70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Inny w Kościele

Nie mogą wstępować w związek małżeński ani przyjmować sakramentu kapłaństwa. Przynajmniej według oficjalnego nauczania Kościoła. Miewają także trudności podczas spowiedzi: z użyciem przez kapłana właściwych, męskich bądź żeńskich, końcówek. Problemem jest również pochówek: samo pożegnanie, a następnie umieszczenie nowego imienia bądź nazwiska na płycie nagrobnej.

Mowa o osobach transpłciowych, szczególnie tych po chirurgicznej korekcie płci, które zdecydowały się na prawną zmianę danych metrykalnych. I choć skala zjawiska nie jest duża, według szacunków badaczy waha się ona od 0,003% do 0,01% populacji, ważne, aby ten temat znalazł miejsce w świadomości społecznej, ale także w świadomości wspólnoty Kościoła. Powodów jest sporo. Część z nich można na własną rękę odnaleźć w tekstach publikowanych w grudniowych Ideach. W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na tylko niektóre z nich.

Pierwszy dotyczy stosunku do inności i pytań, na które nie mamy odpowiedzi. Spośród różnych kręgów inności, które coraz lepiej rozpoznajemy w naszych wspólnotach, ten zalicza się do najsłabiej opisanych. Podczas odbywającego się niedawno synodu dotyczącego rodziny padły pytania o osoby homoseksualne i żyjące w związkach niesakramentalnych. Ze względu na skalę zjawiska nie podjęto jednak kwestii transpłciowości. Również sama nauka wciąż nie zna odpowiedzi na wiele pytań. Nie znamy genezy transpłciowości i nie zawsze umiemy skutecznie pomóc każdej osobie, która zmaga się z własną tożsamością płciową. Dlatego Kościół wstrzymuje się z decyzjami do czasu, aż zyskamy większą wiedzę. Ale przecież niezależnie od tego, czy nauka wyjaśniła już wszystkie niejasności, nic nie zwalnia nas z pełnego szacunku i miłości stosunku do osób transpłciowych.

Każdy z nas jest kobietą i mężczyzną. A właściwa tożsamość płciowa określana jest w chwili narodzin przez lekarza lub położną. Dziś wiemy, że samo pojęcie płci biologicznej jest złożone. Składa się na nią płeć chromosomalna, gonadalna, fenotypowa. I nie zawsze pozostają one ze sobą w zgodzie. Co więcej, debata dotycząca gender, czyli płci kulturowej, uświadomiła nam także, że na tożsamość człowieka składa się nie tylko płeć biologiczna, ale i role społeczne oraz cechy charakteru, które wiążemy z faktem bycia kobietą lub mężczyzną. Osoby transpłciowe nie podważają zasady binarności: wręcz przeciwnie, w dramatyczny sposób uświadamiają nam, jak ważne jest życie w zgodzie z własną płcią. Przez to zmuszają nas do zadania sobie pytania o to, co wyznacza naszą tożsamość płciową: chromosomy, pierwszo- lub drugorzędne cechy płciowe, a może wychowanie.

Droga do pełnej wewnętrznej integracji osoby transpłciowej jest ogromnie trudna i za każdym razem inna. Nie ma tu gotowych scenariuszy ani sprawdzonych rozwiązań. Dla jednych wystarczające jest już samo ujawnienie transpłciowości i zmiana końcówek fleksyjnych na zgodne z własnym sposobem postrzegania swojej tożsamości. Inni decydują się na kolejny krok, czyli terapię hormonalną, pozwalającą na nowo przeżyć okres pokwitania i w pełniejszy sposób wejść w nowe role społeczne. Wiele osób transpłciowych decyduje się na pełną korektę płci, obejmującą również szereg zabiegów chirurgicznych. Ważne, aby prawodawcy regulujący te kwestie dopuszczali jak najszerszy wachlarz procedur medycznych i zasad zmiany danych metrykalnych. Kolejny argument, nawiązując do tytułu jednej z książek Susan Sontag, można by określić mianem stosunku do widoku cudzego cierpienia. Jeżeli, o czym mówi papież Franciszek, Kościół jest szpitalem polowym, to skandalem jest, że osoby transpłciowe w chwilach najtrudniejszych decyzji nie znajdują wsparcia w tej wspólnocie. A przecież w języku polskim mamy imię, tak ważne dla katolików, które nie zna podziału na płeć: Maria.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata