś dawna swoboda i tolerancja cechujące od wieków kulturę muzułmańską.

Dlaczego tak się dzieje?

Europa i USA nie są tu bez winy. Dawny Afganistan został zniszczony przez radziecką interwencję, a następnie przez kolejne dekady wojen. W sytuacji ciągłego zagrożenia i biedy nie myśli się o prawach kobiet. Gdy w Iranie prowadzono projekt modernizacji (w tym nacjonalizacji zasobów ropy), CIA dokonało zamachu stanu w 1953 r. i przywróciło na tron szacha. Ten zaś wprowadzał zachodni styl, nie licząc się w ogóle z odczuciami mieszkańców. Kobiety zakładały tam czadory z własnej woli, by wyrazić sprzeciw wobec prymatu obcej kultury. Wzorce roku 1968 były tam traktowane jako kulturowy kolonializm, a nie coś, co warto naśladować. Kobiety nie wiedziały jednak wówczas, że będą musiały już w tych czadorach zostać… Przy czym trzeba pamiętać, że dziś ten purytanizm pierwszych lat po rewolucji zelżał, a klasy średnie dość swobodnie bawią się na prywatkach. Proszę spojrzeć na zdjęcia ze współczesnego Teheranu – kobiety mają mocny makijaż i gustowne chusty upięte gdzieś na czubku głowy, tak by pozostawić odsłonięte włosy.

Polityczny islam rośnie co prawda w siłę, lecz nie możemy patrzeć przez jego pryzmat na wszystkich muzułmanów. Nam często wydaje się, że muzułmanie to grupa, która dokładnie słucha wszystkich nakazów swojej religii. Znam natomiast takich, którzy nie poszczą w ramadanie, piją alkohol i żyją w związkach pozamałżeńskich. Ich islam sprowadza się do zewnętrznych przejawów, przywiązania do pewnej obyczajowości, celebrowania niektórych świąt. Nie różnią się w tym od Polaków-katolików, którzy podobnie, a więc dość wybiórczo, podchodzą do swojej religijności.

 

Agata Skowron-Nalborczyk

Dr hab. religioznawstwa, iranistka i arabistka, kierownik Zakładu Islamu Europejskiego na Wydziale Orientalistycznym UW, członkini redakcji „Więzi”. Sekretarz generalna Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, katolicka przedstawicielka European Council of Religious Leaders (ECRL). Zajmuje się m.in. obrazem islamu w polskich mediach, miejscem kobiety w islamie i mniejszościami muzułmańskimi w Europie


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter