70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Schyłek chrześcijaństwa tradycyjnego

Filozofowie bywają użyteczni. „Nie mają bowiem stałego rewiru polowań – lecz tylko licencję kłusownika. Filozof nie jest ekspertem, ale kaskaderem: dublerem eksperta w sytuacjach niebezpiecznych” – autoironiczna uwaga Odo Marquarda trafnie odpowiada charakterowi Kłopotu z chrześcijaństwem – rozmowy Tadeusza Bartosia i Agaty Bielik-Robson.

Dwójka filozofów toczy pasjonujący, erudycyjny i wielowątkowy dialog, płynnie przechodzący od sporów o historię gnozy do profilu psychologicznego Jarosława Gowina. Oboje testują różne hipotezy, prowokują, wchodzą na „cudze” tereny, czasem stawiają tezy niewiarygodne i przesadne, czasem dzielą się swoimi wątpliwościami, ale dają w ten sposób czytelnikowi możliwość śledzenia ich ruchu myśli; myślenia – które jak pisała Hannah Arendt – może być namiętne.

Konfrontacja z nowoczesnością

Spośród podejmowanych w książce kwestii (w tym ważnego dla środowiska „Znaku” twierdzenia o klęsce Kościoła otwartego po przełomie 1989 r.) chciałbym skupić się na filozoficznej stawce rozmowy. Jest nią, jak sądzę, ukazanie konfrontacji tradycji – chrześcijańskiej i hebrajskiej – z nowoczesnością i odpowiedź na pytanie, po co nam jeszcze religie. Pojęcie „nowoczesności”, będące przedmiotem szeregu debat przecinających humanistykę, wymaga słowa komentarza. Zawiera ono bowiem w sobie warstwę opisową i normatywną. Z jednej strony jest określeniem kompleksu nowożytnych przemian: urbanizacji, rozwoju kapitalizmu, nauki i techniki, powstania masowych ruchów politycznych i społecznych, które łączy doświadczenie przyśpieszenia i poczucie, iż – jak pisał Marks – „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Z drugiej strony nowoczesność jest pewnym postulatem i projektem: pragnieniem stworzenia środowiska społeczno-politycznego, w którym jednostka może zdobyć się na emancypację, a jednocześnie współtworzyć równy i sprawiedliwy świat. „Nowoczesność” spokrewniona jest z pojęciem „oświecenia”, które również charakteryzuje godna zauważenia dwuznaczność – jest zarówno określeniem epoki, jak i stale wiążącym wezwaniem: „więcej światła!” – tj. więcej rozumu, wolności i solidarności. Wieloznaczność tych pojęć umożliwia jednocześnie retoryczną grę wokół zachęt do często bliżej nieokreślonej modernizacji..

Religie, sprzyjając zazwyczaj kulturowemu konserwatyzmowi oraz z nieufnością przyjmując wyniki nauk, jawią się jako antynowoczesne formy życia. Koncentrują się na tym, aby stanowić znak sprzeciwu albo kultywują marzenie o „zamieszkaniu w katedrze”. Pragną przywrócenia, choćby prywatnie, świata bez rewolucji: zarówno kopernikańskiej, jak i francuskiej. Wiara w doskonałość Objawienia stanowi często o oporze przed przyjęciem możliwości, że to, co nowoczesne, może przynieść pozytywną zmianę, znaczną poprawę losu, że „świat” może czasem nawrócić Kościół.

Wracając do książki: oboje rozmówcy bardzo poważnie traktują nowoczesny przełom – starają się rozpoznać charakter jego dziedzictwa oraz sprzyjają jego postulatom. Widać to choćby na poziomie retorycznym: zwłaszcza Bartoś nawiązuje do retoryki kantowskiej – porzucenia dzieciństwa i zewnętrznego kierownictwa na rzecz dorastania do „religii dorosłych ludzi” (s. 231).

Lojalna krytyka

Tadeusz Bartoś, reprezentujący w rozmowie tradycję chrześcijańską, skupia się na oczyszczającej pars destruens. Tak jak w poprzednich swoich książkach, koncentruje się przede wszystkim na Kościele katolickim, któremu zarzuca przyswojenie wyłącznie absolutystyczno- uniformizującej wizji nowoczesności, z pominięciem jej wersji relatywizująco-indywidualistycznej. Doktryna katolicka miałaby przejąć od nowożytnych nauk jedynie swoje roszczenie do spójności i ponadhistorycznej pewności (s. 121), a nie np. gruntowne przemyślenie historyczności i kontekstualności własnych źródeł odsłoniętych w wyniku rozwoju historiografii czy antropologii kulturowej. W sferze instytucjonalnej Kościół naśladował monarchie absolutne z ich skłonnością do centralizacji i dyscyplinowania swoich poddanych (s. 20), a nie formy liberalno-demokratyczne oparte na podziale władz i obronie indywidualnego głosu. Historia chrześcijaństwa ma tu znamiona Verfallsgeschichte, historii upadku w toku walk o władzę i czystość doktryny. W tej sytuacji konieczne jest wykonanie oświeceniowej pracy krytyki, ale jak dodaje Bartoś, „krytyki lojalnej”, tj. sprzyjającej sprawie chrześcijaństwa i odwołującej się do jego własnej tradycji.

Mimo że niektóre tezy krytyczne Bartosia budzą wątpliwości (np. dogmatyzujący nauczanie katolickie sobór trydencki odbywa się bardziej w cieniu reformacji niż konfrontacji z przyrodoznawstwem i nowoczesną matematyką, stawiających znaczące kroki dopiero w XVII w.), jego uwagi często są przenikliwe i trafne. Szczególne wrażenie robią uważne i osobiste analizy niektórych elementów instytucjonalnych, np. praktyki spowiedzi. Bartoś widzi w niej narzędzie sprawowania sądu, obciążone ryzykiem poniżenia, trudnego nie tylko dla penitenta, ale również dla spowiadającego, który może poczuć się niemal „panem życia” drugiego człowieka (s. 145–149). Jednocześnie uderzający jest brak wyrazistego sformułowania tego, co dla samego Bartosia jest w religii fascynujące, co miałoby czynić ją godnym nie tylko historyczno-społecznego zainteresowania, ale i osobistego zaangażowania. Jak gdyby sam autor nie potrafił znaleźć przekonującej odpowiedzi na wyjściowe pytanie: „Po co religie?”. Mimo fascynujących analiz różnych motywów chrześcijańskiej tradycji dominuje raczej poczucie utraty odpowiedniego języka religijnego. Według Bartosia nowoczesność wypędza jednostkę na pustynię, na której coraz mniej śladów i drogowskazów.

Podwójne znaczenie hebrajskości

W odróżnieniu od swego rozmówcy Agata Bielik- -Robson formułuje rozbudowaną propozycję pozytywną w duchu postsekularyzmu, łączącą w sobie afirmację nowoczesności i niektórych wątków myśli hebrajskiej, zwłaszcza w jej XX-wiecznej recepcji. Na marginesie warto zauważyć, że ta myślicielka nie tylko od kilku lat tworzy oryginalny projekt filozoficzny odwołujący się do myśli religijnej, ale i urasta do roli Nadii Boulanger polskiej filozofii – jej seminarium stało się miejscem formacji dla młodych intelektualistów, od lewicowej „Krytyki Politycznej” przez „Kulturę Liberalną” po prawicowy „Magazyn Apokaliptyczny 44”.

Agata Bielik-Robson opowiada za Heglem historię dziejów ludzkiej myśli jako swoistą „fenomenologięducha” – historię nieciągłego postępu i dążenia jednostek do emancypacji. W tej opowieści myśl hebrajska (a miejscami również judeochrześcijańska) ma podwójne znaczenie: jest zarówno źródłem nowoczesności, jak i narzędziem jej korekty.

Hebrajskość jest źródłem nowoczesności, gdyż wynajduje historię i miłość bliźniego ujętą w formie prawa. Symbolicznym wydarzeniem jest tutaj biblijny exodus – wyjście ze stanu naturalnego, rozumianego zarówno jako nieubłagana cykliczność, jak i walka o byt wszystkich przeciwko wszystkim. Naturalnemu powrotowi wciąż tego samego, rządzonemu przez bezlitosne fatum, judaizm przeciwstawia historię kierowaną przez osobowego Boga, w którą zostaje rzucona mesjańska obietnica, że świat może być inny i lepszy. Mesjańskie przekonanie o możliwości zasadniczej odmiany losu „pracuje” w dziejach nowożytnych i staje się znaczącym czynnikiem nowoczesnego świata postępu oraz wzrostu świadomości ludzkiej sprawczości.

Jednocześnie tradycja żydowska formułuje przykazanie miłości, pozbawione uzasadnienia w bezlitosnym świecie natury. Pojawienie się tego zobowiązania jest, według autorki Innej nowoczesności, zdarzeniem nie do wymyślenia, dlatego trzeba nazwać je objawieniem, radykalną transcendencją. Hebrajska etyka przezwycięża naturalny egoizm, a jednocześnie pozostaje – by tak rzec – trzeźwym przedsięwzięciem. Zakłada, inaczej niż chrześcijaństwo, nie tyle abstrakcyjną i nieco egzaltowaną miłość bliźniego, ile szacunek, wzajemną uwagę i sprzyjanie sobie, chronienie innych jednostek poprzez pryzmat konkretnych nakazów prawa (s. 212– 213). Jest to zatem rewolucja, ale taka, której realizacja jest możliwa.

Zarówno projekt etyczny, jak i mesjańskość mają podwójne znaczenie. Stanowiąc źródło nowoczesnego myślenia o historii i etyce, pozostają również narzędziem korekty nowoczesności i stale palącym wezwaniem do zmiany. Mimo iż oświecenie jest jedynie, jak twierdzi myślicielka w innych swoich książkach, „lekko zsekularyzowanym Objawieniem”, to jednocześnie – w duchu szkoły frankfurckiej – należy go bronić przed nim samym. Zwłaszcza mesjańskość zagrożona jest w Europie przez rozmaite formy wycofania się ze świata politycznego i brak wiary w możliwość przemiany, czy nawet pomyślenia na nowo, obecnego porządku ideowego, ustrojowego i ekonomicznego. Myśl hebrajska jest odpowiedzią na defetyzm, postawę stoickiej rezygnacji bądź cynizm.

Zastrzeżenia i kontrargumenty

Tym, co budzi wątpliwości w tej interesującej opowieści Bielik-Robson, jest z jednej strony archaiczny obraz natury, z drugiej – historyczna dezynwoltura. Pierwszy jest widoczny, jeśli potraktujemy dosłownie jej opowieść o exodusie. Nabiera ona znaczenia radykalnej zmiany tylko przy swoistej, z ducha XVII-wiecznej filozofii Thomasa Hobbesa albo pesymistycznych odczytaniach darwinizmu – interpretacji stanu natury jako brutalnej rywalizacji indywidualnych egoizmów. Można jej jednak przeciwstawić bliższe paradygmatowi ewolucyjnemu znaturalizowane myślenie o źródłach moralności, gdzie bezinteresowność, wspieranie innych i mechanizm empatii mają swoje biologiczne podstawy, możliwe do wyśledzenia również u niektórych zwierząt – m.in.: wyższych naczelnych (zob. np.: lutowy numer miesięcznika „Znak”). W związku z tym trudno zrozumieć nacisk położony na konieczność działania „radykalnej transcendencji” (s. 235). Jest to zatem – jak sama myślicielka przyznaje – jej akt wiary. Ciekawe, czy przeszedł on jednak konieczną, iście nowoczesną, konfrontację z teoriami nauk przyrodniczych?

Po drugie, sceptycyzm wzbudzają niektóre jej tezy historyczne. Przy podkreślaniu rewolucjonizującego charakteru chrześcijańskiego pojęcia równości zdaje się ona zapominać o podobnych a wcześniejszych ideach stoickich (s. 86–87). Spośród drobniejszych obserwacji zadziwia nieuzasadniona bliżej uwaga o katarach jako źródle świeckiej kultury odrodzenia (s. 192). Przede wszystkim jednak namysłu wymaga stwierdzenie, że nowoczesny wysiłek przemiany świata to wynik – mówiąc po heglowsku – dziejowej pracy żydowskiej „mesjańskiej obietnicy” (s. 220). Nowoczesne przedsięwzięcia celowej przemiany świata, znajdujące swój wyraz m.in. w myśli Marksa, miałyby pochodzić z religijnego źródła. Ciekawe kontrargumenty wobec tego typu tez sformułował niemiecki myśliciel Hans Blumenberg. Po pierwsze, jak twierdzi autor Pracy nad mitem, nowoczesny postęp miał być wynikiem działania immanentnych sił historii, a nie transcendentnej interwencji czy przybycia Mesjasza. Po drugie, można wskazać alternatywne, a ważne dla idei postępu doświadczenia wczesnej nowożytności – w tym przede wszystkim koncepcję długoterminowego rozwoju nauki, prowadzonej przez kartezjańską metodę. Odkrycie ludzkiej sprawczości i wychodzenie z cyklicznej wizji historii mogło wyrastać z poczucia sukcesu świeckich przedsięwzięć. Nawet jeśli hebrajski mesjanizm w niektórych swoich nurtach zakłada właśnie „wewnątrzświatowe” działanie, znoszące ostatecznie konieczność faktycznego przyjścia Mesjasza, to wskazanie, jak oddziałał on na nowoczesne poczucie zdolności do przemiany świata, wymagałoby drobiazgowych badań. W związku z tym idea religijnych korzeni nowoczesności powinna zostać doprecyzowana i być może ograniczona.

Użyteczne dziedzictwo?

Tym, co łączy oboje rozmówców w ich splataniu religii i nowoczesności, jest podkreślenie znaczenia jednostki oraz – mówiąc nieco niezręcznie – ukierunkowanie na doczesność. Stałym zagrożeniem dla religii jest prymat ogólności, instytucji, celów wspólnotowych, które mogą zmiażdżyć każdy głos sprzeciwu. Ale jednocześnie to w tradycji religijnej nowoczesne dążenie do emancypacji jednostki znajduje swoją antecedencję i sojusznika. Bielik-Robson zwraca uwagę na znaczenie Księgi Hioba, w której cierpienie jednostki ma swoją niezbywalną doniosłość, niedającą się łatwo zagadać i usprawiedliwić; zaś Bartoś przywołuje koncepcję autonomii indywidualnego sumienia, sformułowaną przez Tomasza z Akwinu. Należy również podkreślić, że we wspólnej optyce obojga autorów to, co nadprzyrodzone – w tym tak istotna dla chrześcijaństwa obietnica życia wiecznego – traci swoją moc (s. 90). Trudno w tę obietnicę uwierzyć. Treści religijne są w konsekwencji metaforyzowane i egzystencjalizowane. Ostatecznie zdaje się, że zbawienie oznaczać może doczesne uzdrowienie, a obietnica mesjańska – nadzieję na to, że swoim działaniem możemy zmienić świat na lepsze.

Opis ten, w którym przewodnią funkcję pełni Agata Bielik-Robson, przyznaje myśli religijnej jednocześnie duże i małe znaczenie. Duże, bo odpowiedź na pytanie „po co religia?” brzmi następująco: tradycje religijne stanowią swoisty i niezmiernie ważny arsenał narzędzi – zasób pojęć, metafor, opowieści i figur retorycznych służących opisowi ludzkiego losu, naszych obaw, oczekiwań, celów i pragnień. Nie zastąpią ich pod tym względem ani sztuka, ani literatura, ani filozofia. Dziedzictwo religijne jest nieusuwalne i użyteczne dla naszego nowoczesnego myślenia. Jednak to znaczenie jest ograniczone, bo nadprzyrodzony, transcendentny aspekt religii (poza impulsem Objawienia) staje się marginalny i przestaje pełnić funkcję „żywej hipotezy”. W nowoczesności Bóg umarł; pozostał jedynie religijny słownik, który dzięki swej efektowności i bogactwu może służyć myśli antropologicznej, etycznej i politycznej.

Taka propozycja dla wielu jest z pewnością głęboko niesatysfakcjonująca. Dla osób niewierzących, ponieważ nie widzą one powodu do ubierania świeckich treści w retoryczny płaszcz religijnych pojęć; dla wielu chrześcijan, ponieważ ich wiara traci swoje odniesienie; dla historyków idei, ponieważ upraszcza obraz tworzenia się nowoczesnego świata. Ale jest w niej też coś frapującego – zachęta do bycia odważnym heretykiem, do wybiórczego sięgania po skarby religijnych tradycji i korzystania z nich tu i teraz, jako narzędzia do obrony przed rozpaczą, obojętnością czy podporządkowaniem wspólnocie. Oto prawdziwie intrygująca odpowiedź na kłopot z chrześcijaństwem.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter