fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Anna Liminowicz

Robot szuka pracy

W XIX w. ludzie przeszli z przydomowych manufaktur do fabryk. Dokąd pójdziemy my, gdy nasze miejsca w fabrykach i urzędach zajmą roboty?

Ktoś mi niedawno powiedział, że lubi tankować na automatycznej stacji paliw. Przykłada kartę do czytnika, wybiera kwotę, nie musi odpowiadać na pytania, czy weźmie jeszcze hot doga albo coś z oferty promocyjnej. Ktoś inny – że w sklepie nigdy nie skorzysta z kasy samoobsługowej. Będzie stał w najdłuższej nawet kolejce do tradycyjnej kasy, bo nie chce, żeby maszyny zabierały ludziom pracę.

Przypomnieli mi się luddyści, chałupnicy, którzy na początku XIX w. widzieli w mechanizacji produkcji zagrożenie, uważali, że stracą zlecenia. Nocami napadali na fabryki, żeby niszczyć maszyny tkackie. Wbrew obawom luddystów rewolucja przemysłowa przyniosła gwałtowny przyrost miejsc pracy. Ale przyszły z nią jeszcze inne zmiany – sama istota pracy się zmieniła. Z domowych warsztatów ludzie przenieśli się do hal fabrycznych, pojawiły się nowe zawody i nowe relacje społeczne.

Człowiek wprawdzie musiał dostosowywać tempo i sposób pracy do maszyny, ale wciąż pozostawał tym, kto maszyną kieruje. Dziś w rozmowach o przyszłości pracy dominuje słowo „zastąpić” – zastanawiamy się nie tylko, czy, ale kiedy zastąpią nas roboty.

Powoli już nas zastępują – z raportu McKinsey Global Institute wynika jednak, że ten proces przyspieszy i w ciągu najbliższych 10 lat roboty zajmą 800 mln miejsc pracy. Zwłaszcza pracownicy w krajach rozwiniętych będą musieli ustąpić im miejsca.

Czy za dekadę felietony będą pisać maszyny?

W agencji prasowej Associated Press niektóre depesze już dziś są pisane przez aplikacje. Całkiem niedawno aplikacja Xiao Bing opublikowała w internecie kilka tysięcy wierszy i wydała tomik Słońce straciło szklane okna. I choć krytycy odmawiają tej twórczości jakichkolwiek walorów literackich, jest to pierwsza książka napisana przez robota.

Najwięcej robotów wykonuje jednak zadania o powtarzalnym charakterze, w fabrykach i w usługach.

W Japonii w parku rozrywki w Sasebo w 2015 r. zaczął działać hotel Henn-na, a roboty stanowiły prawie cały jego personel. Robotyczny konsjerż otwierał drzwi, w recepcji czekała recepcjonistka-androidka, robotyczny tragarz podrzucał bagaże do pokoju. Rok temu okazało się, że połowę z prawie 250 robotów trzeba zwolnić, bo średnio radziły sobie z obowiązkami: nadmiernie często dopytywały się, czy goście nie potrzebują pomocy, gubiły się w hotelu, zawieszały i psuły. Trzeba je było zastąpić ludźmi.

Optymistyczne?

Zatrudnienie robotów w hotelu Henn-na było chwytem marketingowym, ale miało też obniżyć koszty pracy o 90%. W gruncie rzeczy każda rewolucja na rynku pracy temu właśnie służy – zmniejszeniu kosztów pracy.

A jeśli już o nich mowa, w Polsce wciąż nie ubywa umów cywilnoprawnych, co prowadzi do wniosku, że nasi przedsiębiorcy szukają przede wszystkim oszczędności. Czy będą gotowi inwestować w rozwój nowych technologii i zatrudnianie robotów?

Niektórzy analitycy uważają, że tak. Bo robot to wspaniały pracownik. Nie potrzebuje odpoczynku, szybko się uczy, nie pójdzie na zwolnienie, na urlop rodzicielski, nie przystąpi do związku zawodowego, nawet jeśli nie zapłaci mu się za nadgodziny. Właściwie to w ogóle nie trzeba mu płacić. W przypadku takiego pracownika nie trzeba też – przynajmniej na razie – martwić się formą umowy i składkami na ubezpieczenie społeczne.

 

*

W XIX w. ludzie przeszli z przydomowych manufaktur do fabryk. Dokąd pójdziemy my, gdy nasze miejsca w fabrykach i urzędach zajmą roboty?

Niekoniecznie gdzieś daleko – ponoć to od robotów będziemy się mogli nauczyć pracować wydajniej i efektywniej. Ośmiogodzinny dzień pracy ma już ponad 100 lat, może dzięki robotyzacji ludzie wreszcie będą pracować krócej. Bo pracować będą – rynek pracy nie znosi próżni, a nie pracujemy tylko po to, żeby zarabiać. Praca przynosi poczucie godności, zaangażowania, sensu. Strukturyzuje nam dzień, tydzień i miesiąc. Pozwala utrzymywać więzi społeczne – niektórzy zresztą wieszczą, że właśnie zawody związane z utrzymywaniem kontaktów społecznych przetrwają.

Inne znikną, ale pojawią się nowe.

Wprawdzie analitycy ostrzegają, że roboty zastąpią specjalistów, np. prawników, księgowych i analityków, ale dodają, że o miejsca pracy najbardziej powinni się martwić ci, którym zmartwień już teraz nie brakuje: słabiej wynagradzani, wykonujący prostsze prace. Pracownicy bardziej zaradni, zdeterminowani, młodsi szybciej się przekwalifikują. Kłopot w tym, że starszych będzie w najbliższych latach przybywać.

O tym chyba jeszcze nie myślimy. Ciągle nie spróbowaliśmy uporządkować kwestii niestabilnych form zatrudnienia i poradzić sobie ze zmianami demograficznymi, a już w myślach zapełniamy fabryki, urzędy i biura robotami. Zanim zastąpią nas w pracy, mamy mnóstwo do zrobienia w sprawie pracy ludzi.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter